Szukaj na tym blogu

4 lutego 2022

Dziewica.

7. Była taka ciasna.


 Była taka ciasna, tak głęboko w nią wchodziłem. Było mi tak słodko, że odpływałem w niebyt.


Była taka gorąca, była tak blisko mnie, a ja byłem tak bardzo podniecony. Zabawiałem się jej cyckami. Ciągnąłem jej sutki jak małe dziecko. Całowałem brodawki. Jednocześnie cały czas poruszałem się w niesamowicie ciasnym, chociaż już teraz bardziej gościnnym, wnętrzu. Wchodziłem i wychodziłem... wchodziłem i wychodziłem... wykonywałem płynne, głębokie, posuwiste ruchy. Była tak ciasna, tak gorąca. Tak właśnie wyobrażałem sobie i niebo i piekło jednocześnie.

Chciałem, by ta chwila trwała wiecznie, chciałem, by nigdy się nie skończyła. Odczuwałem trudną do wypowiedzenia rozkosz. Odczuwałem rozkosz, która przepełniała całe moje ciało, każdą moją komórkę. Czułem, jak moja dusza jednoczy się w tym akcie z jej duszą, jak powoli stajemy się jednością. Odpływam na falach rozkoszy, coraz bardziej tracąc poczucie rzeczywistości.

Po kilku minutach poruszanie się w jej wnętrzu przestało już być dla mnie jakimkolwiek problemem. Była wspaniałą kochanką. Po pierwszych niepowodzeniach zaczęła nadawać na tych samych falach co ja. Zaczęła rozumieć każdą moją intencję. Pozwalała mi na coraz więcej i więcej, a ja, z rozkoszą, to wykorzystywałem.

Poprawiła jeszcze raz pozycję. Stękając i dysząc, starałem się wejść w nią jeszcze głębiej. Zdawałem sobie sprawę, że raczej nie będzie możliwe, bym umieścił całego mojego zaganiacza w jej ciasnej studni. Nie było to możliwe ze względu na jego ponadprzeciętną długość. Jednak, mimo wszystko, jakby naprzeciw prawom fizyki, starałem się wejść w nią do samego końca.

Była dzielną dziewczyną. Leżąc już prawie na wznak, uniosła nieco głowę i starała się patrzeć na to co poczynam. Po chwili dała już sobie spokój z wszelkimi oporem. Podłożyła dłonie pod poduszkę, którą miała pod swoją głową, przymknęła powieki, ale, tym razem, jakby pogrążając się we własnej narastającej ekstazie.

-O tak, tak, tak... właśnie tak, cukiereczku, tak jest dobrze... o tak, tak… -  dyszałem coraz bardziej podniecony.

Uchyliła szeroko usta, ponieważ zbyt nachalnie się w nią wdarłem i sprawiło jej to przykrość. Teraz zacząłem skupiać się na swoich własnych doznaniach, coraz mniej przejmując się jej reakcjami. Moje ruchy stawały się coraz bardziej nerwowe, coraz bardziej urywane, szarpane coraz głębsze, coraz bardziej stanowcze, coraz bardziej zdecydowane… Starałem się osiągnąć to, co sobie zamierzyłem. Starałem się zdobyć ją w całości, posiąść i wykorzystać jej ciało, do końca wykorzystać jej niesamowicie gorącą ciasną pizdeczkę.  Starałem się rozpędzić na tej skoczni tak mocno, jak bardzo to było tylko możliwe, by poszybować daleko, daleko, gdzieś na koniec zeskoku.

Czułem wirowanie i świdrowanie pod skórą, gdzieś pod moją czaszką. Przeszywało mnie od koniuszków palców stóp aż po czubek głowy. Posuwałem  ją miarowo i klasycznie, razem zarazem się w nią wypychając i wypełniając ją po same brzegi.

Boże, jak mi w tej chwili było z nią dobrze. Była taka ciasna, tak głęboko w nią wchodziłem. Było mi tak słodko, że odpływałem w niebyt. Drżałem, jęczałem, stękałem, coraz bardziej podniecony. Wchodziłem i wychodziłem, wchodziłem i wychodziłem… pracowałem swoim tłokiem w jej wnętrzu wytrwale z napięciem, starając się jak najdalej odciągnąć moment kulminacyjny. Co jakiś czas szeroko otwierała usta. Nie mogłem w to uwierzyć, ale orałem ją po same jaja. Było tak słodko, tak dobrze, tak przyjemnie, że nie chciałem zrobić czegokolwiek, co zmieniłoby rytm tego, co działo się w tej chwili.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...