244. Szykując się do ataku
Gdy wróciliśmy do domu wujka, jak gdyby nigdy nic, położyłem jajka na stole i udawałem, że nic się nie stało. Mimo to wewnątrz mnie kipiała mieszanina uczuć. Była to złość, pasja, podniecenie i coś jeszcze, coś, czego nie potrafiłem nazwać.
Miałem mętlik w głowie. Próbowałem to zidentyfikować, jakoś się w tym odnaleźć, ale przychodziło mi to z ogromnym trudem. Chodziło o uczucie, które tak gwałtownie przeniknęło całe moje ciało i umysł w ciągu jednej krótkiej sekundy, zaraz po tym jak poczułem spinacz na swoim pępku.
Co to było? Jakiś paradoks czasoprzestrzeni? Byłem w szoku. Czułem się tak, jakby był tam jakiś przełącznik uruchamiający tryb power. Jakbym w jednym momencie stawał się kimś zupełnie innym.
Jeszcze przez minutę próbowałem wmówić sobie, że tak nie jest, że to jakaś błahostka, że zaraz mi przejdzie. Niestety od tamtej chwili cały czas myślałem tylko o tym, jak powtórzyć to niesamowite doświadczenie, jak poczuć to jeszcze raz. Ale czym to w ogóle było? Czy to, co się ze mną stało, było normalne? Miałem wrażenie, że to niedorzeczne, że nie powinienem się tak czuć. Niemniej czułem się i nie potrafiłem temu zaprzeczyć, niezależnie jakbym się nie starał.
Amelia obrzuciła nas podejrzeniem, chyba wyczuwając, że zaszło coś między nami.
-Co was tak długo nie było? Nie trafiliście do kurnika, czy co? - spytała, a jej głos był pełen niepokoju, ale też ciekawości.
Spojrzałem na Grace, a ta z trudem powstrzymywała śmiech. W jej oczach błyszczały psotne iskierki. Wiedziałem, że ta dziewczyna jeszcze ze mną nie skończyła, że stać ją na dużo więcej. Nie miałem tylko pojęcia, jak mam się zachować, czy przyznać się do tej niefortunnej sytuacji, czy pozostawić to tak jak jest? Nie chciałem wyjść na niedojdę i stać się ostatnią ofiarą losu, a jednocześnie nie mogłem znieść upokorzenia, na jakie naraziła mnie jej siostra.
-Niech ona ci powie, - rzuciłem przez zęby, czując, jak wzbiera we mnie coraz większa zaciętość.
W tym samym momencie Grace wybuchła gromkim śmiechem, nie mogąc znieść tej niezręcznej sytuacji.
-Kogut go w dupę udziobał, - wypaliła pomiędzy kolejnymi spazmami śmiechu.
Amelia spojrzała na mnie kompletnie zaskoczona i nie wiedziała, czy ma się śmiać, czy martwić.
-Poważnie? Co ty mówisz? - zwróciła się do siostry.
-Nie udziobał, tylko uderzył łapami, - sprostowałem, próbując zapanować nad emocjami.
Nie wiedziałem, czy w tej chwili dominował we mnie gniew, frustracja, czy może niepohamowana radość, bo cała ta sytuacja, oprócz tego, że mnie mocno zdenerwowała, była bardzo śmieszna. Nie wiedziałem, też czy nie było w tym więcej podniecenia, nad którym już teraz bardzo trudno było mi zapanować.
-Jak to uderzył łapami? - Amelia wciąż nie mogła uwierzyć w moje słowa.
-Normalnie, - wyrzuciłem z siebie, - podskoczył i uderzył mnie pazurami tak mocno, że krew mi poleciała.
W tym samym momencie Grace nie wytrzymała i wtrąciła się do rozmowy:
-Ta… w gołą dupę, w gołą dupę mu przypieprzył! Ja nie mogę, wiesz jaką dziurę mu zrobił?
To mówiąc, pokazała rozmiar rany palcami. Oczywiście, przesadziła i to znacznie, ale nie miało to znaczenia.
Znów wzbierała we mnie czysta złość.
-Ożeż ty jak cię dorwę, to ci dam takie wciry, że na długo popamiętasz, - wycedziłem przez zęby, jak ten kogut, szykując się do ataku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz