Szukaj na tym blogu

2 lutego 2025

Ostatnie wakacje.,

427. Jazda windą do nieba.


Co jakiś czas zatrzymywała się na końcu głowicy, zaciskając swoje usta tuż za grubą żyłą, oplatającą wielki twardy łeb, a później znów, jak gdyby nigdy nic, przechodziła do poruszania głową w tę i z powrotem. 

W końcu nadszedł taki moment, że i ona miała dość. Wypuściła moją, sztywną i twardą już fujarę i zastygła w bezruchu z szeroko otwartymi ustami tuż nad jej czubkiem. Po krótkiej przerwie znów wzięła go do swojej buzi. Nie miałem czasu, aby odpocząć. Ona pracowała nad moim podnieceniem. 

Nowością i zaskoczeniem było dla mnie to, jak w pewnym momencie zaczęła ustami chwytać go w poprzek, począwszy od czubka głowyicy, a kończąc na podstawie trzonu. Po tym krótkim momencie zaczęła go lizać daleko wysuniętym językiem, a ja poczułem, że kompletnie odpływam. 

W pewnym momencie, po kilku szczególnie szybkich i intensywnych ruchach, kiedy pochłaniała mnie do samego końca, przestała, podniosła twarz na wysokość mojej i spojrzała na mnie, uśmiechając się nie tylko buzią ale też i oczami. W tym momencie była niezwykle urocza i pociągająca. 

– Chcesz przelecieć mnie jeszcze raz, ogierze? – spytała szeptem, a ja drżąc skinąłem głową.

Nie czekając na dalsze zaproszenia, odwróciła się do mnie tyłem i już zaczęła pochylać i wypinać do góry swój zgrabny i jędrny tyłek. Stałem tak tuż za nią, a moja fujara wyglądała niczym lufa karabinu, z której za chwilę miałem zacząć strzelać. Mój fiut był jak bagnet, którym miałem dźgać w jej cipkę ile tylko sił.  

Byłem przekonany, że będę posuwał ją na czworakach, ale ona zrobiła coś więcej. Opadła brzuchem na dosyć dużą poduszkę z gąbki. Tym sposobem jej pośladki a zarazem i cipka znajdowała się stosunkowo nisko. Wyzwaniem było, aby odpowiednio się przymierzyć do wtargnięcia w którąś z dziurek, czy to w kakaowe, czy też w pizdeczkę. Ciocia jednak była bardzo cierpliwa i usłużna. Wierciła się i układała, aż do momentu, kiedy nie będę gotów. Chciała mieć pewność, że zerżnę ją porządnie. 

Kiedy już leżała płasko na brzuchu, mając pod spodem ten jasiek, ja próbowałem wtargnąć kolanami między jej uda. Oparłem dłonie na jej obfitych, jędrnych pośladkach i poprawiałem pozycję. Po chwili stało się to, co miało się stać. Ująłem w garść swojego grubego ptaka, z trudem wygiąłem go do dołu, tam, gdzie znajdowała się jej cipka i wepchnąłem jego łeb w ciasne, gorące i mokre wnętrze. Kiedy to się stało, od razu zakręciło mi się w głowie i poczułem niezwykłą słodycz w kroczu. Chciałem przelecieć jej słodką pizdeczkę jeszcze raz, najlepiej jak potrafię. Chciałem dać z siebie wszystko i nie szczędzić sił ani potu na to, aby jak najdokładniej ją zadowolić. 

To było jak jazda windą do nieba. Mój długi chuj niczym wąż boa wślizgiwał się w jej ciasną cipkę: powoli, lecz systematycznie i wytrwale. Chyba obydwoje nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak zmiana pozycji może wpłynąć na intensywność doznań. W tym ułożeniu jej ciała jej cipka była szczególnie ciasna, a każdy ruch przyprawiał mnie o tak silne zawroty głowy, iż miałem wrażenie, że za chwilę stracę przytomność. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...