Szukaj na tym blogu

27 sierpnia 2024

Ostatnie wakacje.

268. Wyruchaj Amelię.


Ich piękno było niczym promienie słońca, rozświetlające mój mroczny świat. Ich śmiech był niczym muzyka dla moich uszu, a ich dotyk niczym ciepły letni wiatr muskający moją skórę. Czułem się przy nich jak w bajce, jak w krainie czarów, gdzie wszystko było możliwe i niczym nieograniczone.

One były niczym dwa egzotyczne kwiaty rozkwitające w moim życiu, dodając mu barw i zapachów, których nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Były niczym dwie tajemnicze wyspy na oceanie moich pragnień, na które tak bardzo chciałem dopłynąć i odkryć ich sekrety.

Nie wiedziałem, co przyniesie przyszłość, ale wiedziałem jedno – nie chciałem ich stracić. Chciałem być częścią ich świata, ich życia, ich szalonej i ekscytującej przygody.

Wiedziałem, że muszę coś zrobić, coś, co pokaże im, jak bardzo mi na nich zależy. Musiałem znaleźć sposób, aby zdobyć ich serca i zawładnąć ich duszami. Ale jak to zrobić? Nie miałem pojęcia.

Patrzyłem na nie, na ich rozpromienione twarze, na ich figury skąpane w blasku słońca, i czułem, jak w moim sercu wzrasta fala nieznanych mi dotąd emocji. Wiedziałem, że to dopiero początek czegoś wielkiego, czegoś, co odmieni moje życie na zawsze.

Po chwili ogarnął mnie nieokiełznany ogień pożądania, a moje myśli pogrążyły się w chaosie. Nie wiedziałem, co z tym fantem zrobić. Z jednej strony kuszący aromat obiadu wołał mnie do stołu, z drugiej zaś, moje przyziemne instynkty brały górę nad zdrowym rozsądkiem i dobrym wychowaniem, pchając mnie w kierunku zupełnie innego scenariusza.

Obraz tych dwóch sprzecznych sił rozgrywających się we mnie przypominał walkę anioła z diabłem. Z jednej strony stał obyczaj nakazujący mi zachować się jak dżentelmen, z drugiej zaś, moje ciało buntowało się, pragnąc ulec zwierzęcym instynktom.

Ich kuszące spojrzenia, ich figury wyeksponowane obcisłymi ubraniami, ich słodki zapach unoszący się w powietrzu — wszystko to działało na mnie niczym silny afrodyzjak, rozpalając ogień pożądania w moim wnętrzu.

Czułem, jak moje serce wali w piersi niczym młot kowala, a krew pulsuje mi w żyłach niczym rozgrzana lawa. Wiedziałem, że powinienem się opanować, że powinienem zachować zimną krew, ale moje ciało nie chciało mnie słuchać.

Byłem niczym statek na wzburzonym morzu, targany sprzecznymi wiatrami pożądania i obowiązku. Wiedziałem, że muszę podjąć decyzję, ale wybór był niezwykle trudny.

Czy ulec zwierzęcym instynktom i dać się ponieść fali pożądania, ryzykując utratę twarzy i pogorszenie relacji z tymi ślicznymi dziewczynami? Czy też zachować resztki zdrowego rozsądku i postępować zgodnie z zasadami dobrego wychowania, tłumiąc w sobie płonący ogień?

Patrzyłem na nie, na ich rozpromienione twarze, na ich figury skąpane w blasku zachodzącego słońca, i czułem, jak w moim sercu wzrasta fala nieznanych mi dotąd emocji. Wiedziałem, że to dopiero początek czegoś wielkiego, czegoś, co odmieni moje życie na zawsze.

Kutas w moich spodniach sterczał jak rakieta i nie dawał mi spokoju. Był jak upierdliwy owad, który ciągle brzęczy gdzieś za uchem i w końcu musisz poświęcić mu nieco uwagi. Mówił mi: “wyruchaj Amelię, wsadź mnie w ciasną cipkę Grace, połóż albo jedną, albo drugą na tym stole i daj mi zrobić to co do mnie należy. Nie martw się o resztę, ja zadbam o wszystko. Tylko pozwól mi działać”. Ale czy mogłem mu na to pozwolić? Czy mogłem go spuścić ze smyczy, jak gończego charta? Przecież gdzieś na podwórku był wujek Romuald. Co by się stało, jakby nagle wszedł? No i co z obiadem? Och nie, nie mogłem się na to zgodzić.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...