426. Gdzieś po środku
Po kilku minutach tej słodkiej zabawy, nie wytrzymała i włączyła do gry swoje zwinne dłonie. Rozpostarła palce i bezczelnie chwyciła mnie za jądra. To było naprawdę niezwykłe. Z wrażenia aż westchnąłem głęboko, jeszcze bardziej wypiąłem biodra do przodu i odruchowo położyłem dłoń na jej głowie. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Czule głaskałem i rozgarniałem jej bujne włosy, wyrażając tym swoje oddanie i podziw.
Kiedy, trzymając mnie za jaja, ściskała lekko i masowała, a jednocześnie jej usta sprawnie i pewnie poruszały się na mojej głowicy oraz trzonie, uniosła swoje oczy i spojrzała w moją twarz, jakby z pytaniem, czy jestem gotów? A później znów przeszła do starannej pracy z moim podnieconym narzędziem. Pochłaniała je i wypuszczała, zaciskając swoje gorące usta tak, że po moich plecach biegały słodkie i gorące dreszcze.
W pewnym momencie znów zaczęła go głęboko pochłaniać. Znikał w niej po same jądra. Nie wytrzymałem i zacząłem jęczeć. Wyrzucałem ze swojego gardła słodkie stęknięcia. Ciocia doskonale kontrolowała sytuację. Nie miała zamiaru poprzestawać tylko na jednostajnym, równomiernym poruszaniu głową. Co jakiś czas zmieniała tempo i głębokość swoich ruchów. Sprawiało to, że nie mogłem ani się spuścić, ani też doprowadzić do zwiotczenia mojego kutasa. Byłem gdzieś po środku, zawieszony pomiędzy orgazmem, a kompletnym wyluzowaniem. Taka niedorzeczna sytuacja sprawiała, iż mogła zabawiać się ze mną jeszcze bardzo długo.
Kiedy wydawało się, że pokazała już cały wachlarz swojego temperamentu, znów przyprawiła mnie o intensywne zawroty głowy, miękkie uda i drżenie na całym ciele. W pewnym momencie naparła na mnie tak mocno, że mój ptak, choć był bardzo potężny, całkowicie zniknął w jej przepastnym gardle. Jednak to wcale nie był koniec. Mimo iż pochłonęła go tak głęboko, wciąż napierała, a ja czułem jak jej usta rozgniatają się u podstawy mojego korzenia, a broda wciska moje jaja między uda. Ta nietypowa sytuacja sprawiła, że dostałem niekontrolowanych drgawek na całym ciele, które swoją intensywnością skumulowały się na końcu mojego drążka. Byłem przekonany, że jeżeli zaraz go nie wypuści ze swoich słodkich objęć, jak nic z puszczę się prosto w jej gardło, a moje nasienie pominie nawet jamę ustną.
Po długiej chwili, która zdawała się być wiecznością, wreszcie cofnęła głowę, a moja napęczniała fujara, wysunęła się z jej ust niczym przerośnięty ślimak. Znów uniosła swój wzrok, aby skontrolować, czy jeszcze żyję, czy dalej jestem w stanie pozwalać jej na tak intensywne pieszczoty. Mój kutas był rzeczywiście długi i gruby, lecz jego sztywność pozostawiała jeszcze wiele do życzenia. Właściwie nie wiedziałem, czym było to spowodowane. Byłem przecież tak niesłychanie podniecony.
No cóż, jakby to powiedzieć, moja ukochana ciocia wcale się tym nie przejmowała. Być może wiedziała coś, o czym ja nie miałem pojęcia. Z najwyższą dokładnością i pieczołowitością brała go w głębię swojej jamy ustnej, pochłaniała i wypuszczała, ostrożnie zaciskając swoje wargi. Czułem się dziwnie, kompletnie zdominowany przez jej seksualność i wyuzdane, nachalne wręcz pieszczoty. Kręciło mi się w głowie, czułem mrowienie w kroczu, a penis pulsował domagając się więcej i więcej. Można powiedzieć, że w tej sytuacji niewiele mogłem zrobić. To ona dominowała, miała plan i prowadziła mnie jak po sznurku do celu, który niedokładnie znałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz