265. Zobaczyłem cipkę Grace.
Ale to nie było wszystko. Jej uśmiech był nie tylko szczery i rozbrajający, ale wręcz powalał swoją niezwykłą energią, młodzieńczą pasją i pięknem.
Wczorajszy wieczór zachwycił mnie widokiem Amelii i jej przyjaciółki w jaskrawo-czerwonych, odważnych, choć nieco kiczowatych sukienkach. Dzisiaj jednak dziewczyny zaprezentowały się w zupełnie innym wydaniu, zaskakując mnie nową odsłoną swojego stylu.
Zamiast rzucających się w oczy sukienek, na ich ciałach królowały teraz bardzo krótkie jeansowe spodenki, opinające ich sylwetki niczym druga skóra. Ich kolor, głęboki granatowy, idealnie podkreślał opaleniznę i dodawał charakteru. Do tego białe, dość luźne bluzki na szerokich ramiączkach, które z jednej strony zapewniały komfort, a z drugiej – stanowiły idealną bazę dla efektownego wykończenia.
To właśnie dekolty tych bluzek skupiały na sobie całą uwagę. Były duże, bardzo duże, niczym bramy prowadzące do świata kobiecej tajemnicy. Odsłaniały więcej, niż zakrywały, ale chyba właśnie taki był ich cel. Nie sposób było oderwać od nich wzroku, a wyobraźnia sama dopowiadała to, co skrywało się pod warstwą delikatnego materiału.
Amelia, z rozpuszczonymi włosami spływającymi kaskadą loków, promieniała pewnością siebie i zmysłowością. Jej zielono-błękitne oczy błyszczały w świetle kuchennych lamp, a delikatny uśmiech igrał na ustach. W ruchach widać było grację i wprawę, a w oczach – pasję do gotowania i nie tylko.
Jej siostra bliźniaczka emanowała energią i optymizmem. Jej nieco krótsze jasne włosy niczym aureola okalały twarz, a wesołe, z łobuzerskimi chochlikami oczy zarażały dobrą energią humorem. Poruszała się z gracją kotki, a jej zręczne dłonie z łatwością wyczarowywały cuda na talerzu.
Obie dziewczyny, tak różne, a jednocześnie tak doskonale się uzupełniające, tworzyły w kuchni niepowtarzalną atmosferę. Ich stylizacje, choć proste, podkreślały ich naturalną urodę i dodawały im pewności siebie. Były niczym dwa motyle, które swobodnie fruwają pośród kuchennych aromatów, ciesząc się życiem i czerpiąc radość z tworzenia.
Te ich dżinsowe spodenki były tak krótkie, tak skromne, że mógłbym uznać, że w ogóle ich nie mają. Kiedy Grace na chwilę usiadła na krześle i z niezwykłym wdziękiem uniosła kolana, zobaczyłem wszystko, co znajdowało się pod spodem. Teraz już wiedziałem, że obydwie nie mają na sobie bielizny. Znów byłem w szoku. Zobaczyłem cipkę Grace — soczystą, napęczniałą pizdeczkę. Wyłaniała się zza granatowego paska spodenek niczym księżyc zza chmur i jaśniała swoim oszałamiającym blaskiem, tak mocno, że na chwilę zabrakło mi tchu.
Mój oddech wpadł w szaleńczy rytm, a serce, niczym spłoszony rumak, przeszło z normalnego tempa do galopu. Nie powinienem był być zdziwiony. Czego innego mogłem się po nich spodziewać? One nigdy nie odpuszczały, nigdy nie dawały za wygraną. Zawsze prowokowały, igrając z ogniem, a przy okazji, choć zachowywały się wyzywająco, zachwycały.
Ich figury, niczym rzeźby Fidiasza, wyłaniały się z mroku, skąpane w blasku księżyca. Oczy, niczym dwa brylanty, lśniły w ciemności, a usta, niczym pąki róży, rozchylały się w uwodzicielskich uśmiechach. Ich ruchy, niczym taniec nimf, były pełne gracji i zmysłowości. Można powiedzieć, że od samego początku byłem w pułapce.
Czułem, jak ogień pożądania trawi moje wnętrze. Wiedziałem, że nie mogę się im oprzeć. Ich piękno było niczym syrena śpiewająca dla marynarza, a ich uwodzicielskie spojrzenia niczym syrenie łzy, które zwabiały na pewną zgubę. Wiedziałem, że już przegrałem. Przegrałem, zanim zdążyłem się zorientować, o co w tym wszystkim chodzi.
Ale czy rzeczywiście to była zguba? Czy może raczej spełnienie najskrytszych pragnień? Nie wiedziałem. Wiedziałem tylko jedno — muszę je mieć, znów, obydwie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz