262. Byłem wykończony.
Muszę powiedzieć, że to doznanie było bardzo dziwne. Intensywny ból, który towarzyszył mi do tej pory, ustąpił miejsca czemuś na wzór słodkiego bardzo przyjemnego rozpierania i odrętwienia. Bez dwóch zdań woda wpływała łagodząco, ale też zwiększała znacznie opuchliznę. Patrzyłem i nie wierzyłem własnym oczom. Widziałem jak, mój i tak już duży pępek, rośnie do monstrualnych wręcz rozmiarów. Nie poznawałem go, on nie był mój. To było niezwykle interesujące. Z jednej strony bardzo mnie to przerażało, a z drugiej fascynowało jak zupełnie nowe zjawisko przyrodnicze.
W tym niesłychanym ferworze nowych bodźców Amelia chwyciła mnie za biodra i uniosła się do góry. Gdy tylko mój ptak wysunął się z niej prawie w całości, pozostając jedynie samą głowicą w jej gorącym bajorku, znów opadła. Zrobiła to tylko po to, by jeszcze raz się unieść. Po chwili cykl znów się powtórzył.
Bzykała mnie, zabawiała się ze mną nie spiesznie. Poruszała się na mnie bez zbytniej porywczości, ale też nie opieszale. Robiła to rytmicznie, płynnie jednak bardzo delikatnie. Nie musiałem gnać na oślep do mety. Odczuwałem pełną gamę i głębię różnego rodzaju subtelnych doznań.
No cóż, miałem kolejny orgazm przed sobą. Ten nadciągał z głębi mojej świadomości równie niespiesznie, lecz zbierał we mnie niczym fala tsunami.
-Och Grace, - westchnęła z przejęciem Amelia – zobacz tylko jaki on jest niewinny zupełnie jak mały kociak.
-Och tak – odpowiedziała Grace – a my go tak bardzo zepsułyśmy. Widzisz, jakie jesteśmy niedobre. Jesteśmy strasznie niegrzeczne dziewczynki.
Po chwili spojrzała mi w oczy i dodała jeszcze:
-No i jak ci jest, Julian? Jak się czujesz? Cieszysz się, że tak bardzo cię wykorzystałyśmy?
Kiedy nadejście kolejnego orgazmu rozciągało się w czasie i nie wiadomo było, czy w ogóle się pojawi, Grace, chcąc przyspieszyć ten etap, zbliżyła się do siostry od tyłu i pochyliła nieco. Jeszcze nie wiedziałem, o co chodzi, ale czułem, że będzie to coś nietypowego. Wyciągnęła dłonie w kierunku moich jąder, chwyciła za nie i szarpnęła do dołu. To było tak bezceremonialne i zuchwałe, że kompletnie mnie zaskoczyło. Tym samym dokończyła dzieła, zmuszając mnie, bym zebrał w sobie wszystkie siły, naprężył się i strzelił gorącą spermą wprost w jej wilgotną pizdeczkę. Nim zdążyłem się zorientować, mojego gardła wydobył się głośny przeciągły jęk.
Po tym, co się stało tego dnia, dotarło do mnie, że jestem strasznym rozpustnikiem i łobuzem seksualnym, najgorszym sortem złoczyńcy i moralnego, który nie oprze się niczemu, co jest związane z ruchaniem.
Zbliżało się południe, słońce stało w zenicie i lało z nieba istne kaskady ukropu. Rozwiązały mnie z niezwykłą czułością, rozcierając moje nadgarstki i kostki stóp, gdzie znajdowałaby się taśma. Zasypialiśmy nago wtuleni swoje rozgrzane ciała. Byliśmy mokrzy od potu, rozgrzani do czerwoności, ale szczęśliwi, bo to była szaleńcza jazda bez trzymanki. No cóż, przynajmniej ja spełniłem swoje marzenie. Tak to czułem.
Chociaż mój pępek był jak rozżarzony kawałek z węgla, jak zbity kotlet, bolał, swędział i piekł przy najmniejszym dotknięciu, doświadczałem niezwykłej ekscytacji. Wraz z tymi jak się mogło wydawać bardzo przykrymi doznaniami mój penis i unosił się i opadał mimowolnie, szarpiąc się w kolejnych falach rozkoszy. Mimo to nie był w stanie dokonać niczego więcej. Fizycznie byłem wykończony. Niestety podstawowe potrzeby życiowe takie jak sen wzięły górę nad niepohamowanym popędem seksualnym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz