440. Dogonię cię, ciociu!
Po chwili usłyszałem szelest krzewów, co oznaczało, że ciocia była w trakcie przebierania się. Postałem jeszcze chwilę, przystępując z nogi na nogę, ale w końcu nie wytrzymałem ruszyłem w tamtą stronę. Szedłem niewielkim półkolem, tak, aby od razu mnie nie zauważyła, powoli zbliżając się do krzaków, za którymi się schowała. Nie musiałem się jakoś specjalnie starać, bo zarośla były na tyle rzadkie, że już po pokonaniu kilkunastu metrów mogłem zobaczyć ją całej okazałości.
Moje serce znów zabiło mocniej, kiedy ją dostrzegłem. Znów oszalałem na jej punkcie. Była taka pełna wdzięku i krągłości, że, patrząc na nią, nie mogłem normalnie oddychać. Była po prostu oszałamiająca. Z gracją zrzuciła lekką, zwiewną sukienkę i pełnym blasku słońca stanęła kompletnie naga. To był naprawdę niezwykły widok. Wyglądała niczym Wenus wynurzająca się z morskiej piany. Och, mógłbym patrzeć na nią bez końca!
Choć miałem niesamowitą ochotę, aby podglądać ją jeszcze przez chwilę, ruszyłem z powrotem. Wiedziałem, że zaraz wróci i będziemy biegać po tej gorącej plaży jak małe dzieci. Nie umiałem sobie wyobrazić, jak będę w stanie ją gonić, czując jak elastyczny materiał słoików ociera się o mojego napęczniałego i podnieconego do granic możliwości kutasa. Czułem, że po pokonaniu kilkunastu metrów w takim stanie spuszczę się w moje majtki gorącą porcją gęstego nasienia. Mimo to nie chciałem tego przerywać. Chciałem poddać się wszystkiemu, co wymyśliła i zaproponowała ciocia Antonina. To był jej dar – zmieniać każdą chwilę w coś wyjątkowego i spontanicznego, a później kochać się do upadłego. Po moich plecach przebiegły słodkie ciarki, kiedy sobie o tym wszystkim pomyślałem.
Zaraz później zadowolona ciocia wyszła zza krzewów w stroju kąpielowym. Wyglądała obłędnie. Kostium idealnie podkreślał jej swobodną, pełną życia osobowość, a raczej wielkie cycki, szerokie biodra i zgrabny tyłek. Mnie, młodego chłopaka, każdy taki widok przyprawiał o intensywne zawroty głowy. Rozejrzała się po plaży, a jej oczy rozbłysły gorącym blaskiem.
– No dobrze, Julian! Teraz zobaczymy, co potrafisz, łobuzie! – powiedziała, rzucając mi wyzwanie i ruszając biegiem, zanim jeszcze zdążyłem odpowiedzieć.
Na początku śmiałem się, stojąc w miejscu i patrząc, jak biegnie wzdłuż brzegu, a jej wielkie cyce huśtają się na boki. No ale nie mogłem przecież takiej zaczepki puścić płazem i chwilę później rzuciłem się w pogoń.
Uciekała jak szalona, jakby miała dwadzieścia a nie czterdzieści lat. Miałem wrażenie, że ten skromny stanik na cienkich tasiemkach nie wytrzyma ciężaru jej ogromnych balonów i zaraz pęknie. Och, gdyby w tej chwili pękł, albo gdyby te troczki się rozwiązały… No cóż, to byłby cudowny widok. Nie mogłem przepuścić czegoś takiego.
Słońce parzyło w stopy, a każdy mój krok zapadał się w miękkim piasku. Wciąż narastające podniecenie mieszało się z dziecięcą radością i niezwykłą ekscytacją. Było naprawdę cudownie.
– Dogonię cię, ciociu! – krzyknąłem, przyspieszając jeszcze bardziej.
Ciocia piszczała ze śmiechu niczym rozbawiona nastolatka. Co chwilę zerkała przez ramię, aby sprawdzić jak daleko jestem. Biegliśmy najpierw na południe, a później z powrotem, mijając nasze niedbale porzucone rzeczy. Była zwinna i szybka, ale wiedziałem, że nie wytrzyma zbyt długo. Zastanawiałem się, jak to wszystko się skończy, co mogę z nią zrobić, kiedy już ją złapię.
– Julian, daj mi szansę! – wołała, ale ja tylko się śmiałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz