246. Gotowi na leniwe przedpołudnie.
Siedząc przy stole, zaczęliśmy żartować i śmiać się z naszych przygód. Atmosfera była tak przyjemna, że nawet nie pamiętałem już o gniewie czy frustracji związanej z poprzednimi wydarzeniami. Wszystko, co liczyło się teraz, to chwila wspólnego spędzenia czasu i radość z obecności bliskich sobie osób.
W pewnym momencie kątem oka spostrzegłem, że dziewczyny spoglądają na siebie porozumiewawczo. Ich spojrzenia krzyżowały się jak w ukrytej grze, zaledwie zauważalne dla obserwatora, ale bardzo charakterystyczne dla ich relacji. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że coś wisi w powietrzu, ale jeszcze nie potrafiłem tego nazwać.
Po chwili Amelia się podniosła, lekko pochylając się nad stołem, jakby chcąc przekazać mi subtelny sygnał, że coś już jest w trakcie realizacji. Zaraz za nią, bez słowa, ruszyła Grace, jej kroki były pewne, a spojrzenie zdecydowane. Ich mimika zdradzała, że mają jakiś plan.
W tamtej chwili nie przeczuwałem jeszcze niczego złego, chociaż może powinienem. Nie zastanawiając się więcej, spokojnie zjadłem moje śniadanie, delektując się smakiem przyrządzonej przez Amelię jajecznicą, która rozpływała się w ustach, i popiłem herbatę, czując ciepło napoju rozchodzące się po moim ciele.
Gdy skończyłem, spojrzałem na zegarek, zastanawiając się, nad czym tak długo plotkują dziewczyny. Nie chciałem podejmować żadnych pochopnych wniosków, ale napięcie w powietrzu zaczęło wzrastać, zapowiadając coś niepokojącego.
W końcu wróciły.
-No to jak, - zaczęła Amelia, unosząc delikatnie brwi, - posprzątamy po śniadaniu, żeby wujek był zadowolony, a później weźmiemy koce i pójdziemy za stodołę jeszcze trochę się zdrzemnąć. Co ty na to, Julian?
W jej głosie wyczułem pewne napięcie, zdradzające, że jakiś plan już jest w trakcie realizacji. Jednak w tej chwili nie miałem żadnych możliwości, aby określić, czym on jest. Mogłem tylko czekać, aż coś rzeczywiście się wydarzy. Perspektywa spędzenia przedpołudnia na miękkim kocu w cieniu za stodołą wydawała mi się bardzo atrakcyjna i na tym poprzestałem.
Pokiwałem głową, akceptując jej propozycję. W myślach już widziałem ten spokojny krajobraz za stodołą, z delikatnym szumem wiatru i promieniami słońca przebijającymi się przez liście drzew. Była to idealna okazja, aby oderwać się od codzienności i odpocząć w otoczeniu natury.
Zaczęliśmy więc sprzątać po śniadaniu, energicznie poruszając się po kuchni i upewniając się, że wszystko wróciło na swoje miejsce.
Amelia zgrabnie zmyła naczynia, a ja pomagałem jej w osuszaniu ich i układaniu na półkach. W międzyczasie słychać było delikatny szmer, gdy Grace zbierała koce z salonu, starannie składając je na rękach.
Gdy już wszystko było posprzątane, z uśmiechem na twarzy ruszyliśmy w stronę stodoły, gotowi na leniwe przedpołudnie, które było przed nami.
Gdy wychodziłem z domu z dużym naręczem koców, miałem wrażenie, że dziewczyny weszły jeszcze do łazienki wujka. Zastanawiałem się, czego tam szukały, bo nie było tam nic ciekawego poza starymi przyborami do golenia i mycia.
Zatrzymałem się na chwilę, gdy przypomniałem sobie, że ostatnio Grace wspominała o potrzebie znalezienia dodatkowych ręczników na wypadek, gdybyśmy chcieli się wytrzeć po kąpieli w strumyku.
W końcu wyszły. Jeszcze raz spojrzały na siebie, porozumiewając się wzrokiem, a ja poczułem, że coś się szykuje. Zachowywały się dość tajemniczo, ale w tym momencie postanowiłem nie zagłębiać się w spekulacje. Zamiast tego skupiłem się na przyjemności spędzenia czasu na świeżym powietrzu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz