Szukaj na tym blogu

30 sierpnia 2024

Ostatnie wakacje.

271. Z zapartym tchem


W końcu, po krótkiej i nierównej walce poddałem się i chwyciłem go w dwa palce. W dwa, a nie w całą garść. Tak jakby miało być to coś zmienić. To wyglądało tak, jakbym się bał, jakby to miało być czymś zastępczym, jakbym próbował siebie oszukać, że jednak tego nie robię. A jednak to robiłem. 

Słysząc ich głosy za drzwiami, mając w pamięci ich cudowne, śliczne tyłeczki, cycuszki i cipki, mając w pamięci to, co robiliśmy na sianie tej nocy, mając w pamięci to, co one zrobiły ze mną, przywiązując mnie taśmą do palików i drażniąc mój pętek paskudną pokrzywą, nie byłem w stanie się oprzeć moim pokusom.

Być może na tym tylko by się skończyło, być może więcej by już nic nie było, gdyby nie jeden mały szczegół. W tym właśnie oto momencie zobaczyłem niewielki czerwony przedmiot leżący na pralce. Myślałem z początku, że to malutka ściereczka z mikrofibry do wycierania kurzy, ale kiedy wziąłem to coś w dłoń, szybko się okazało, w jakim jestem błędzie. To były majteczki. Nie wiem której, albo Grace, albo Amelie. To nie miało znaczenia. To były koronkowe, delikatne, zwiewne majteczki i pachniały kobietą.

Nie powinienem był tego robić. Nie powinienem był brać ich w ogóle w dłoń. Nie powinienem był ściągać spodni. Nie powinienem był stać tak długo z gołym kutasem na wierzchu. A jednak wszystko działo się na opak. Nie tak, jak powinno. Przyciągnąłem ów przedmiot do nosa i wciągnąłem niezwykle kuszącą woń. A kiedy to zrobiłem, byłem naprawdę przegrany. To był koniec, mój koniec. 

Zapach był subtelny, delikatny, a jednak powalający jak cios zawodowego boksera. Nagle wszystko, co się działo, przedtem odżyło z podwójną intensywnością. Wybuchło w mojej głowie, rozprzestrzeniło się na każdy zakamarek mojej świadomości i ciała i opanowało mnie, robiąc mnie swoim niewolnikiem. Byłem przegrany.

Trzymając majtki przy swoich ustach i wyobrażając sobie każdą minutę, sekundę tego, co się działo zarówno na sianie, jak i tego później za stodołą, chwyciłem drugą dłonią mojego napęczniałego, sztywnego, żylastego kutasa i zacząłem niespiesznie poruszać w jedną i w drugą stronę. W mojej głowie się zakręciło, westchnąłem głęboko, stanąłem w większym rozkroku i przyspieszyłem nieco ruchów.

-Och, och, och, ach, ach, Boże, jak mi dobrze, - szeptałem, starając się robić to tak, żeby nic, żaden dźwięk nie wydostał się poza drzwi, jednak nie byłem tego wcale taki pewien.

“Julian, ty zboczeńcu, ty zboczona świnio, nie umiesz się opanować”, - myślałem ze złością, ale to tylko jeszcze bardziej rozbudziło moją wyobraźnię. Sprawiało, że czując się gorszy, zły, zepsuty, byłem jeszcze bardziej podniecony i nie umiałem sobie z tym uczuciem poradzić. Chciałem seksu, pragnąłem seksu, nie umiałem zachować się inaczej.

Kiedy już byłem prawie na granicy wytrysku, coś mnie tknęło. Mimo wszystko jakiś szczegół się w tym wszystkim nie zgadzał. W łazience było zbyt widno, było tu zbyt dużo światła. Uniosłem głowę i zobaczyłem nisko położone, niewielkie, ale szeroko otwarte okno, a za nim, z równie szeroko otwartymi oczami, uśmiechniętą, rozpromienioną Grace. Nie mam pojęcia, jakim cudem się tam znalazła i po co wyszła z domu. Teraz nie miało to najmniejszego znaczenia. Wiem tylko, że tam była i przyglądała się wszystkiemu uważnie i z zapartym tchem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...