444. Dzikość prymitywnych małpoludów
Obydwoje tego bardzo pragnęliśmy. Świadczyły o tym nasze wykrzywione w ogromnym napięciu i podnieceniu twarze. Zagryzłem dolną wargę, przymknąłem powieki i, czując niesamowicie słodką rozkosz, zacząłem poruszać biodrami penetrując jej wnętrze. Wszystkie moje mięśnie były napięte do granic możliwości, przysiadłem nieco i, trzymając ją mocno za ręce, posuwałem jej cipkę w gorącym słońcu lipcowego przedpołudnia. Sapałem przy tym niesamowicie, a ona jęczała, czując, jak mój wielki, twardy kutas przedziera się przez jej podniecone wnętrze.
Byłem tylko samcem, myślałem kutasem, a ona była taka piękna taka ponętna. Jej wielkie piersi, szerokie biodra i obfite uda wywoływały z moim mózgu burzę pożądań, której nie dało się zaspokoić w inny sposób.
– Och kurwa, Julian, co ty tam masz! – krzyknęła na całe gardło, a w jej głosie było przerażenie i zachwyt jednocześnie, – Twój chuj zaraz rozerwie mi pizdę!
– Pompkę, kurwa, pompkę, – syknąłem przez zaciśnięte zęby, – zaraz cię napompuję jak piłkę!
Wyszło ze mnie dzikie zwierzę. Miałem niezwykłą satysfakcję, że teraz to ja mam nad nią kontrolę. Ugięła kolana i jeszcze bardziej osunęła się do dołu. Jeszcze mocniej wypięła swoją wielką dupę, ale złączyła uda, przez co jej cipka była jeszcze ciaśniejsza, jeszcze bardziej obłędna. Wciąż trzymałem ją za ramiona. Moje dłonie zaciskały się tuż pod jej pachami. Jej ręce opadły na moje napięte uda. Była kosmicznie ciasna i nie potrafiła się ruszyć. Posuwałem ją ostro szybkimi ruchami i wyrzucałem z siebie dziki, spazmatyczny śmiech. Czułem jakąś niezwykłą satysfakcję, ruchając ją pod gołym niebem na tej bezludnej wyspie.
– I jak, dobrze, dobrze ci? Czujesz go? Czujesz, jak mój kutas wchodzi w twoją pizdę, – skrzeczałem jak stara kura.
W następnej chwili, nie wyciągając swojego kutasa, położyłem dłoń na jej karku i odwróciłem ją w stronę tego wielkiego kamienia, na którym przed chwilą stała. Nacisnąłem tak mocno na jej szyję, że cyckami dotknęła do rozgrzanego głazu. Kiedy jej twarde sutki ocierały się o chropowaty granit, mój fiut wdzierał się w nią bezpardonowo. Jej wielkie pośladki rozwierały się i zaciskały, doprowadzając mnie do szaleństwa.
Po chwili podpierając się na głazie, uklękła na miękkim piasku. Pochyliłem się jeszcze mocniej, przykucnąłem i poruszałem biodrami coraz szybciej.
– Ty zboczony fajfusie! O tak, tak, ruchaj mnie mocno, ruchaj! – jęczała, uginając się pod moim naporem.
– No i co czujesz, jaki jest wielki? Dalej chcesz się ze mną tak bawić, ciociu?
– Julian, chłopaku, ależ ty masz potencję! Zwariuję przez ciebie! Ten twój fiut jest boski! Ruchaj mnie! Och tak, ruchaj mnie mocno! Moja pizda potrzebuje twojego kutasa! - jęczała coraz głośniej, a mój zaganiacz pęczniał i twardniał coraz bardziej.
Mimo to niezwykła energia, którą posiadałem, nie pozwalała mi się zatrzymać. Wchodziłem w nią jak w masło, wychodziłem z głośnymi mlaśnięciami i znów się wydzierałem. Czułem, że gigantyczny, niebiańsko słodki, orgazm zbliża się wielkimi krokami. Czułem, że coraz mniej nad tym już panuję. Nie chciałem tego przerywać. Chciałem doprowadzić do do końca, spuścić się prosto w jej cipkę – teraz tutaj.
Ta wyspa miała jakąś magiczną niezwykłą moc. Sprawiała, że czuliśmy się jak ludzie pierwotni. Wychodziła z nas dzikość prymitywnych małpoludów, których jedynym celem jest przetrwanie, przedłużenie ratunku, reprodukcja. Wszystko, co znajdowało się wokół, mogło służyć jako niezwykłe akcesoria erotyczne. Nawet ten wielki, płaski, chropowaty głaz wydawał się odpowiedni. Dlatego też, choć drapał skórę, ległem na nim na plecach, a ona mnie dosiadła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz