29. W stronę krągłego tyłeczka.
Językiem wciąż pieściłem jej piersi, ale moje dłonie już wędrowały w stronę miękkiego, krągłego tyłeczka. Chciałem ją dotykać i czuć jak najwięcej.
O co jej chodziło? Co miała na myśli? Przez chwilę się zastanowiłem nad sensem jej słów. Czułem, że coś jest nie tak. Coś się nie zgadzało, ale zwaliłem to na karb podniecenia i zapowiedzi kolejnych, niesamowitych przygód erotycznych.
Powiem szczerze, że niewiele się pomyliłem, jednak nawet przez myśl mi nie przeszło, jakiż to rodzaj doświadczeń mnie jeszcze czeka. Jeżeli tak to można określić, czekało mnie samo dno piekieł.
W tym momencie nie byłem w stanie ocenić tego, co się działo w sposób racjonalny. Byłem tak bardzo pochłonięty nowymi przeżyciami i starałem się brać tyle, ile tylko zdołam. W ogóle nie zwracałem uwagi na tak drobne, chociaż jednak bardzo ważne symptomy nadciągającej burzy.
-Ooooooch bierz mnie, bierz! Och, zabierz mnie do nieba, do piekła! Zabierz mnie, gdzie tylko chcesz, - mamrotałem, nieświadomy znaczenia wypowiadanych przez siebie słów.
Te zdania były jak wypowiadane przeze mnie życzenia, a ona, ona była tą złotą rybką, która starała się spełnić wszystko, czego w tej chwili pragnąłem.
Uniosła się nieco na łokciach, jej twarde, sterczące sutki drażniły moją klatkę piersiową. Chciałem więcej i więcej. Byłem jak gąbka, gotowy pochłonąć wszystko, co było związane z seksem.
-Dostaniesz to, czego pragniesz, kochany, - powiedziała tak cicho, że ledwie dosłyszałem.
Nie byłem w stanie myśleć rozsądnie, Po prostu chciałem
-Kiedy? Teraz, teraz? - pytałem z ogromnym pragnieniem.
-Jeszcze nie. Musisz uzbroić się w cierpliwość, ale obiecuję, to już niedługo potrwa.
-Kiedy? Och, kiedy?
-Bądź cierpliwy, mój kochany.
-Och, Olu, najdroższa ty moja!
Objąłem jej duże, jak piłki, piersi, bawiłem się, drażniłem, muskałem koniuszkami palców. Mój cudowny raj zdawał się nie mieć końca, a ona obiecywała dużo, dużo więcej.
-Och tak, tak… pieść je, tak, pieść moje cycki - westchnęła, wypinając je w moim kierunku.
Byłem taki szczęśliwy.
-Och,chcesz, żebym to zrobił ustami?
-Chcę, - odpowiedziała cicho.
-Bardzo chcesz?
-Tak, och liż je, liż mój miły.
Uniosłem się, moja twarz znalazła się między jej cudownymi balonami. Czułem ciepło i zapach jej skóry. Uchyliłem wargi i chwyciłem sterczące, sztywne sutki. Trzymałem je w swoich ustach. To było takie cudowne. Trudno było mi ogarnąć to swoją świadomością.
Byłem taki bezradny. Przywarłem do jej piersi jak małe dziecko. To było takie niewinne i rozkoszne zarazem, tak bardzo mnie podniecało. Znów byłem ledwie żywy. Wszystko było takie piękne i nowe, a ja tak otwarcie i z pełnym zaufaniem to poznałem.
-Och, jak mi dobrze, jesteś taki twardy! - wzdychała gorąco, siedząc na mnie bardzo wygodnie.
Unosiła się i opadała, unosiła i opadała… rytmicznie i głęboko. W szybkim tempie znów wkraczałem w cudowny świat organizmu. Językiem wciąż pieściłem jej piersi, ale moje dłonie już wędrowały w stronę miękkiego, krągłego tyłeczka. Chciałem ją dotykać i czuć jak najwięcej. Chwyciłem za pośladki, zacząłem ugniatać, szarpać, szczypać, w końcu rozwarłem je na boki. Później bardzo powoli wsunąłem swoje palce w środek rowka i zacząłem delikatnie drażnić okolice kakaowego oczka.
-Oooooooch! - jęknęła przeciągle.
Widocznie trafiłem w czuły punkt. Jeszcze mocniej zacisnęła mięśnie swojej cipki. Jej soki obficie płynęły między moimi nogami. Byłem podwójnie zadowolony, bo miałem świadomość, że robię to dobrze.
-Oooohhhh, oooooohhh tak, tak mi rób! - dyszała coraz głośniej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz