Szukaj na tym blogu

14 sierpnia 2024

Ostatnie wakacje.

255. Nawałnica cierpienia i przyjemności


Odwróciłem nieco głowę, próbując oderwać się od makabrycznego spektaklu, który rozgrywał się obok mnie. Na kartonie tuż obok mnie leżały cztery kwadratowe w przekroju łodyżki, które miały na końcu liczne rozgałęzienia, oraz cztery cienkie ogonki, pokryte mnóstwem drobniutkich cienkich włosków. Patrząc na nie, zastanawiałem się, które z nich będą dla mnie bardziej niebezpieczne i przykre, a po moich plecach przebiegł dreszcz chłodnego przerażenia.

Każda z tych opcji wydawała mi się równie okropna, a jednocześnie budziła we mnie niepokojącą ekscytację i rozgrzewała moje wnętrze. To była gra na granicy cierpienia i przyjemności, której nie byłem pewien, czy chcę doświadczyć.

-Och, proszę was, dziewczyny, Amelia, Grace, przestańcie, proszę was, nie róbcie mi krzywdy. Mam dość tego wszystkiego, naprawdę! - z mego gardła wyrywały się błagalne słowa, wypływające z głębin mojego przerażenia.

Mimo to dziewczyny pozostały niewzruszone, nie zważały na moje desperackie prośby. Byłem dla nich tylko obiektem eksperymentu, kolejnym punktem na ich liście zadań. Miały swój plan na dalszy przebieg mojego życia tego jednego dnia i nie zamierzały go zmieniać.

-Och, Julian, - westchnęła Amelia z wyraźnym znudzeniem w głosie, - jesteś naprawdę dziecinny. Czy nie wiedziałeś, że to jest próba? Musisz wykazać się odwagą, by stać się prawdziwym mężczyzną.

Na samą myśl o tym, co jeszcze może mnie spotkać, przeszedł mnie dreszcz niepokoju. Wiedziałem, że najgorsze dopiero przede mną.

-Ale ja nie wytrzymam tego dłużej! Nie chcę tego! Och, Amelia! - jęknąłem z rozpaczy, czując, jak ból staje się nie do zniesienia.

-Leż cicho i nie szarp się, bo tylko sobie zaszkodzisz. To dla twojego dobra. Musimy zrobić to, co mamy do zrobienia, niezależnie od twojego sprzeciwu,- odparła sucho Amelia, nie przejmując się moim błaganiem.

Po tych słowach Amelia i Grace zaczęły dyskusję na temat tego, od których gałązek zaczną swoje okropne działania. Leżałem bezsilny i przysłuchiwałem się ich rozmowie z przerażeniem malującym się na twarzy.

-Grace, co myślisz, od których gałązek powinniśmy zacząć? Może lepiej użyć najpierw tych mniejszych? - zapytała Amelia, spoglądając na siostrę z wyraźnym zainteresowaniem.

Choć to było kuriozalne, wyglądało na poważny dylemat, nad którym obie się zastanawiały. 

-Hmm, naprawdę nie wiem. Może najpierw, zacznijmy od tych mniejszych, bo później mogą przestać działać, - odpowiedziała Grace.

Jednak Amelia miała zupełnie inną koncepcję. 

-Nie, ja myślę, że powinniśmy od razu zaatakować go z grubej rury, żeby poczuł to porządnie, - stwierdziła zdecydowanie.

-No dobrze, zacznijmy od tych większych, - postanowiła Grace po chwili namysłu.

Następnie, zwróciła się do mnie z sarkastycznym uśmiechem: 

-Julian, przygotuj się, bo będzie boleć.

Słowa, które wypowiadały te uwodzicielskie kobiety, brzmiały dla mnie jak echo z innego wymiaru — realistyczne, a jednak wstrząsająco absurdalne i nieprawdopodobne. Trudno było mi zrozumieć, co się dzieje, gdyż niewiele z tego docierało do mojej świadomości, zatopionej w mętnej toni bólu i rozkoszy.

Nadchodziła kolejna nawałnica cierpienia i przyjemności, która wkrótce miała ogarnąć mnie w całej swej sile. Starłem się przygotować na to wszystko, zarówno psychicznie, jak i fizycznie, ale czy można w ogóle przygotować się na coś, co wykracza poza zwykłe pojęcie percepcji rzeczywistości? Byłem jak wędrowiec stojący na krawędzi otchłani, czujący wiatr przyszłego kataklizmu, ale nie mający pojęcia, jak się obronić przed nadciągającym żywiołem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...