2. Pośrodku ciemnego lasu.
Swój wzrok utkwiła z wielkim, szpiczasto zakończonym łbie męskiego członka. Jej serce waliło jak oszalałe, w żaden sposób nie mogła opanować rozdygotanego oddechu. Gruby kutas był coraz bliżej. Mimowolnie uchyliła usta. Nie odwracała od niego wzroku. W tej pozycji, klęcząc na kolanach, pośrodku ciemnego lasu, pomiędzy dwoma bandytami wyglądała prześlicznie. Była bardzo podniecająca.
Znajdowali się w jakiejś starej szopie, opuszczonym budynku, czy ruderze. Ustawił ją przed grubym na pół metra drewnianym słupem, a po chwili, chwytając dłonią za ramię, przycisnął do niego. Opuściła głowę, nie chciała patrzeć w jego dzikie oczy. Był od niej wyższy, mocno zbudowany.
-Napominajesz maju sjestru, - warknął w jej stronę.
Nim zdążyła się zorientować, otrzymała potężny cios z boku głowy, ciężko stęknęła i upadła, wzniecając tuman kurzu.
- Zaraz ci pokażę ty stara kurwo, - szczeknął w jej stronę, wskazując ją palcem.
Nie miała czasu na zastanawianie się. W następnej chwili już unosił ją do góry i gdzieś za sobą ciągnął. Zdążyła tylko zorientować się, że było ich dwóch.
Jeden trzymał ją pod ramię z prawej strony, a drugi w lewej. Po chwili straciła przytomność. Taszczyli ją ze sobą, jak upolowane zwierzę.
Nadciągała burza. Obudził ją donośny grzmot, dobiegający gdzieś z bliska.
-Co się dzieje? Gdzie ja jestem? - wymamrotała.
Sekundę później gęstym, ciemnym lasem szarpnął kolejny, głośny odgłos uderzenia pioruna. Rozległ się szum ulewnego deszczu. Ponownie straciła przytomność.
Kiedy się ocknęła, znów była w jakimś budynku. Nad jej głową rozciągał się dach. Słyszała padający deszcz, ale było tu w miarę sucho.
-Pomocy! - krzyknęła.
Była w samej bieliźnie. Miała na sobie białe, skromne stringi, wiązane na biodrach cienką kokardką oraz, podobny w kroju, biustonosz, tylko w części zakrywający jej bujne, obfite piersi. Jej dłonie związane były kilkunastoma zwojami grubego szczura. Bała się.
-Johny, Johny gdzie jesteś! - próbowała wezwać przyjaciela. - Halo! Halo!!!
Jej oddech był szybki, nerwowy. Drżała, nie wiedziała, czy z zimna, czy ze strachu.
Tak samo, jak poprzednio, nie miała czasu na zbyt długie zastanawianie się, czy myślenie nad swoją sytuacją. Nagle poczuła mocne pchnięcie w swoje plecy. Jęknęła i odwróciła głowę, by spojrzeć oprawcy w twarz.
Sara była piękną dwudziestosześcioletnią kobietą, miała w pociągłą twarz, ładne usta, nos i nieco skośne oczy. Jej typ urody przywodzi na myśl młode Azjatki.
Czyjaś silna dłoń położona na ramię zmusiła ją, by pochyliła się do przodu. Doznała szoku, kiedy zorientowała się, że tuż przed nią stoi goły facet. Jego wielka, długa stercząca fujara kołysała się kilka centymetrów od jej twarzy. Czuła ciężki zapach męskiego przyrodzenia. Wiedziała, co za chwilę się stanie.
Jakby otrząsnęła się z letargu. Ze wszystkich sił chciała temu zapobiec, nie dopuścić do tej ostateczności. Wiedziała, że nie może do tego dojść, ale niewiele mogła w tej chwili zdziałać. Kątem oka spojrzała na wielkiego członka i, ku swojemu zaskoczeniu, oprócz strachu, poczuła dziwne podniecenie.
- Zaraz, zaraz... chwileczkę... poczekaj... - prosiła, mając nadzieję, na, chociaż chwilę przerwy.
-Dawaj! - ponaglał nagi mężczyzna.
Jego fiut pulsował z podniecenia. Nie wiedziała, dlaczego tak się dzieje, ale nie potrafiła oderwać od niego wzroku. Nie chciała jednak wziąć go do ust. Kręciła głową.
Zmieniła decyzję dopiero po tym, jak usłyszała trzask zwalnianego zamka pistoletu, a po chwili poczuła lufę tuż przy swojej głowie. Wiedziała, że teraz już nie ma najmniejszego wyboru.
Swój wzrok utkwiła z wielkim, szpiczasto zakończonym łbie męskiego członka. Jej serce waliło jak oszalałe, w żaden sposób nie mogła opanować rozdygotanego oddechu. Gruby kutas był coraz bliżej. Mimowolnie uchyliła usta. Nie odwracała od niego wzroku. W tej pozycji, klęcząc na kolanach, pośrodku ciemnego lasu, pomiędzy dwoma bandytami wyglądała prześlicznie. Była bardzo podniecająca.
-Dobrze, dobrze... już dobrze, - szeptała przerażona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz