Szukaj na tym blogu

18 lutego 2025

Ostatnie wakacje.,

443. Sprawiłem, że wyła z rozkoszy.


Ciocia była prawdziwą mistrzynią w tej dziedzinie, uwodzicielką, która nie miała sobie równych. Po mistrzowsku, niczym w tańcu, robiąc płynny półobrót, za moich pleców wyszła wprost przed moją klatkę piersiową i przywarła do niej łopatkami. Oczywiście moja wielka fujara, jak w to w takich bajkach bywa, wylądowała na jej kręgosłupie. Pośladkami rozgniatała moje jaja i, jakby tego jeszcze mało, zaczęła wiercić nimi na wszystkie strony, przyprawiając mnie o totalnie zawroty głowy i dreszcze na całych plecach. 

Było w tym coś magicznego. Nastrój tej wyspy, odizolowanie od reszty świata, dzika przyroda niezmącona cywilizacją, wszystko to sprawiało, że nawet seks wyglądał tutaj zupełnie inaczej. Wystarczyła tylko malutka iskra, abym eksplodował. Jednak mimo to nie potrzebowałem nic więcej. Wystarczyła tylko ta chwila, to, co już teraz zaistniało, abym był w stu procentach szczęśliwy.

Dzikość z jaką powaliła mnie na ziemię, przeraziła mnie, a jednocześnie sprawiła, że byłem totalnie sparaliżowany. Nie umiałem i nie chciałem zaprotestować w najmniejszy chociażby sposób. Znów czułem się tak cudownie przez nią zdominowany. Mimo że była kobietą, słabą płcią, a ja wysportowanym, młodym mężczyzną, bez najmniejszego problemu rzuciła mnie jak zawodowa zapaśniczka na miękki, ciepły piasek i jeszcze szybciej usiadła mokrą, gorącą cipką na mojej twarzy. Nie umiałem wyrazić zachwytu, ale też i oszołomienia tym, co się stało. Nieopisane szczęście przenikało każdą komórkę mojego ciała. 

To nie było delikatne klapnięcie muszelką na moje usta, o nie. Była zbyt podniecona, zbyt spragniona pieszczot i orgazmu, by bawić się w takie szczegóły. Opadła na moją buzię całym swoim ciężarem, a jej obfite uda zacisnęły się wokół mojej głowy jak wąż boa. Nic nie słyszałem, czułem tylko zapach jej podnieconej, mokrej pizdeczki. Czułem smak płynących soków i, łapiąc ostatni oddech, rzuciłem się językiem na jej sztywną, wystającą łechtaczkę. 

– Liż mnie, liż mnie, kurwa, Julian, bo zwariuję! Och, liż mocno! Och, tak, tak! – wyrzucała z siebie, jak szalona. 

Chwyciłem ją za uda, zamknąłem oczy i skupiłem się całkowicie na swoim zadaniu. Choć było mi niewygodnie, choć się dusiłem, wiedziałem, że muszę, po prostu muszę dać z ciebie wszystko. Choćbym miał tutaj skonać. Pracowałem najwytrwalej, jak tylko mogłem, a ona w błyskawicznym tempie dochodziła do orgazmu. Drżała i trzęsła się na całym ciele. Czułem, jak jej pośladki dygoczą na wszystkie strony, jak dociskają do mojej twarzy jeszcze mocniej. 

W pewnym momencie zamarła, jakby w połowie drogi. Jej oddech zastygł w tym letnim powietrzu. Po długiej chwili jej biodra, a także i cipka na mojej twarzy, zaczęła kurczyć się w szybkich, gwałtownych, niekontrolowanych skurczach, a z jej gardła wydobył się długi nieartykułowany, przeciągły jęk. Później głębokie westchnienie. Udało się! Zrobiłem, co do mnie należało. Sprawiłem, że wyła z rozkoszy. Czułem się taki dowartościowany.

Jak się okazało w następnej chwili, ja też nie byłem niewiniątkiem. Nie byłem grzecznym chłopczykiem, niedoświadczonym dwudziestolatkiem, który zaczynał odkrywać swoje potrzeby seksualne. Może jeszcze kilka dni temu, może jeszcze wczoraj, ale nie dziś, nie tutaj, nie na tej wyspie. Nie mogłem uwierzyć, jak sam się zmieniam, jak staję się zupełnie innym człowiekiem, dojrzałym, pewnym siebie i swojej seksualności, mężczyzną, dorodnym samcem, którego pragną kobiety. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...