Szukaj na tym blogu

16 sierpnia 2024

Ostatnie wakacje.

257. Dzieło totalnego zniszczenia


Poprzez mgłę, która opanowała moje oczy, obserwowałem reakcje obydwu dziewczyn. Ich spojrzenia były pełne zadowolenia i fascynacji, jakby patrzyły na dzieło sztuki, które wspólnie stworzyły — dzieło mojego totalnego zniszczenia.

W pewnym momencie spojrzały sobie głęboko w oczy, a Grace nieznacznie skinęła w stronę Amelii.

-I co teraz, siostrzyczko? - zapytała, unosząc lekko brwi, - czy myślisz, że on już ma dość?

Amelia uśmiechnęła się z aprobatą. 

-O tak, to prawda. Wydaje mi się, że to już koniec tego szaleństwa.

Grace nie mogła powstrzymać uśmiechu na swojej ślicznej twarzy.  

-Można powiedzieć, że jest gotowy, jak bym to nazwała, upieczony do perfekcji. Popatrz tylko, ledwo żyje. Wykorzystałyśmy go do granic możliwości.

-O tak, naprawdę. Żal mi go bardzo, - dodała Amelia, nadal śmiejąc się pod nosem. - Biedaczysko, biedaczysko, jak bardzo mi go żal.

Moim ciałem wstrząsnął kolejny spazm, niczym potężny, kosmiczny wstrząs, przenikający do głębi duszy. Mięśnie spięły się w agonii, a ja bezwolnie poddałem się tej nieziemskiej sile. To był kolejny zwiastun nadchodzącego apogeum, kulminacji doznań, które miały wyrwać mnie poza granice znanego mi świata.

Czułem, jak zmysły rozszerzają się niczym rozgwiazdy pochłaniające nocne niebo. Widziałem więcej, słyszałem więcej, czułem więcej. Kolory tańczyły przed oczami w kalejdoskopie nasyconych barw, a dźwięki przybierały kosmiczną formę, wibrując w najgłębszych zakamarkach duszy. Dotyk stał się niewidzialną siecią łączącą mnie z otaczającą rzeczywistością, z każdym atomem wszechświata.

Czas tracił znaczenie. Sekundy rozciągały się w eony, a każda chwila zdawała się trwać wieczność. Byłem świadomy istnienia poza czasem i przestrzenią, poza ograniczeniami śmiertelnego ciała.

W tym kosmicznym tańcu doznań unosiłem się niczym piórko porwane przez galaktyczny wiatr. Ekstaza mieszała się z przerażeniem, a ja zatracałem się w tej kosmicznej symfonii, stając się jej integralną częścią.

Czy to był sen? Halucynacja? Czy może dotknąłem czegoś prawdziwego, czegoś ukrytego za zasłoną zwykłej percepcji? Nie potrafię odpowiedzieć. Wiem jedynie, że to doświadczenie na zawsze odmieniło mnie, pozostawiając ślad w najgłębszych zakamarkach duszy.

-Och, Amelia, - westchnęła z przejęciem Grace. - spójrz tylko na jego ptaszka.

Siostra wydawała się być kompletnie zaskoczona.

-Ptaszka??? Co ty mówisz? Toż to prawdziwy potwór z Loch Ness. Hihihi to jakiś smok wawelski. 

-No tak, masz rację, on teraz bardziej przypomina węża boa. Zobacz tylko, jaki jest gruby, jak mu spuchł. Aż trudno uwierzyć, jest opleciony fioletowymi żyłami na całej swojej powierzchni. Boże, on wygląda jak baleron! 

-No to jak myślisz, pozwolimy mu się jeszcze tak męczyć, czy zakończymy już teraz tę zabawę?

-Wiesz, to było naprawdę niesamowite doświadczenie, ale wydaje mi się, że powinniśmy odpuścić. Szkoda chłopaka. Naprawdę dużo przeszedł i wreszcie powinien wreszcie odebrać swoją nagrodę. Zasłużył na nią. 

Amelia porozumiewawczo spojrzała w stronę siostry, a po chwili westchnęła z przejęciem:

-No to co? Która pierwsza?

Grace błyszczały oczy.  

-Och, może ja. Nigdy nie miałam takiego grubego ptaka w swoich ustach. Jejku jak on mi się podoba! Chociaż nie wiem, czy dam radę go objąć.

-No fakt, siostrzyczko, może się nie zmieścić, ale widzę, jak na niego patrzysz. Wiem, że lubisz takie zabawki i wiem, że dasz z siebie wszystko. Ty po prostu nie odpuścisz. 

-Och tak, Grace. Co prawda w nocy już mu obciągałam, ale teraz to zupełnie inna liga. Jest dwa razy większy niż wczoraj. Rzeczywiście, bardzo bym chciała mieć go w swojej buzi. Zrobię wszystko, żeby się tam zmieścił. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...