258. Wiedziałem, że się spuszczam.
-No dobrze, w takim razie bierz się za niego. Skończmy to wreszcie i dajmy mu odpocząć.
W tym samym momencie Amelia pochyliła się nad moim podbrzuszem, a ja już wiedziałem, co stanie się za chwilę. Powiem więcej, czekałem na to z niecierpliwością. Czekałem jak beduin na pustyni, czeka na kroplę wody. Choć nic nie mówiłem, w duchu błagałem, aby to zrobiła. Błagałem, aby zrobiła to jak najszybciej. Drżałem na całym ciele jak listek osikowy.
Doskonale zdawałem sobie sprawę, że nie potrwa to długo. Byłem zbyt podniecony, zbyt dużo przerzedłem. Finał musiał być natychmiastowy i wybuchowy. Byłem jak cysterna benzyny — wystarczyła tylko iskra. Przygotowywałem się na to każdą komórką swojego ciała. Każde moje tchnienie wołało o tę chwilę. To miało być jak lot Małysza na mamuciej skoczni. Doskonale dopracowane i precyzyjne. Przede wszystkim chodziło o dobre wybicie z progu. Dobry start oznaczał długi lot. Czułem, że jestem gotowy. Wszystko miało pójść łatwo, a ja miałem wkroczyć do raju.
Stało się. Przedstawienie się zaczęło. Amelia szeroko otworzyła swoje kształtne, gorące usta i zawisła dwa centymetry nad moim przyrodzeniem, dokładnie nad moją wielką, wypolerowaną, lśniącą i kształtną głowicą. To był moment, który dopełnił wszystkiego. Był podsumowaniem wszystkich moich dotychczasowych doświadczeń ostatniej nocy i dzisiejszego poranka.
Spiąłem się, tak jakbym chciał wyrzucić z siebie całą moją energię życiową. Miałem wrażenie, że już dokonuję ostatniego dzieła zniszczenia, że palę za sobą ostatni most. To miało być dopełnienie tej szaleńczej jazdy bez trzymanki, którą zafundowały mi dziewczyny, ale nic się nie stało.
Wszystko trwało bez ruchu do momentu, kiedy jej usta delikatnie objęły całą grubość mojego narzędzia, a wielka, napęczniała żyła znalazła się w środku, zablokowana przez jej zęby. Wtedy popłynąłem w siną dal. Kompletnie nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Czas się zatrzymał, a ja byłem jednym wielkim doznaniem. Właśnie ujrzałem Wielki Wybuch, początek wszechświata.
Wprost niewyobrażalna słodycz zalała mnie falą tsunami od koniuszków palców stóp po sam czubek głowy. Moja świadomość utonęła w niebycie niewypowiedzianej rozkoszy i boskiej namiętności. Byłem spełnieniem całego wszystkiego, o czym marzyłem.
Wszystko, co nieistotne przestało istnieć. Widziałem tylko, jak jej oczy lustrują mnie znad sterczącego grubego fallusa. Były uważne i czujne, gotowe na wszystko, a jej oddech świadczył o tym, że zaraz się zacznie.
Wreszcie stało się to, co się miało stać, to, co było nieuniknione. Nagle zapadła ciemność i kompletna cisza. Wystrzał odebrał mi resztki świadomości. Byłem nicością, byłem pustką, bez czasu. Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje i gdzie jestem. Lot był bardzo długi i pokonywał nieznane mi dotąd obszary mojej świadomości. Hipnotyczny sen ogarnął całą moją duszę i ciało.
Wiedziałem, że się spuszczam. Strzelałem olbrzymią ilością gorącej, gęstej spermy wprost w szeroko rozchylone usta, tej uroczej blondynki. Czułem, że łyka wszystko. Ani kropelka nie wydostawała się na zewnątrz. Pompowałem nasienie, a moje podbrzusze było suche. To zdawało się nie mieć końca.
Niezwykle silne konwulsje szarpały moim podbrzuszem. Miałem wrażenie, jakbym dostał ataku epilepsji. Wydobywałem z siebie nieziemskie odgłosy. Wyłem jak pies z niewyobrażalnej rozkoszy. Darłem się na cały gardło, błagając, by to się nigdy nie skończyło, by trwało wiecznie. Bałem się, że kiedykolwiek może się skończyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz