6. Czekając na kolejny atak.
Była naga. Stała przywiązana do blaszanych elementów, jej nogi były szeroko rozsunięte. Noc była gorąca, duszna, parna. Szalejąca burza nie przynosiła ulgi. Po jej rozgrzanym ciele spływały strugi potu. Jej długie, czarne włosy przykleiły się do pleców. Czuła, że ktoś jest tuż za nią. Jęczała, wzdychała, drżała, czekając na kolejny atak.
Nie przerywał. Jego palce były zwinne, silne, precyzyjne, przyprawiały ją o zawrót głowy. Miała wrażenie, że za chwilę postrada zmysły. Leżała na jego spoconym torsie, czuła pod plecami jego klatkę piersiową, jego brzuch, jego penisa. Jego dłoń robiła z jej cipką, co chciała.
Z jej gardła wydobył się jeszcze jeden donośny, przeciągły krzyk. Chciała mu wykrzyczeć, by nie przerywał, by robił to dalej. Jeszcze kilka razy stęknęła, naprężyła się, a w końcu krzyknęła na całe gardło:
-Uuuuuuuaaaaaaaa!!!
Wygięła swoje ciało w plecach, opuszczając głowę do dołu, tuż za jego ramieniem. Nie przerywał, tarmosił jej wisienkę bez ceregieli. W końcu jej podbrzuszem szarpnął gigantyczny skurcz, a z jej cipki wytrysnęły obfite soki, zalewając jej cały brzuch. Z jej gardła wydobyło się niezrozumiałe charczenie. Obfita fontanna soków tryskała pionowo do góry, a ona już tylko stękała i dyszała, wydając siebie ostatnie odgłosy.
Zaciągnęła się powietrzem, jakby miała już nigdy go nie wypuścić. Trzęsła się i szarpała jak agonii. Zdawało się, że jest jej bardzo zimno. Jakby nagle wrzucono ją do zbiornika z lodowatą wodą. Jej ciało przejęło kontrolę nad jej umysłem, reagowało wbrew jej woli, trzęsło się i szarpało na wszystkie możliwe sposoby. Jakby nie było jej, jakby było jej zupełnie obce. Zachowywała się jak zombie. Jej oczy były szkliste, zimne, jakby pozbawione życia. Wciągała nieprzytomnie powietrze, aby po dłuższej chwili wypuścić je z sykiem.
Na krótką chwilę rozluźniła się, a później w ułamku sekundy, jej ciałem ponownie szarpnął nieludzki skurcz. Jej źrenice uciekły do góry pod powieki, usta otworzyły się nienaturalnie szeroko.
W tej samej chwili na jej twarz spadł obfity strumień białego nasienia. Nie miała pojęcia, do kogo należy. Zdążyła tylko zamknąć oczy. Była kompletnie zniewolona, upodlona, poniżona, sponiewierana, a mimo to czuła niewyobrażalną, trudną do opisania rozkosz. Czuła się tak, jakby przepływał przez nią prąd o napięciu tysiąca woltów. Wiedziała, że po tym wszystkim długo nie będzie mogła dojść do siebie. Szarpnęła się tylko spazmatycznym skurczu i odpłynęła w niebyt.
W pewnym momencie rozległ się donośny odgłos blaszanych przesuwanych bram. Przestrzeń wypełniła się bladym zielonym światłem. Jego źródło znajdowało się gdzieś wysoko, nie potrafiła jednak określić dokładnego miejsca.
Zaraz później rozległ się donośny grzmot. Jego echo zdawało się ciągnąć w nieskończoność. Bała się, była sama w ciemnym pomieszczeniu. Próbowała się rozejrzeć, ale niczego nie mogła dostrzec. Ktoś się zbliżał. Słyszała wyraźnie kroki. Trzęsła się ze strachu.
Tymczasem jej oprawca zbliżał się z noktowizorem na oczach. On widział wszystko, ona nic. On był myśliwym, ona zwierzyną. Mógł zrobić z nią, co tylko chciał. Tak jak działo się to do tej pory. Tym razem wszystko miało odbyć się w kompletnych ciemnościach. To było jeszcze bardziej przerażające.
Była naga. Stała przywiązana do blaszanych elementów, jej nogi były szeroko rozsunięte. Noc była gorąca, duszna, parna. Szalejąca burza nie przynosiła ulgi. Po jej rozgrzanym ciele spływały strugi potu. Jej długie, czarne włosy przykleiły się do pleców. Czuła, że ktoś jest tuż za nią. Jęczała, wzdychała, drżała, czekając na kolejny atak.
W końcu poczuła silne uderzenie w plecy.
-Stój, nie ruszaj się! - warknął.
Próbowała się wyprostować i odwrócić głowę. Czuła, że coś zbliża się do jej pośladków. Napastnik był inny, niż ci, co poprzednio, nowy, bardziej kompletnie ubrany. Słyszała, że szamocze się z własnym rozporkiem, nie mogąc go rozpiąć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz