247. Dlaczego jestem związany?
Ruszyliśmy w stronę stodoły, a droga wydawała się jeszcze bardziej malownicza niż wcześniej. Słychać było odgłosy ptaków w oddali, a wiatr delikatnie szeptał między liśćmi drzew. Słońce przyjemnie grzało, a ja czułem się, jakbym był w centrum sielskiego raju.
W międzyczasie Amelia i Grace rozmawiały między sobą, a ich uśmiechy sugerowały, że mają wspólny plan na nadchodzące kilka godzin. Ciekawość co do tego, co nas czeka, coraz bardziej kłębiła się w mojej głowie, ale postanowiłem pozostać cierpliwym i cieszyć się chwilą.
Duża drewniana ściana stodoły osłaniała nas od strony podwórka, tworząc przyjemne schronienie przed palącymi promieniami słońca. Jej solidna konstrukcja emanowała poczuciem bezpieczeństwa, a stare deski wydawały delikatny trzask pod wpływem lekkich podmuchów wiatru. Rozłożyste korony klonów i lip otulały nas cieniem, tworząc przyjemną atmosferę skąpaną w chłodzie.
Pomimo wzrastającej temperatury, powietrze było świeże i rześkie, choć przesycone zapachem lasu i podmokłych łąk. W oddali słychać było szum strumyka, który biegł nieopodal stodoły, dodając do atmosfery lekkości i spokoju.
Ułożyłem się na jednym z koców pomiędzy Grace a Amelią, ciesząc się chwilą spokoju i harmonii. Delikatne światło słońca przebijające się przez korony drzew rzucało złote refleksy na nasze twarze, malując je ciepłem i przyjemnością. Włożyłem ręce pod głowę, poczułem miękkość tkaniny pod plecami i zanurzyłem się w błogim uczuciu relaksu.
Spojrzałem w niebo na białe, wolno sunące obłoki, których kształty zmieniały się nieustannie, malując na niebie pejzaż pełen niespodzianek i tajemnic. Głęboko wciągnąłem powietrze w płuca, czerpiąc z niego energię i spokój jednocześnie, i uśmiechnąłem się do siebie, czując się w pełni usatysfakcjonowany obecnym momentem.
Sen przyszedł nagle i niespodziewanie, jak mgła unosząca się nad polami. Odpłynąłem w krainę marzeń o tych dwóch uroczych blondynkach, którymi spędziłem ostatnią noc na sianie. Jeszcze teraz w mojej głowie przewijały się gorące obrazy naszych miłosnych uniesień, jak malowane promieniami słońca na płótnie. Ich uśmiechy, czułe dotknięcia, i słowa miłości płynęły we mnie jak strumień gorącej wody, otulając mnie uczuciem błogości i szczęścia.
Nagle obudziłem się z dziwnym uczuciem, że coś niepożądanego dzieje się z moim ciałem. Kiedy chciałem zmienić pozycję, okazało się, że nie mogę tego zrobić. Moje ręce i nogi były skrępowane czymś twardym i niedającym się zrzucić, jakby tkanka kosmicznej materii oplotła mnie w swoje mocne objęcia. Zanim wpadłem w panikę, otworzyłem oczy i spojrzałem wokół, a moje serce zamarło na widok nieznanej mi scenerii.
Moje ręce i nogi były przymocowane do wbitych w ziemię palików, a srebrna taśma klejąca otulała je jak pajęczyna. Nie mogłem się ruszyć, moje ciało było uwięzione w złowrogiej pułapce, a myśli mknęły mi przez głowę niczym dzikie konie w galopie.
-No co jest do jasnej Anielki, - mruknąłem bardziej do siebie niż do nich, - co się dzieje?
W odpowiedzi usłyszałem ich ciepły, radosny, choć szelmowski śmiech, który rozbrzmiewał w moich uszach jak echo przyszłości.
-Nie ruszaj się, a wszystko będzie dobrze, - odezwała się w końcu Grace, jej głos brzmiał jak szept letniego wiatru na łące.
Próbowałem ustalić, co się właściwie stało i w jakiej sytuacji się aktualnie znajduję. Szybko dotarło do mnie, że moje ręce i nogi związane są srebrną taśmą klejącą i przymocowane do wbitych w ziemię słupków, jak jaskrawe symbole mojej niemocy i uwięzienia.
-Dlaczego jestem związany? - spytałem, choć już domyślałem się odpowiedzi, której nie chciałem słyszeć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz