8. W jej objęciach.
Cudownie reagowała, cudownie odpowiadała na moje pchnięcia, rozpływałem się w jej westchnieniach, w jej objęciach.
Puściłem wodze swojej wyobraźni i pozwoliłem mojemu ciału reagować tak, jak mu było najwygodniej. W tej chwili byłem już tylko jakby widzem obserwującym to wszystko z zewnątrz. Doświadczałem czegoś, chłonąłem to wszystko całym swoim jestestwem, całą swoją duszą, wszystkim tym, czym byłem.
Było idealnie, odpowiednio ciasno, odpowiednio mokro, odpowiednio gorąco. Było tak, jak powinno być. Wpłynąłem na fali rozkoszy prowadzonej przez moje własne doznania gdzieś na sam szczyt, na Olimp, na wielki wulkan mojego orgazmu. Wzdychałem, sapałem… słyszałem, jak z jej wnętrza wydobywały się coraz głośniejsze westchnienia. Przez szeroko otwarte usta w czasie moich pchnięć wypuszczała cały zapas powietrza, by po chwili ponownie wypełnić swoje płuca po brzegi.
Wchodziłem i wychodziłem, wchodziłem i wychodziłem… poruszałem się do przodu i do tyłu… rytmicznie, płynnie, pewnie, zdecydowanie, a ona tylko wzdychała, stękała. Była coraz bardziej podniecona, coraz mocniej zatracam się w tym wszystkim, co się z nią działo. Dochodziła do orgazmu.
Raz, dwa, raz, dwa… do przodu, do tyłu, do przodu, do tyłu... wychodziłem, wychodziłem, wychodziłem, wychodziłem… Stopniowo, krok po kroku dochodziliśmy do zamierzonego celu. Przyspieszyłem, narzucałem coraz większe tempo.
I raz i dwa i raz i dwa do przodu do tyłu do przodu do tyłu…
Seks z nią był czymś wyjątkowym, wspaniałym i niepowtarzalnym. Doświadczałem całej masy słodkich, miękkich, a jednocześnie bardzo głębokich, przenikających na wskroś moje ciało i duszę doznań.
Raz, dwa, raz, dwa, raz, dwa…
Już wcale nie uważałem, że była bardzo ciasna. Była najsłodszą istotą, jaką kiedykolwiek spotkałem. Pracowałem coraz szybciej, coraz głębiej, czułem, jak z jej niesamowitej i cipeczki wydobywają się coraz obficiej soki.
Zmniejszyło to nieco moje doznania. Jej norka, przez to, że była coraz luźniejsza dlatego i przez to, że nie było w niej tak dużego oporu, rokowała nadzieję na jeszcze dłuższy stosunek i jeszcze więcej doznań rozłożonych w dłuższym czasie.
Po kilku minutach, mimo wszystko, musiałem jednak zwolnić. Podjąłem serię wolnych, delikatnych i subtelnych ruchów, niemal całkowicie zatrzymując się na samym końcu. Miałem tę świadomość, że jeśli tego nie dokonam, najzwyczajniej w świecie się w tej chwili spuszczę.
Dyszałem, stękałem, sapałem… wchodziłem i wychodziłem, wchodziłem i wychodziłem.... powoli, stopniowo, łagodnie.
Po chwili, mimo wszystko, zacząłem bardzo powoli, ale coraz głębiej wpychać się w jej ciasne wnętrze. Wykonywałem krótkie, posuwiste ruchy, jednak były one bardzo głębokie, gdzieś na pograniczu samego dna jej niesamowitej cipeczki.
Dyszała tak, jakby była bardzo zaskoczona tym, co się wtedy działo. Zachowywała się tak, jakby się bała, że już dłużej nie wytrzyma. Kiedy wdzierałem się w nią zbyt głęboko, zamykała oczy i zaciskała usta. Wtedy starałem się to jak najszybciej przerwać.
Widziałem, jak bardzo była dzielna, jak bardzo chciała dojść ze mną do samego końca. Pchałem się coraz dalej. Już prawie czułem silne skurcze gdzieś na dnie jej studzienki.
Cudownie reagowała, cudownie odpowiadała na moje pchnięcia, rozpływałem się w jej westchnieniach, w jej objęciach. Poruszałem się w niej do przodu i do tyłu. Znów przyspieszałem, nadawałem większy rytm swoim ruchom. Samo patrzenie na jej podniecenie, na jej reakcje było czystą rozkoszą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz