1. Podejście do tematu.
Któregoś razu kiedy siedziałem na obiekcie, a pracowałem wtedy na dwóch równolegle, zadzwonił telefon. Odebrałem. Odezwał się kolega. Mówił prawie z płaczem:
-Mirek, co mam robić? Przyszedł facet z firmy sprzątającej… (jak się później okazało, to był ich nowy kierownik) … przyniósł łopatę, rękawice i oświadczył, że mamy odśnieżać teren wokół budynku. Podobno wszystko jest już uzgodnione z Deltą. Jak tylko spadnie śnieg mamy zasuwać wokół budynku z łopatą. Nie wiem, co robić?
Powiem szczerze, wkurwiłem się niemiłosiernie. Pracuję w tej branży od kilkunastu lat. Różne rzeczy zdarzały się już w podczas służby, ale taka bezczelność pierwszy raz. Gdybyśmy wtedy nic nie zrobili, to prawdopodobnie, do dzisiaj oprócz pilnowania budynku, zamiatali byśmy, zmywali i sprzątali. Bo o takich pomysłach też, w międzyczasie, zdążyłem usłyszeć. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem, to był telefon do naszego koordynatora.
-Panie Robercie, - mówię - nie będę owijał w bawełnę. Zadam proste pytanie: czy my jesteśmy firmą sprzątającą, czy ochroniarską?
- No oczywiście, że ochroniarską, jakżeby inaczej, - odpowiedział zaskoczony, - a co się stało?
-No bo wie pan, przyszedł facet z firmy sprzątającej, przyniósł łopatę do śniegu i rękawice i powiedział, że mamy odśnieżać, że jest wszystko uzgodnione z naszą firmą.
Koordynator zaczął trochę się motać w zeznaniach. Wzbudziło to moje podejrzenia, że o wszystkim wie i coś kręci. Jako, że byłem bardzo wkurzony i nakręcałem się coraz bardziej, postanowiłem nie dać się z tego wywinąć.
-No bo wie pan, jakbym chciał sprzątać i odśnieżać, to zatrudniłbym się w firmie sprzątającej, a nie w ochroniarskiej, tak? Czy pan coś na ten temat wie?
-Nie. Oczywiście, pierwszy raz o tym słyszę. Absolutnie, nic nie było uzgodnione z naszą firmą.
W tym momencie nam się udało i wizja stałego sprzątania wokół budynku została odsunięta (przynajmniej na razie). Niemniej nie był to wcale koniec problemów z firmą sprzątającą, a właściwie ich początek. Od tego się zaczęło.
Firma Clean Center wymogła na administracji, a ta na naszej firmie, że jednak coś tam musieliśmy ogarnąć. Zapisali nam to nawet w takim dokumencie, który kazali wywiesić na tablicy w ochronie. Zatytułowany był: Dodatkowe obowiązki pracownika ochrony. Jednak była tam mowa tylko o interwencyjnym odśnieżeniu na szerokość łopaty od drzwi wejściowych do środka chodnika. Czyli jakieś cztery metry. Plus posypanie solą takiego samego kawałka.
Niby się z tego nie wymigaliśmy, niemniej nie była to już czysta samowolka firmy sprzątającej. Jak się później zdążyliśmy zorientować, pracuje tam kupa cwaniaków, którzy tylko czekają na to, aby ktoś odwalił za nich czarną robotę. Oni, najlepiej, jakby nie robili nic. Gdzieś w międzyczasie zdążyłem usłyszeć, że nie mają odpowiedniej ilości ludzi i dlatego tak robią. Podobno, za te pieniądze, które płacą, nikt nie chce przyjeżdżać do sprzątania terenu zewnętrznego.
Wiadomo, ochrona, jak to ochrona, zawsze jest na miejscu i jak chłopaki nie kumate, to można ich wykorzystać. Tym razem pomylili się. Nie dam się ruchać w dupę tylko dlatego, że jestem zwykłym cieciem.
To nie chodzi o to, że jestem leniem i nie chce mi się ruszyć czterech liter, żeby coś tam zrobić. Chodziło o samo zaczęcie rozmowy i podejście do tematu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz