Szukaj na tym blogu

7 lutego 2025

Ostatnie wakacje.

432. Poranek nad jeziorem


Poranek nad jeziorem rozpościerał się w delikatnej poświacie słońca, które leniwie wznosiło się nad horyzontem. Woda mieniła się subtelnymi refleksami, a lekki wietrzyk tworzył na jej powierzchni drobne zmarszczki. Jezioro, rozległe i spokojne, wydawało się nie mieć końca, a jego odległe brzegi ginęły w lekkiej mgiełce, za którą majaczyły kontury lasu. Po tafli jeziora rozrzucone były wysepki – niektóre pokryte bujną zielenią, inne ledwie wystające ponad wodę, jakby chciały ukryć się przed wzrokiem.

Przed samym brzegiem jeziora rozciągało się stare, drewniane molo, które pomimo upływu lat zachowało swój malowniczy urok. Deski nosiły ślady czasu – gdzieniegdzie były wyblakłe od słońca, w innych miejscach ciemniejsze od wilgoci i wody. Kiedy stawiało się na nich kroki, wydawały cichy, kojący skrzyp, który dodawał miejscu charakteru. Z mola roztaczał się przepiękny widok – można było dostrzec zarówno pobliskie wyspy, jak i zacumowane łódki oraz spokojne fale.

Na molo panowała leniwa, wakacyjna atmosfera. Spacerowały tam rodziny z dziećmi, a ich śmiech rozbrzmiewał w powietrzu, mieszając się z cichym pluskiem fal. Matki z dziećmi w wieku trzech, czterech i sześciu lat trzymały się blisko brzegu, gdzie maluchy z fascynacją obserwowały drobne rybki przemykające pod wodą. Trochę dalej, przy barierce, trzej chłopcy w wieku 15-16 lat pochylali się, rozmawiając o łodziach i skokach do wody. Dwóch mężczyzn w średnim wieku stało na końcu mola, z rękami w kieszeniach, w milczeniu wpatrując się w odległy horyzont.

Wzdłuż brzegu jeziora ustawiono wypożyczalnie sprzętu wodnego. Czekały tu równo ustawione łódki wiosłowe, niewielkie motorówki oraz radosne w kolorach rowery wodne. W oddali słychać było warkot skutera wodnego, który przecinał spokojną taflę wody, zostawiając za sobą białą smugę piany. Obok wypożyczalni ludzie rozmawiali z pracownikami, wybierając odpowiedni sprzęt na rodzinny rejs lub popołudniową przygodę.

W powietrzu unosił się ciepły aromat wody, przesiąknięty delikatnym zapachem wilgoci i drewna z mola. W tle przebijały się jednak inne nuty – apetyczny zapach pieczonych ryb i smażonych frytek dochodził z pobliskiej gastronomii, która rozgościła się wzdłuż deptaku prowadzącego nad samo jezioro. Wędrujący ludzie przyglądali się menu lub sięgali po zimne napoje, co dodawało miejscu żywej, wakacyjnej atmosfery.

Pomimo obecności ludzi, miejsce emanowało spokojem. Każdy, kto tam przybył, zdawał się delektować chwilą – tym ciepłym, bezwietrznym przedpołudniem, zapachem jeziora i widokiem fal rozpraszających światło słońca. Z oddali dobiegał jedynie szmer rozmów, śmiech dzieci i delikatny plusk wody. Molo, brzegi i jezioro tworzyły harmonijną całość, idealną do zatrzymania się na chwilę, by po prostu spojrzeć na świat i oddychać spokojnym rytmem natury.

Wjechaliśmy z ciocią rowerami na przystań, a przede mną rozpościerał się znajomy widok na jezioro. Drewniane molo, na którym przechadzali się ludzie, błyskało w porannym słońcu, a zapach wody i ciepłego drewna mieszał się z aromatami smażonych frytek i grillowanych ryb z pobliskich budek. Wciąż nie mogłem uwierzyć, że to miejsce, pełne spokoju i wakacyjnego uroku, było moją codziennością tego lata. Ciocia, jak zawsze pełna energii, jechała tuż obok mnie, a jej czarne włosy falowały na wietrze.

– Julian, ciekawe, czy czasem nie rozbijesz się o coś na tej łódce – rzuciła z uśmiechem, zerkając na mnie kątem oka.

– Rozbiję? To ty tu jesteś sternikiem, pamiętaj! – odparłem, udając oburzenie, choć wiedziałem, że tak naprawdę uwielbiam te jej docinki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...