Szukaj na tym blogu

22 listopada 2019

Wakacje, seks i potwór.

50. Niesamowita laska.

Stanąłem między nimi, a dziewczyną.-No dobra chłopaki, to chyba niegrzeczne z mojej strony, poznajcie Olę, - powiedziałem w końcu, - Mówię wam, to niesamowita laska.


Przez cały ten czas byliśmy kompletnie nadzy. Żadne z nas nie miało na sobie ani jednego ciuszka. Chodziliśmy po mieszkaniu, robiliśmy normalne, codzienne czynności, a teraz jedliśmy smaczne śniadanie i wszystko kompletnie na waleta. Jak byśmy zapomnieli, że ubrania w ogóle istnieją. 
Teraz siedziała obok mnie. Położyła dłoń na moim kolanie, powoli przesuwała ją coraz wyżej i wyżej. W końcu zatrzymała się w okolicy jąder. Drgnąłem. 
-Co robisz? - spytałem, dygocąc na całym ciele. 
-Nic, - odpowiedziała cicho. 
Dotykała i masowała czubkami palców najbardziej wrażliwe moje miejsca. 
-Och! - westchnąłem, ale nie z podniecenia, tylko ze strachu. 
-Mam przestać? - spytała jeszcze bardziej cicho. 
Nie mogłem zrozumieć, jak mogłem tak reagować. Przecież była cudowna, niepowtarzalna, jedyna w swoim rodzaju. Można powiedzieć, że to był ideał dziewczyny, ideał, który chciałbym zawsze spotkać w moim życiu. Dlaczego mogłem się aż tak bardzo bać? 
-Nie, nie… och tak… no wiesz, a  śniadanie?
Jakby zbudziła się z letargu.
-Tak, tak… oczywiście. Zjedzmy te jajka, póki są ciepłe. 
Przełknąłem ślinę. Pomimo tego, co przed sobą widziałem, miałem wrażenie, jakbym wyrwał się z łap potwora. Ciągle jeszcze nie mogłem dojść do siebie. Wiedziałem, że jeżeli coś takiego przyśni mi się jeszcze raz, to pewnie będę musiał opuścić to miejsce. Nie wyobrażałem sobie życia bez niej. 
-Chodź, - powiedziała, ciągnąc mnie za rękę.
Usiedliśmy do stołu. Okazało się, że byłem okropnie głodny. 
-Smakuje? - spytała.
-Uhu, - mruknąłem z pełnymi ustami.
-Cieszę się, że masz apetyt.
Przełknąłem pierwszy kęs.
-Po takim maratonie seksualnym, każdy by miał apetyt, - powiedziałem jak wujek Dobra Rada.  
Uśmiechała się. Zrobiło mi się jakoś ciepło w środku i to nie z powodu jedzenia. Zły koszmar zaczął odchodzić w niebyt podświadomości. 
-No tak, - zauważyła, - przecież od wczoraj nic nie jadłeś.
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Niechętnie podniosła się ze swojego miejsca. Po chwili wróciła.
-To chyba twoi koledzy, - powiedziała i poszła do sypialni. 
Kiedy pojawiła się ponownie, trzymała w ręku dwa szlafroki: jeden dla mnie, drogi dla siebie. Jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności, obydwa były w kolorze pięknego błękitu. 
-Ubierz się, - powiedziała, ponownie kierując się w stronę drzwi.  
Wrzuciłem na ciebie podomkę, ale chciałem jeszcze skończyć moją jajecznicę. 
-Przepraszam panią, Irek to może jest? - usłyszałem znajomy głos.
-Tak. Właśnie je śniadanie, - odpowiedziała grzecznie, - Coś pod niego chcieliście? 
-Eeee… nie, nic, nic… Nic mu się nie stało?
-Nie. Wszystko w porządku. Z resztą, sami sprawdźcie. Zapraszam. Wchodźcie.
Po chwili w drzwiach stało dwóch moich kumpli. Mieli na sobie skórzane kurtki. Oznaczało to tylko jedno: będą ruszać w trasę. 
-Cześć Irek! Przyprowadziliśmy twój motor, - zaczął Grzesiek.
Czułem, że coś się stało. Byli jacyś wystraszeni. Nigdy tak się nie zachowywali. 
-No dobra, okej, dzięki, ale nie trzeba było. Sam bym po niego przyszedł, - mruknąłem, przełykając ostatni kęs. 
-Nie, no spoko, pomyśleliśmy sobie, że możesz go potrzebować, - wtrącił Janek.
Przez chwilę uważnie badali mnie wzrokiem. Zupełnie tak, jakby chcieli się czegoś dopatrzeć, bądź to w moim zachowaniu, bądź w samym wyglądzie. 
 -Dobrze się czujesz? - zapytał niepewnie Grzegorz.
-Jasne, - odpowiedziałem, - Dlaczego miałbym się czuć źle? 
Stanąłem między nimi, a dziewczyną.
-No dobra chłopaki, to chyba niegrzeczne z mojej strony, poznajcie Olę, - powiedziałem w końcu, - Mówię wam, to niesamowita laska.
Ola odwróciła się w moją stronę, a ja uśmiechnąłem się szczerze. 
-Olu, to moi kumple: Grzesiek i Janek.
Jej buzia rozjaśniła się.
-No tak, z panami już wstępnie się poznaliśmy. Szkoda tylko, że z tej gorszej strony, - powiedziała spokojnie, ale stanowczo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...