Szukaj na tym blogu

19 listopada 2019

Wakacje, seks i potwór.

47. Przybyłam z okolic Betelgezy.

-No wiesz… raczej nie. Przybyłam z okolic Betelgezy z planety o nazwie, której nie potrafisz wymówić, ale… - przerwała na chwilę, - wiesz, detektywie ty mój, teraz musimy coś zjeść, bo jestem strasznie głodna.


Niedowierzając, że rzeczywiście może tak być, podszedłem do lustra i odgarnąłem włosy. Rana była czysta, wręcz prawie biała. Nie było najmniejszych śladów krwi. Byłem kompletnie zaskoczony.
-O, jak to zrobiłaś? - spytałem.
Uśmiechnęła się tylko.
-No, wiesz… jestem wampirzycą, - powiedziała, starając się obrócić wszystko w żart.
Spojrzałem na nią oniemiały. “Co ona wygaduje?” - pomyślałem. Mimo wszystko, poczułem przedziwny, błogi spokój. Działała na moją podświadomość bardzo mocno, ale nie bałem się. Byłem gotowy pójść za nią w ciemno, gdziekolwiek tylko zechce. To nie było naturalne. Taki brak lęku nie powinien był mieć miejsca. No, ale cóż, czułem się tak dobrze…   
-No wiesz, nie żartuj… - powiedziałem bardziej pro forma niż oficjalnie. 
Nie zamierzała się z niczego tłumaczyć. Widocznie wiedziała, że nie jest to konieczne. Cały czas się do mnie uśmiechała. Miałem wrażenie, że wie o czymś wie, o czymś, o czym ja sam nie powinienem wiedzieć. Kiedy wciąż patrzyłem na nią tym swoim pytającym wzrokiem, odezwała się w końcu: 
-Jestem ksenomorfem, żyję tu od pięciuset lat i za chwilę cię skonsumuję… 
Po tych słowach nastąpiła długa chwila bardzo niezręcznej ciszy, po czym wybuchła tak rozbrajającym śmiechem, że prawie natychmiast udzielił się on i mnie. Jak można było się spodziewać, nie wziąłem niczego na poważnie. Nie wiem, być może, powinienem bardziej się wtedy nad tym zastanowić. 
Prawie w tym samym momencie rzuciła się na mnie i powaliła na łóżko. Była taka niewinna i tak bardzo słodka, że jakiekolwiek podejrzenia absolutnie nie wchodziły w grę. Śmiała się i szczebiotała jak małe dziecko. Oczywiście musiałem wszystko potraktować jako bardzo niewinną, gorącą grę. 
-No, chodź tu do mnie, chodź… Jesteś moją ofiarą. Wrrr… wpadłeś w moje sidła i już cię nie wypuszczę! - wyrzucała z siebie jak mały karabinek. 
Uspokoiłem się. To była zabawa, cudowna, erotyczna zabawa. Tak mi się przynajmniej wtedy zdawało. Nie mogłem podejrzewać niczego strasznego. Przecież była tak niewinna i słodka. 
Leżałem na plecach. Dosiadła mnie okrakiem. Jej oczy były pełne ciepła i miłości, jak mogłem się jej bać? 
-Kocham cię Irku, kocham, - szeptała jak nawiedzona.
Rozkładała mnie na łopatki każdym kolejnym słowem. Na dodatek, pochyliła się i obsypała pocałunkami całą moją twarz, szyję i klatkę piersiową. Moje serce wypełniło się bezgranicznym szczęściem i miłością. Nie było potrzeby szukania głębszych podtekstów tego wszystkiego. Wtedy zdawało mi się, że czuję dokładnie to samo, co ona.
Puściłem się wir cudownych doznań. Przycisnąłem ją mocno do siebie i także zacząłem całować: dokładnie i równo, całą powierzchnię ciała. To było szaleństwo, które zdawało się nie mieć końca. Kiedy przerwałem, po raz kolejny porwała nas fala radosnego, serdecznego śmiechu. Byliśmy jak beztroskie dzieci. Było nam tak dobrze. 
-Wiesz, - odezwałem się w końcu, - mógłbym kochać się z tobą bez przerwy. 
Uśmiechała się.
-Wiem.
Cały drżałem. Nie potrafiłem tego opanować.
-Sam nie wiem, skąd mam tyle sił. Jest mi tak cudownie, - zacząłem się zwierzać. 
-Mnie też, - odpowiedziała z serdecznym uśmiechem na ustach.
-Powiedz mi, skąd ty się wzięłaś, dziewczyno? Z Marsa, czy Wenus?
Uśmiechnęła się ciepło i serdecznie, ale znów tak jakoś dwuznacznie. 
 -No wiesz… raczej nie. Przybyłam z okolic Betelgezy z planety o nazwie, której nie potrafisz wymówić, ale… - przerwała na chwilę, - wiesz, detektywie ty mój, teraz musimy coś zjeść, bo jestem strasznie głodna.
“Okej”, - pomyślałem sobie. 
Niby wszystko wypowiedziane było w żartach, ale gdzieś z tyłu mojej głowy, rodziły się kolejne pytania. Może, na razie, nie były wypowiadane na głos, ale jednak były. 
-Dobrze, dobrze… oczywiście, przepraszam, - bąknąłem coś pod nosem.
-Poza tym, mam kilka spraw do załatwienia na mieście, a ty musisz stawić się w szpitalu. Sam widzisz, - zakończyła naszą dyskusję. 
Po chwili, delikatnie wymknęła się z moich objęć i znikła za drzwiami łazienki. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...