Szukaj na tym blogu

10 sierpnia 2024

Ostatnie wakacje.

251. Wybierała narzędzie zbrodni.


Nigdy wcześniej nie widziałem w niej takiego chłodu, takiej bezwzględności w jej działaniach. Gdy jej wzrok przeszył mnie na wylot, poczułem, jak chłód przenika przez moją skórę. Jakby cienka warstwa lodu znalazła się wokół mojej klatki piersiowej. W jej oczach dostrzegłem początkującego psychopatę, gotowego na bezlitosne zadawanie cierpienia, tylko po to, aby sprawdzić, czy będzie mu się to podobało. Nawet jeśli zgadzałem się na ten układ, byłem przerażony tym, co miało nadejść.

Patrzyła na zielone gałązki i łodyżki, jakby wybierała narzędzie zbrodni z bogatego asortymentu, który wcześniej przygotowała. Jedne były mniejsze, inne większe, niektóre prostokątne, inne całkiem okrągłe. Gdy przesunęła palec po kartonie, a przypominało to sprawdzanie listy obecności, zacząłem zdawać sobie sprawę, że to, co mnie spotka, będzie nieodwracalne i okrutne.

W końcu wybrała soczystą, grubą, a zarazem elastyczną łodyżkę, ogonek dorodnego liścia pokrzywy, która jeszcze niedawno rosła nieopodal. Dłonie Amelii w lateksowych rękawiczkach nie czuły parzących włosków, więc poruszały się sprawnie i precyzyjnie. Wzięła go w palce. Z każdym ruchem było widać, że czekała ten moment. Delikatnie wygięła gałązkę w pałąk, przygotowując się do wykonania ostatniego etapu jej planu, a ja drżałem na całym ciele. Z jednej strony nie mogłem się doczekać, a z drugiej zalewał mnie paniczny strach. 

Gdy jej palce rozwarły mój pępek, ukazując kształtne zagłębienie, poczułem, że moje serce pędzi jak dziki koń uciekający przed pożogą. 

“O Boże, o Boże”, - myślałem, - “to niemożliwe, to niemożliwe!” Ale nie było już odwrotu. Trzymała gałązkę i zbliżała się do mnie, a ja czułem się jak ofiara w okropnym rytuale.

Z najwyższą precyzją i spokojem, który tak bardzo mnie przerażał, dotknęła mojego pępka zieloną najeżoną białymi włoskami gałązką. Z wrażenia nie mogłem wydusić z siebie słowa. Wpatrywałem się tylko w jej działania, jak w najczarniejszy koszmar, z którego nie mogłem się obudzić.

Gdy gałązka zetknęła się z moją nagą skórą, świat zatrzymał się na moment. Doświadczanie bólu, które przeszyło mnie na wylot, przypominało mi, że wciąż jestem żywy. Jednak to było coś więcej niż tylko ból. To było jak dotknięcie piekła i nieba jednocześnie. Rwący ogień przechodził w mrowienie, a to z kolei w niewyobrażalne swędzenie. Miałem wrażenie, że moje ciało samo próbuje się podrapać. Tymczasem ja sam byłem uwięziony w tej przerażającej rzeczywistości.

Gdy poczułem, że moje ciało zaczyna się rozluźniać, a napięcie ulatuje z każdym oddechem, stwierdziłem, że pogrążam się w niebycie. Dyszałem ciężko, jakby każdy oddech był walką o przetrwanie, a w moim umyśle tliło się pytanie: “czy to wszystko jest prawdziwe, czy tylko halucynacja wywołana torturami?”

Na kartonie leżało jeszcze mnóstwo niezużytych gałązek, ogonków i łodyg. To był cały arsenał, a ja już niemal traciłem zmysły z powodu bólu i ekstazy. Wyobrażenie sobie, że cały żar tej pociętej rośliny zostanie wchłonięty przez moje ciało, przekraczało granice zdrowego rozsądku. To nie mogło być prawdą. Normalny, zdrowy człowiek nie mógłby tego znieść za jednym razem. Mimo to gdy jedna część mojego umysłu odmawiała akceptacji tego faktu, inna zdawała sobie sprawę, że muszę to przetrwać, bo nie mam innego wyjścia. Mimo że jedna część mnie walczyła z kolejnymi okropnościami, druga pragnęła ich, czekając jak na kroplę wody na zalanej skwarem pustyni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...