429. Ona właśnie szczytowała.
Bawiłem się jej wisienką, a jednocześnie zdecydowanie i mocno posuwałem jej cipkę między pośladkami. Szeroko otwartymi ustami dyszała ciężko, jakby się dusiła. Świadomość, że mogę coś takiego zrobić dojrzałej, znającej swoje potrzeby, kobiecie, że mogę sprawić, aby wyła z rozkoszy, budowała moje ego bardziej, niż cokolwiek innego. Odgłosy moich bioder, wbijających się ostro między jej pośladki, przypominały stukot kół pędzącego pociągu, a jej krzyk był i niczym syrena karetki pogotowia.
– O tak, o tak, o mój Boże jak mi dobrze!!! Och Julian, och Julian tak mi rób!!! Och już, już, jeszcze trochę! O matko, o matko, uła, uła, uła!!!
To już był ostatnie chwile. Mój kutas spęczniał do granic możliwości. Każdy ruch sprawiał, że przed moimi oczami zapanowywała ciemność, a w uszach słyszałem coraz bardziej narastający, jednostajny szum jakby wodospadu.
Ostatnie pchnięcia: trzy może cztery, były powolne, bardzo głębokie i następowały w długich przerwach po sobie. Rozkosz, której doznawałem, była nie do opisania. Nie widziałem już nic, tylko różnokolorowe gwiazdki i kółeczka. Słyszałem tylko jakiś głuchy stukot, być może było to moje własne tętno. Napięcie w kroczu było gigantyczne. Po prostu zesztywniałem jak rażony prądem, a z mojego kutasa wystrzeliły pociski spermy. Trafiły głęboko wprost do jej macicy. Znów wypełniłem jej cipkę. Czułem, jak ciśnienie nasienia wypycha mojego penisa, ale nie cofałem się. Czułem, że to jeszcze nie koniec.
Dyszała, charczała, a ja miałem jeszcze dość sił, aby znów przyspieszyć. Wiedziałem, że muszę to zrobić właśnie teraz, kiedy podniecenie sięga zenitu, a penis jeszcze nie zwiotczał. Miałem szansę na jeszcze jeden orgazm. Po chwili, nie wiem co się ze mną stało, tak zesztywniałem, że pchnąłem odruchowo biodrami między jej nogi i znów zastygłem. Słodkie doznania odebrały mi zrozum. Dotarło do mnie, że pierwszy orgazm jeszcze się nie skończył. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłem, więc byłem oszołomiony i oczarowany jednocześnie. Czułem się prawdziwym kochankiem. Ona ryczała z rozkoszy, a ja próbowałem się wycofać, wysunąć z niej choć trochę, lecz zamiast tego, znów pchałem się jak taranem do przodu, aby dalej, aby głębiej.
No cóż, tak wyglądały te sprośne i nieobyczajne zabawy z moją ciocią podczas tych wakacji. Kiedy sobie teraz o tym pomyślę, łowię mi się kręci. No ale jeśli jednak ktoś pomyślałby, że na tym tego dnia poprzestaliśmy, byłby bardzo daleki odprawy.
Ciocia Antonina była kobietą tak oszałamiającą, tak pełną zwariowanych pomysłów, że jeśli już na coś się nakręciła, można było się tylko modlić. Nie było najmniejszych szans, aby tego wieczora zakończyć tę, pozbawioną wszelkich zasad moralności, niegrzeczną intrygę. To była ciocia Antonina – kobieta głodna seksu, spragniona mojego młodego ciała. Ona potrzebowała mojego twardego kutasa tak bardzo, że była gotowa zamęczyć mnie na śmierć, byleby tylko zaspokoić swoje niepohamowane żądze. Wiem, wiem, to było totalnie szalone. Na dodatek nie miałem bladego pojęcia, jak się skończy. Nie wiedziałem, czy wyjdę z tego starcia na swoich nogach, czy też wytoczę się na czworakach. No i wreszcie to ona zdecydowała, że dam radę, że jeszcze raz zdołam wykrzesać z siebie coś jeszcze. Wierzyła we mnie bardziej, niż ja sam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz