245. Co za łobuzeria!
Nie wiedziałem, czy mam natrzeć jej uszu, mocno uszczypnąć, czy po prostu gorąco pocałować. Z jednej strony byłem na nią okropnie zły z drugiej jednak wdzięczny za to, że pozwoliła mi odkryć w sobie nowe możliwości doświadczania niezwykle silnej przyjemności. Koniec końców nie zrobiłbym niczego.
-No to jak było z tym kogutem? - spytała podejrzliwie Amelia.
-No wiesz, - zacząłem, czując się coraz bardziej niepewnie, - niosłem te jajka w górnej części dresu, o tak, - pokazałem, - było ich pełno, zresztą sama widziałaś, a ta wariatka…
-No co, no co?! Ja tylko mu te głupie spodnie ściągnęłam, bo i tak mu już spadały.
Myślałem, że wyjdę z siebie.
-Jesteś jakaś nienormalna! Widziałaś przecież, że nie mogłem nic zrobić. Mogłem potłuc te jajka! Doskonale o tym wiedziałaś i wiedziałaś! Wiedziałaś, że ten kogut tam jest i że szykuje się do skoku. Specjalnie to zrobiłaś! - wyrzuciłem z siebie ze złością.
-Jasne, że specjalnie, hahaha… a jakie to śmieszne było, - powiedziała, rechocząc.
-Uważasz, że to było śmieszne?! Kurde zaraz ją uduszę! Co za łobuzeria! Ja ci pokażę! - krzyczałem, nie mogąc się powstrzymać.
Rzuciłem się na nią i zacząłem ją ściskać, choć sam nie wiem, co to miało oznaczać i jaki miało odnieść skutek. Niemniej kiedy tak zrobiłem, poczułem miękkość jej ciała i to mnie jeszcze bardziej rozbudziło.
-No przestań, przestań, - wyrzucała z siebie, śmiejąc się do rozpuku, - przestań głupku wreszcie.
Kiedy uwolniłem ją ze swoich objęć, dorzuciła:
-Wiesz Amelia, coś, ci powiem, ale na osobności.
Amelia bezradnie wzruszyła ramionami. Czuła, że to będzie nowa przygoda.
-Wiecie, co, jesteście niepoprawni. Kurczę, a ja chciałam wam zrobić śniadanie. Teraz to już nie wiem. No to jak, jesteście głodni czy nie?
-No jesteśmy, jesteśmy. Tylko się nie denerwuj siostrzyczko. Pomysł, który mam, to naprawdę jest petarda. Sama zresztą zobaczysz, - zaczęła z euforią Grace.
Nie wiedziałem, co to za pomysł, ale miałem wrażenie, że jest to związane ze mną. Tak czy inaczej, obydwie ruszyły do przedpokoju, zamknęły za sobą drzwi i coś sobie potajemnie opowiadały. Nie słyszałem każdego słowa, bo nie mogłem, ale byłem przekonany, że Grace dokładnie i ze szczegółami opowiedziała siostrze o tym, jak zwaliła mi gruchę, kiedy stałem z tymi jajkami i jak zapięła mi ten spinacz na pępku. Opisała też pewnie moją dość nerwową reakcję. Co z tego mogło wyniknąć, mogłem się tylko domyślić.
Dom wujka wyposażony był jeszcze starą kuchnię kaflową. Dziewczyny wiedziały, jak się z nią obchodzić.
Amelia sprawnie ustawiła patelnię na gorącym blacie, odsunęła nieco fajerki i podłożyła kilka kawałków drewna, a potem zabrała się do przygotowywania pysznej jajecznicy. Nie był to zwyczajny omlet, tylko dzieło sztuki kulinarnej, które składało się nie tylko z jajek, ale też z cebuli podsmażanej na złocisto, chrupiącego boczku, i aromatycznych przypraw, które unosiły się w powietrzu, kusząc nas swoim zapachem.
Gdy jajecznica zaczęła się smażyć, całe pomieszczenie napełniło się zapachem domowego jedzenia i przyjemności. W pewnym momencie Amelia zaczęła opowiadać o tym, jak kiedyś sama przez przypadek wpadła do kurnika pełnego młodych kogutów i musiała się wydostać ze złośliwego towarzystwa. Sprawiło to, że na zawsze polubiła wiejskie życie, choć mnie wydawało się to nieco dziwne i naciągane. Jej opowieść przeplatała się z odgłosami syczącej patelni i skwierczących składników, tworząc niepowtarzalny klimat domowego ciepła i przyjaźni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz