248. Sceneria z moich najgorszych koszmarów.
Amelia, przeszywając mnie swoim słodkim, choć poważnym spojrzeniem, pochyliła się nade mną, jak nad ukrytym skarbem. Delikatnie i zdecydowanie uniosła górną część mojego dresu, odsłaniając mój brzuch i pępek. Choć jeszcze nie d końca wiedziałem, o co chodzi, mój penis już unosił się do góry. Pęczniał i sztywniał w błyskawicznym tempie. Samo oczekiwanie na nowe piorunująco intensywne doznanie sprawiało, że wylatywałem w kosmos jak rakieta.
Jej dotyk był delikatny, ale zarazem stanowczy, jakby odgrywała rolę strażniczki mojego losu. Dolną część dresu pociągnęła w drugą stronę, tak że połowa mojego torsu znajdowała się od teraz na wierzchu. Nie stanowiło to żadnego problemu, bo było bardzo ciepło, niemniej doskonale zdawałem sobie sprawę, że nie o to w tym wszystkim chodziło. Było i tak gorąco, że już się pociłem.
Obydwie uważnie mi się przyglądały. W ich spojrzeniu, w ich oczach widziałem, że właśnie wprowadzają swój szalony plan w życie. Były pełne determinacji, ale także ukrytej radości z udanego spisku. Ich spojrzenia były jak dwie dobrze skrywane karty, które właśnie zostały odkryte na stole życia. Podświadomie czułem, że to, co się stanie, tysiąckrotnie przerośnie moje oczekiwania.
Czułem się jak w potrzasku. Mogłem się tylko biernie przyglądać, bo szarpanie się i wyrywanie nie miało sensu. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że nie zdołam przerwać srebrnej taśmy, która krępowała moje nadgarstki i stopy. Byłem jak ptak uwięziony w sieci, bezsilny i bezradny w obliczu nieuchronnego losu. Jedyną rzeczą, którą mogłem teraz zrobić, było czekanie na rozwój wydarzeń i przygotowanie się na to, co nadejdzie.
One tymczasem bez pośpiechu, skrupulatnie, z najwyższą precyzją rozkładały narzędzia zbrodni na kocu obok mnie. Ich ruchy były jak taniec śmierci, harmonijnie skomponowany, ale pełen mrocznej energii. Widać było, że są przygotowane w najdrobniejszych szczegółach, bo na ich dłoniach znajdowały się lateksowe rękawiczki, które dodawały im wyrazu tajemniczości i niebezpieczeństwa. Ich spojrzenia były zimne jak stal, a usta ciasno zaciśnięte, jakby trzymały w sobie sekret, który nie może ujrzeć światła dziennego.
Drżałem już na samą myśl o tym, co mnie czeka. Tortury miały być bardzo wymyślne i dotkliwe, a ja byłem jakby gotowy do rozpoczęcia tej niewyobrażalnej próby. Miałem wrażenie, że za chwilę się posikam.
Amelia, trzymając ostrą żyletkę w prawej dłoni, podeszła do kępy bujnych pokrzyw rosnących pod krzakiem kaliny. Jej ruchy były zgrabne i pewne, jakby od lat przygotowywała się do tego momentu. Ucięła kilka soczystych wierzchołków i ostrożnie włożyła do papierowej torebki, jakby zbierając składniki do czarnej magii. Zaraz miało się zacząć.
Patrzyłem na to ze zbierającym we mnie coraz mocniej przerażeniem. Nie było to jednak jedyne uczucie, którego doświadczałem w tej chwili. To, co się w tej chwili działo z moim ciałem i umysłem, było godne poważnego, naukowego referatu. Spodziewałem się najgorszego, a jednocześnie pragnąłem tego każdą komórką swojego ciała, jakby ta sytuacja była dla mnie zarówno męką, jak i wyzwaniem.
-Co chcecie zrobić? - spojrzałem na nie z trwogą w oczach, nie kończąc zdania, bo wiedziałem, że odpowiedź na moje pytanie może być jeszcze bardziej przerażająca, niż się spodziewam.
Choć miałem nadzieję, że nie dojdzie to do skutku, jednak doskonale zdawałem sobie sprawę, że moje przypuszczenia się sprawdzą. Sceneria z moich najgorszych koszmarów właśnie się rozgrywała na moich oczach, a ja byłem w centrum tego piekła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz