259. Mój los był w ich rękach.
Kiedy wreszcie otworzyłem oczy i byłem w stanie widzieć więcej niż mgłę, ujrzałem jej twarz. Z jednej strony była rozpromieniona, uradowana tym, co się działo, a z drugiej w sposób niezwykły skupiona na działaniu, na czynności, której właśnie się oddawała. Tak jakby ona również razem ze mną przeżywała te cudowne chwile. Tak jakby była świadkiem i obserwatorem mojego zjednoczenia z samym Stwórcą.
Rzeczywiście, łykała wszystko. Teraz byłem już tego pewien. Doznając orgazmu, spuściłem się niezwykłą ilością gorącego nasienia wprost w jej usta, ale tylko niewielka jego część i to małymi strużkami wypływała na jej brodę. Wypuszczając je, uśmiechała się tak, jakby specjalnie chciała mi pokazać, że to zrobiła. Tak jakby chciała mi pokazać, że wciąż je tam ma.
To było oszałamiające. Widok tej niesamowitej blondynki z jędrnymi, sterczącymi cyckami, pochylonej nad moim prąciem i trzymającej w swoich ustach mojego twardego, sinego z rozkoszy pryskającego spermą kutasa, przyprawiał mnie o tak silny zawrót głowy, że miałem ochotę zasnąć na zawsze. Nie mogłem się powstrzymać. Zaraz później jeszcze jedna fala gorącego, słodkiego uczucia napłynęła niejako z tyłu, zaskakując mnie całkowicie. Nim zdążyłem uświadomić sobie, czym właściwie jest, już byłem pod jej wpływem.
Skurcz podbrzusza był samoczynny, intensywny, słodki i gorący. Sprawiał, że znów straciłem przytomność, a z mojego napęczniałego giganta popłynęło nasienie. Znów nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. To była rozkosz trudna do opisania, świat zatrzymał się w tej jednej sekundzie, ale to wcale jeszcze nie był koniec. Przedstawienie wciąż trwało.
Do Grace dołączyła Amelia. Wczuwając się w rolę, podjęła precyzyjne działanie. Jakby starając się zrozumieć to, czego doświadczam i chcąc zintensyfikować moje odczucia, wyciągnęła dłoń, chwyciła mnie za jaja i zacisnęła paluszki na worku tuż przy korzeniu mojego kutasa. Wyrzut endorfiny był olbrzymi.
-O Matko Święta! - jęknąłem, wyrzucając z siebie jakby ostatni oddech.
Wraz z tym okrzykiem strzeliłem po raz kolejny. Może słabiej, ale to nie znaczy, że wrażenie było słabsze. To był już, któryś z klei tej doby, wytrysk, więc fizycznie nasienia było mniej.
Niewyobrażalna słodycz i rozkosz rozmiękczyła mój umysł i ciało. Nie byłem w stanie normalnie myśleć i zastanawiać się nad czymkolwiek. Mogłem tylko odczuwać, doświadczać. Mogłem tylko brać to, co życie mi daje. Byłem szczęśliwy jak nigdy dotąd.
Grace, trzymając mnie za jajka, wykonała zdecydowany ruch do dołu, a usta jej siostry ciasno opinały głowicę mojego penisa. Byłem w niesamowicie gorącym potrzasku. Pomimo że, jak mi się zdawało, wyrzuciłem z siebie wszystko, co miałem, każdą kropelkę, wciąż doświadczałem niebywałego, słodkiego, wszechogarniającego uczucia orgazmu, które zdawało się nie mieć końca.
Zatraciłem się całkowicie. Chciałem jeszcze, chciałem tego doświadczać bez końca. Nie potrafiłem wyobrazić sobie momentu, kiedy to się skończy, a jednak miało się skończyć. Byłem jak narkoman, błagałem o jeszcze.
-Hi, hi, hi! Ale chłopak popłynął! - śmiała się Grace, przyglądając się poczynaniom swoim i siostry.
Nie wiedziałem, co będzie dalej. Nie miałem pojęcia, jak potoczy się ta gra, ale czułem, że to jeszcze potrwa. Mój los był w ich rękach — od początku do końca.
Czy chciałem odpuścić? W tej chwili na pewno nie. Mój penis wciąż był w pełnej gotowości, choć może nie tak twardy, ale jednak sztywny i trzymający się w pionie, a intensywne uczucie bólu, pieczenia i swędzenia z okolic pępka sprawiało, że włosy na mojej głowie unosiły się do góry, a podbrzusze wciąż szarpało się w słodkich skurczach konwulsji, domagając się kolejnych porcji niezwykłej przyjemności. Czekałem na kolejny etap tego cudownego doświadczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz