Szukaj na tym blogu

3 stycznia 2019

Syrena.

46. Jamnik w pogoni za lisem.

Kiedy to się stało, jęknęła przeciągle i zadrżała. To było cudowne i niesamowite.
Miałem przed sobą młodziutką, niewinną laseczkę, która na uchylonych kolanach z rozstawionymi nogami, oddawała mi w posiadanie swoją słodką cipeczkę, swoją niesamowitą, twardą wisienkę. Przejechałem po niej raz, drugi i później trzeci. Później chwyciłem usta i zacząłem ssać.
O mało nie usiadła zarażenia.
Oczywiście ta słodka i gorąca zabawa nie skończyła się w tym punkcie. Nie mogła się tak skończyć. Chociaż, przyznam szczerze, że ja sam nie miałem pojęcia, kiedy i w jaki sposób dobiegnie do końca. Trudno było mi sobie wyobrazić, że w ogóle może nastąpić koniec czegoś tak cudownego.
Nie wytrzymała. Nie była w stanie ustać o własnych siłach. Powoli osunęła się na kamienie.
Tu, gdzie w tej chwili się znajdowaliśmy, było mnóstwo drobnych, małych kamyczków. To był taki drobny żwirek, ciągle spłukiwany morską wodą.
Opadła plecami i podparła się na łokciach. Nie dałem jej nawet sekundy odpoczynku. Szeroko rozchyliłem jej uda i wszedłem swoją twarzą między nie. Jakoś specjalnie się nie broniła. To ona sama rozchyliła je jeszcze szerzej i trzymała tak, abym miał do niej dobry dostęp.
Teraz jej cipeczka stała przede mną otworem, dosłownie i w przenośni. Rozjechała się na boki ukazując swoje mokre i gorące wnętrze. Parowała. Zapach był naprawdę bardzo intensywny. Zakręciło mi się od niego w głowie, ale chciałem go wąchać. Chciałem go wdychać całymi płucami. Potrzebowałem go jak tlenu. Och, było tak dobrze!
Spoczywała na pośladkach, podparta na łokciach, a ja swoim językiem, orałem jej szparkę, rozkładając skiby niczym pług, na dwie strony. Było tak mokro lepko i pachnąco. Delektowałem się cudownym słodko-kwaśnym smakiem jej nektaru. Szczególną uwagę poświęcałem, już raz rozpoczętemu, aktowi drażnienia sterczącej antenki.
Zamknęła oczy i półprzytomnie wzdychając, szarpała się w coraz bardziej gwałtownych skurczach.
-Och, och, och! - wyrwało się z jej gardła.
Lizałem, lizałem, lizałem… na wszystkie strony jak tylko umiałem.
Po kilku minutach takiej zabawy, przejeżdżania z językiem ze wszystkich stron i drażnienia, odsunąłem nieco głowę i przyjrzałem się jej uważnym spojrzeniem. Jej cipeczka była taka mała, jak u nastolatki a nie dorosłej kobiety. Mała i ciasna.
Wsunąłem dłoń. Delikatne płatki rozkleiły się pod moimi palcami na dwie strony i moim oczom ukazała się słodka dziurka. Wyglądała jak usta z delikatnie wysuniętym językiem.
Patrzyłem tak i drżałem. Patrzyłem tak i znów zapragnąłem wejść w nią swoim twardym kutasem.
I wszedłem. Nie wiem jak to się stało. Wystarczyło tylko, że o tym pomyślałem, a ona jakby to wyczuwając, natychmiast zmieniła pozycję. Wstała, odwróciła się do mnie tyłem, uklękła na kolanach  i podparła się na łokciach. Szeroko rozstawiając kolana, wystawiła w moją stronę swoje zgrabne pośladki.
Po tym wszystkim, co do tej pory się stało, była to najcudowniejsza zachęta: jej, wystawiona w moją stronę, delikatnie rozchylona, ciasna cipeczka. Mój kutas aż rwał się, by wejść w nią tak głęboko, jak tylko się dało. W żaden sposób nie mogłem go powstrzymać. Puściłem go w samopas jak psa myśliwskiego ze smyczy.
Najpierw wsunął się samym łbem, niczym jamnik w pogoni za lisem, a później wjechał całym trzonem, jak tłok w silniku. Pchał się dalej i dalej. Było tak słodko tak gorąco. Widziałem, jak na całej jego powierzchni pojawiają się, coraz bardziej wystające, sine żyły. Drżałem z podniecenia na całym ciele. Poruszałem swoim biodrami w tył i w przód, w tył i w przód mając nadzieję, że zdołam wytrzymać jak najdłużej.

A Sexy Blowjob Before a Swim

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...