261. Mój pępek
Pomimo mojego zmęczenia wciąż napierała na mnie przemożna chęć kopulowania. Tak jakby zablokował się we mnie jakiś przełącznik. Tego uczucia nie mogłem się pozbyć, choćbym nie wiem, jak się starał. Miałem wrażenie, że będzie męczyło mnie do krańcowego wycieńczenia. To było przerażające, a jednocześnie niesłychanie pociągające. Czułem się jak zwierzę, którym w istocie być może byłem.
Oczywiście zdawałem sobie sprawę, co jest do tego przyczyną. Mój pępek płonął żywym ogniem i miałem wrażenie, że za chwilę mi odpadnie. To doświadczenie było rozkosznie słodkie, a jednocześnie nieznośnie przykre. Obydwie te fale zalewały mnie z dwóch, stron mieszając się i powodując totalny zamęt w mojej głowie i ciele.
Mój pępek to osobny rozdział historii mojego życia. Mógłbym napisać o nim cały referat, a nawet opasłą książkę. Należę do ludzi, którzy uwielbiają ten typ zabawy. Tak było kiedyś i tak jest teraz. Chociaż kiedyś nie zdawałem sobie z tego sprawy, przynajmniej nie do końca. Odkrywałem tę dziedzinę mojego życia i wszystko było dla mnie zupełnie nowe, świeże i niezwykle fascynujące.
Ta część mojego ciała była (i jest) szczególnie wrażliwa i podatna na różnego typu bodźce oraz pieszczoty. No cóż, pokrzywa była najbardziej adekwatnym przykładem moich niezbyt popularnych upodobań w tym względzie. To był właśnie moment, kiedy miałem wrażenie, jakbym odkrył Amerykę. Zdobywałem nowe przyczółki mojego jestestwa, mojego świata.
Jej delikatne, subtelne ruchy biodrami na boki oraz rytmiczne, pulsacyjne zaciskanie cipki trwało jakiś czas, a później, jakby wyczuwając odpowiedni moment i chcąc przyspieszyć cały proces, wyciągnęła dłoń i dotknęła mojego pulsującego, intensywnym, piekącym bólem pępka. Niby wiedziałem, co się stanie, ale wciąż było to dla mnie totalnym zaskoczeniem.
Szarpnąłem się intensywnym skurczu i westchnąłem z rozkoszy, a przed moimi oczami pojawiły się kolorowe gwiazdki i kółeczka. Znów czułem, że jestem w niebie i miałem ochotę na kolejne bzykanko.
Tymczasem Amelia, patrząc mi prosto w oczy, włożyła palec środkowy w sam środek owej napęczniałej, spuchniętej kuli, która miała przypominać mi, że wcześniej tam była ta część mojego ciała, która nazywa się pępkiem i wykonała kilka świdrujących ruchów.
To, co się stało chwilę później, było trudne do opisania. Niezwykle silne doznania wyrwały moją świadomość z posad rzeczywistości, a w penisie u jego korzenia zbierała potężna chuć. Znów chciałem, znów pragnąłem seksu. Już pragnąłem spuścić się głęboko w jej cipkę porządną porcją mojego nasienia.
Żeby podkreślić jeszcze bardziej gorącą atmosferę, odezwała się niezwykle słodkim i głębokim głosem:
-I co kotku, dobrze ci ze mną? Dobrze ci z moją cipką? Jak się czujesz, kiedy bzykają cię dwie bliźniaczki? Dobrze ci z nami, Julian?
Nie umiałem się powstrzymać, aby nie odpowiedzieć w takim samym tonie.
-Och tak, och tak, - dyszałem ciężko, - chcę jeszcze. Proszę, zgwałćcie mnie jeszcze raz.
W tym samym momencie Grace, która do tej pory uważnie się nam przyglądała, gdzieś zniknęła. Nie było jej przez jakiś czas, a kiedy wróciłem, trzymała w ręku butelkę wody. Nie miałem pojęcia, po co to przyniosła aż do momentu, kiedy kilka dużych kropel spadło wprost w mój spuchnięty do granic możliwości pępek. Ale nawet i teraz zastanawiałem się, jaki jest cel takiego działania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz