Szukaj na tym blogu

11 sierpnia 2024

Ostatnie wakacje.

252. W pół drogi do mojego pępka


Gdy z desperacką próbą złagodzenia bólu, wykonałem kolejny oddech, Amelia odezwała się do mnie tymi słowami:

-Nie, Julian. To jeszcze nie koniec.

Doskonale zdawałem sobie sprawę, że ma absolutną rację. Gdy leżałem na tym kocu, z nogami i nadgarstkami skrępowanymi, przywiązanymi do wbitych w ziemię słupków, próbując opanować reakcje własnego ciała, do akcji wkroczyła Grace. Zbliżyła się do mnie z boku, a gdy przechyliła głowę, spojrzała na mnie jak drapieżnik, z niezwykłą ciekawością w oczach.

Jej piękna twarz otoczona była blond włosami, a usta zaciskały się w wąską szparę, wyrażając chłodne zainteresowanie cierpieniem bezradnego człowieka.

-Co z tobą, Julian? Żyjesz jeszcze? Jak się czujesz? Boli? Och, ma boleć, - wycedziła spokojnie. 

Nie oczekiwała ode mnie odpowiedzi. Doskonale wiedziała, co dzieje się ze mną w tej chwili. Ból, pieczenie i swędzenie mieszały się w jeden wszechogarniający koktajl, powracając falami rozkoszy i cierpienia. Krople potu spływały po moim ciele. Moje dłonie i stopy dręczyły ucisk srebrnej taśmy, którego nie mogłem zerwać. Łzy płynęły z moich oczu, niekontrolowane, automatyczne. To była fizjologiczna reakcja mojego organizmu.

-Rozluźnij się, Julian,- powtórzyła. - mamy jeszcze długą drogę przed nami. Widzisz te gałązki? Musimy zastosować je wszystkie. Rozumiesz? Jedną po drugiej. Tak więc nie stresuj się. Przyjmij to na klatę jak mężczyzna.

Chwyciła za gumkę od spodni, która przesunęła się w górę pod wpływem mojego szarpania, i ustawiła ją z powrotem tak, aby cały mój brzuch był odsłonięty, całkowicie dostępny dla ich bezlitosnych eksperymentów.

Następnie spojrzała na siostrę i skinęła głową, dając do zrozumienia, aby kontynuowała tortury. Na znak porozumienia, Amelia odpowiedziała podobnym skinieniem, po czym wyciągnęła ręce w poszukiwaniu nowego kawałka pokrzywy. Teraz zastanawiała się dłużej, ponieważ mój pępek zdawał się być już cały opuchnięty, a miejsca na kolejne, bezlitosne poparzenia było coraz mniej.

Kiedy dostrzegłem, co trzymają jej drobne palce, ogarnął mnie przeraźliwy strach. To nie był zwykły kawałek rośliny – to była gruba, kwadratowa w przekroju łodyga z wianuszkiem czterech odciętych ogonków po listkach. To miejsce przerażało mnie najbardziej. Tam, gdzie powinny znajdować się blaszki liści, a ich nie było, bo zostały precyzyjnie obcięte, kłębił się gąszcz szczególnie długich, sztywnych i ostrych igiełek, z każdą niosącą kropelkę parzącego jadu. Miał on przenieść moją świadomość do miejsca, które było rajem i piekłem zarazem.

-Och nie, Amelia, nie! Tylko nie to! - jęczałem półprzytomny, próbując zatrzymać ją w pół drogi do mojego pępka, jednak doskonale zdawałem sobie sprawę, że był to daremny krzyk, daremne wołanie o pomoc, która nigdy nie nadejdzie.

Chwyciła owy kawałek łodygi za grubszy koniec, a rozgałęzieniem różdżki skierowała wprost w sam środek mojego pępka. Nie czekała, aż się przygotuję na najgorsze. Najpierw delikatnie dotknęła, a krótkie końcówki pozostałe po odciętych liściach rozjechały się w cztery strony, wbijając w moje ciało tysiące drobniutkich parzących igiełek.

Promieniujący ból i promieniste pieczenie rozdarło mój mózg na strzępy, a później pozbawiło zdolności widzenia. Kiedy dochodziłem do siebie, słyszałem swój świszczący oddech i łomotanie serca w klatce.

Mój pępek płonął żywym ogniem. Była to kula gorąca i bólu, umiejscowiona w samym środku mojego brzucha. Intensywne doświadczenie cierpienia promieniowało w dół mojego brzucha, sprawiając, że cały świat zacząłem widzieć w innych kolorach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...