38. Jej muszelka.
Jej muszelka obejmowała już moje policzki, usta i nos. Z najwyższym zachwytem, chwyciłem jej łechtaczkę i zacząłem bardzo intensywnie ssać. Była taka śliska, taka twarda i tak bardzo mnie podniecała.
Po tej zabawie zrobiło się bardzo wesoło i ciepło. Powiedziałbym nawet, że bardzo erotycznie i podniecająco. W ciągu paru chwil znów nabrałem niesamowitej ochoty na dobry seks.
-Och ty, och ty… zobaczysz… yyyyeeh… myślisz, że jesteś silniejszy?! Nie wygrasz ze mną. Ja mam brązowy pas! - pokrzykiwała, szarpiąc się w moich objęciach.
Rozczuliła mnie. Była przecież delikatną, kruchą kobietą.
-Hahaha… taaa… brązowy, a może w kwiatki?! - śmiałem się szczerze.
Po kilku minutach tych zmagań, rzuciła się na mnie z taką zaciętością, że ledwie dawałem sobie z nią radę. Ta szamotanina była cudowna, rozbrajająca i niesamowita. Tak dokładnie i w szczegółach mogłem czuć niemal każdy zakamarek jej słodkiego, delikatnego ciała.
-Nie daruję, nie daruję ci, łobuzie ty jeden! - rechotała jak szczebiotka.
W następnym momencie błyskawicznie przeszła do ofensywy. Nawet nie zdążyłem odpowiednio szybko zareagować. Usiadła na mojej klatce piersiowej okrakiem i kolanami przycisnęła moje ramiona do posłania. Rzeczywiście była bardzo zwinna. Z trudem chwytałem powietrze.
“Jezu, to było oszałamiające!” - pomyślałem.
Absolutnie, nie chciałem tego zmieniać. Mimo pozornej niewygody pragnąłem, by tak już zostało na zawsze. Chciałem by była tak blisko. To było niesamowicie przyjemne.
-No, no i co… jak ci teraz jest, cwaniaczku?! - cedziła przez zęby, z trudem powstrzymując śmiech.
No, powiem szczerze, niewiele miałem do gadania. Chwyt był doskonały. Jednak, nie oto przecież w tym wszystkim chodziło. Byłem na jak wulkan przed wybuchem. Nawet gdybym był do tego zdolny, w żaden sposób nie byłem w stanie dalej prowadzić tej walki. Rozbroiła mnie, rozłożyła na łopatki samą swoją postawą.
-Dobra, dobra… poddaję się, - powiedziałem z trudem powstrzymując spazmy śmiechu.
Powietrze było tak przesycone czystym erotyzmem tak mocno, że dałoby się je kroić nożem. Tuż z nad swoją twarzą ujrzałem jej, lekko rozwartą, wilgotną już i buchającą ciepłem, szparkę. Zaparło mi dech. Patrzyłem, jak zahipnotyzowany, nie mogąc się ruszyć. Jej różowe płatki były nabrzmiałe i delikatnie rozchylały się na boki, a pomiędzy nimi sterczał czerwony gruby pręcik. Boże, chciałem jej tak bardzo chciałem jej.
-Raz, dwa, trzy… jesteś rozłożony na łopatki! Przegrałeś skubańcu! - powiedziała z nieukrywanym triumfem.
Teraz poprawiła pozycję, przesunęła się wyżej, szerzej rozłożyła nogi i bardzo powoli opadła swoją różyczką na moje usta. Myślałem, że zwariuję. Od razu poczułem jej cudowny, słodko kwaśny smak. Wystawiłem język i dotknąłem gorącego wnętrza. Byłem w siódmym niebie. Jej cipka na mojej twarzy. To było niesamowite.
-No i jak, smakuje ci moja muszelka, mój ślimaczek, hmm… co? - usłyszałem jej podniecony głos gdzieś z góry.
Czas jakby się zatrzymał. Liczyła się tylko ona i to, co było między jej nogami. Opadła jeszcze niżej, tak nisko, że moje spragnione wargi zanurzyły się w niej głęboko, bardzo głęboko. Byłem szczęśliwy, że jestem tak słodko zniewolony. Śmigałem po jej zakamarkach tak szybko, że aż zaczęła drżeć i jęczeć z rozkoszy. Jej także to się podobało.
-Ooooch, oooooch, oooooch! - wzdychała.
Po chwili chwyciłem ją za jej jędrny tyłeczek i, powoli, lecz zdecydowanie przyciągnąłem jeszcze bardziej na siebie. Teraz siedziałem w niej już całą twarzą w jej niesamowitym wnętrzu. Czułem się tak, jakbym był w jakimś pałacu.
-Oooooch, taaaak, taaaak! - jęczała coraz głośniej, coraz bardziej donośnie.
Jej muszelka obejmowała już moje policzki, usta i nos. Z najwyższym zachwytem, chwyciłem jej łechtaczkę i zacząłem bardzo intensywnie ssać. Była taka śliska, taka twarda i tak bardzo mnie podniecała.
-Oooooch, ooooooch Irku, jesteś cudowny, oooooch taaaak, Boooooże, tak mi rób! Chcę, chcę jeszcze, ooooooch… taaaaak!!! - wyrzucała ze swojego gardła gorące westchnienia.
Na krótką chwilę oderwałem się od niej i dostrzegłem, że ściągnęła już swoją koszulkę i zaczyna pieścić piersi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz