445. Znała wszystkie sekrety.
Nikt mi nie podpowiadał, jak to robić, a jednak wszystko układało się perfekcyjnie. Moje pośladki nieco wystawały poza krawędź kamienia w taki sposób, by znalazło się miejsce na jej nogi. Przerzuciła udo przez moje biodra i dosiadła mnie jak rasowa dżokejka. Kiedy tylko mój kutas znalazł się w zasięgu jej cipki, bez zastanowienia opadła na niego. Wjechałem w nią gładko, a w mojej głowie zawirowało. Przez chwilę miałem wrażenie, że stracę przytomność. Ciocia Antonina była prawdziwą seksbombą. Jej wielkie jędrne pośladki idealnie nadawały się do wyuzdanych seks igraszek. Ciasna, podniecona do granic możliwości, pizda, zaciskała się na moim twardym chuju niemiłosiernie mocno, a ciocia jeszcze jakby specjalnie z wielkim wysiłkiem zaciskała wszystkie mięśnie.
Powoli opadała, a ja wchodziłem w nią coraz głębiej, doświadczając niebiańskiej rozkoszy. Byłem na granicy orgazmu. Jaja bolały pod ciśnieniem gorącej spermy. Czułem, że nie wytrzymam nawet kilku ruchów jej pośladkami.
– Boże, Antonino, chcę się w ciebie spuścić! – jęknąłem półprzytomnie.
Objąłem ją ramionami w talii i powoli naciskałem na pośladki, mając świadomość, że to może być ostatnie posunięcie tego stosunku. Mój wielki twardy kutas wchodził w nią, stopniowo przedzierając się przez pierścienie silnych mięśni. Odwróciła głowę, jakby chciała sprawdzić, czy jest wystarczająco głęboko. A kiedy opadła do końca, powoli zaczęła się podnosić, jednocześnie kontrolując tempo, abym nie trysnął za wcześnie.
– Nie ma mowy Julian, musisz jeszcze trochę popracować swoim kutasem, – odpowiedziała, dysząc ciężko.
Już po chwili, czy tego chciałem, czy nie, ona znów przejęła kontrolę nad tym, co się działo. Szczęśliwy i zadowolony z siebie, leżałem płasko na gorącym piasku z lekko rozchylonymi udami, a ona mnie dosiadała. Nasze zbliżenie było łagodniejsze, choć jeszcze bardziej gorące i słodkie.
Oszołomieni i zachwyceni okolicznościami przyrody i sobą nawzajem kochaliśmy się, patrząc sobie w oczy i zapominając o bożym świecie. Antonina położyła dłonie na moim brzuchu, unosiła i opuszczała swoje biodra łagodnie i płynnie. Ja tymczasem wyciągnąłem ręce i chwyciwszy ją za piersi, zacząłem się nimi bawić. Ściskałem je i ugniatałem, jakby były workami z piaskiem.
– No i co ogierze, dobrze ci, dobrze? Pasuje ci moja cipka? Lubisz jak cię ujeżdżam? O tak, tak, wiem, że to lubisz. Uwielbiasz, jak cię ujeżdżam, prawda? – dyszała z szeroko otwartymi ustami, patrząc mi prosto w oczy.
– Och Boże, ciociu, ciociu jesteś taka taka…
– No jaka, jaka, Julian?
Była prawdziwą mistrzynią w tym, co robiła. Znała chyba wszystkie sekrety w tej dziedzinie. Doskonale wiedziała, jak się poruszać na moim penisie. Ona tańczyła. Jej biodra nie tylko poruszały się w górę lub w dół, ale też wykonywały ruchy do przodu i do tyłu. Chwilami miałem wrażenie, że wykonuje w powietrzu elipsę. Jego wielkość i kształt były znane tylko jej i tylko ona wiedziała, kiedy zmienić tempo, czy kierunek. Były chwile, że jej biodra kołysały się także w prawo i w lewo. Wszystko to razem dawało niesłychanie skomplikowany, gorący i słodki bukiet doznań. Czułem, jak ciśnienie nasienia rozsadza mni jądra. Czułem wszechogarniającą, odbierającą władzę, rozkosz. Krok po kroku zatracałem się w tym wszystkim.
– Spokojnie Julian, spokojnie. Rozluźnij się, jeszcze trochę się pobawimy, – powiedziała, czując, że za sekundę cię spuszczę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz