1. Posunięcie fatalne w skutkach.
Wiedziała, że to posunięcie będzie fatalne w skutkach. W mroku wyglądała niczym cień. Była brudna, spocona i zmęczona.
John rozłożył szeroko ramiona w geście pokoju.
-Popatrz na mnie, chcemy tylko stąd odejść. Zobacz, nie chcemy zrobić nic złego, - próbował negocjować.
John stał naprzeciwko podejrzanie wyglądającego osobnika i celował w niego z pistoletu. Była noc, wokół rozciągał się gęsty las. Mężczyzna przed nim wydawał się być spokojny. Stał bez ruchu z szeroko rozłożonymi rękoma. Ubrany był w długą kurtkę i ciemną czapkę. Miał też brodę. Tuż za Johnnym stała Sara, jego przyjaciółka i towarzyszka podróży. Denerwowała się.
-Chcemy tylko odejść, - powiedział pełnym napięcia głosem turysta.
John miesiąc temu skończył pięćdziesiąt lat, miał jasne, dość długie włosy. Na jego nosie spoczywały okulary w metalowej oprawce, a jego twarz pokryta była trzydniowym zarostem. Ubrany był w niebieską, nieprzemakalną bluzę. Pistolet trzymał oburącz, niepewnie mierząc w napastnika. Na jego lewej dłoni znajdowała się obrączka. Pamiątka po ukochanej żonie, którą rok wcześniej uprowadzili i zabili pobratymcy owego kolesia, którego miał przed sobą.
-Patrz na mnie, - powiedział, unosząc z dłonie do góry.
Jego przeciwnik wydawał się być niewzruszony.
- Nie, - odpowiedziała szeptem Sara.
Wiedziała, że to posunięcie będzie fatalne w skutkach. W mroku wyglądała niczym cień. Była brudna, spocona i zmęczona.
John rozłożył szeroko ramiona w geście pokoju.
-Popatrz na mnie, chcemy tylko stąd odejść. Zobacz, nie chcemy zrobić nic złego, - próbował negocjować.
Na twarzy Sary malowało się coraz większe zaniepokojenie. Wbrew pozorom sytuacja wymykała się spod kontroli.
-Zobacz, nic ci nie chcę zrobić, zobacz, odkładam broń, - powiedział, kładąc pistolet na ziemi.
-Nie, co ty robisz! - zaprotestowała dziewczyna.
Było już jednak za późno. Wiedziała, że musi szybko zareagować. Zdążyła jeszcze tylko umieścić strzałę w łuku, który trzymała przed sobą i wymierzyć w faceta stojącego przed nimi.
W tej samej chwili za jej pleców wyłonił się kolejny napastnik. Spadł z drzewa, jak kamień, pojawił się, niczym duch, nie wiadomo skąd. To stało się błyskawicznie. Usłyszała jedynie szum i pchnięcie w plecy. W powietrzu uniósł się pył, nie wiedziała, co się dzieje, czuła, że chwyta ją za nogi i ciągnie do tyłu. Był silny i szybki. Mimo reakcji nie była w stanie się obronić.
-Nie, nie, och! - zdążyła jedynie krzyknąć.
Nawet nie wiedziała, kim był ten, który ją zaatakował. Błyskawicznie wykręcił jej ręce do tyłu i, wykonując kilka szybkich ruchów, związał jej nadgarstki sznurem.
John także nie zdawał sobie sprawy z tego, co się dzieje. Jeszcze miał nadzieję, że wszystko uda się załatwić pokojowo.
-Przecież mówiłem, że nie chcę rozlewu krwi, odłożyłem broń, spokojnie, - zwrócił się do bandyty wiążącego Sarę.
Ten jednak nawet na niego nie spojrzał. Interesowała go tylko dziewczyna. Był brudny, jego ubrania były porwane, włosy pozlepiane, był rozczochrany. Patrzył na nią z dzikim pożądaniem. Skrępowawszy jej dłonie, uniósł ją do góry i postawił na nogi. Po drodze chwycił jej broń razem ze strzałami i zawiesił sobie na plecach.
Stała tuż przed nim. Na tle jego sylwetki wydawała się mała, niska, drobna. Nie miała żadnych szans.
-Dajtie mnie pistoliet, - zwrócił się do kompana po rosyjsku.
Kiedy broń znalazła się już w jego ręku, dodał:
-Idi! - trzymając dziewczynę, ruszył przed siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz