Szukaj na tym blogu

24 lutego 2025

Ostatnie wakacje.

449. Poszła bokiem.


Nagle deszcz zaczął słabnąć, jakby sam żywioł stracił na sile. Grzmoty oddaliły się, cichnąc stopniowo w lesie, a wiatr przestał szarpać nami bez litości. Ciocia odsunęła się ode mnie, jakby nieco speszona. Naga, pełna obfitych kształtów i niezwykle podniecająca, wciąż drżała, jednak na jej twarzy malowała się już ulga. Krople deszczu spływały po jej policzkach, mieszając się z mokrymi kosmykami włosów. Gdyby nie koszmarna sytuacja, która przed chwilą się nam przydarzyła, mógłbym przysiąc, że wygląda po prostu ślicznie. No cóż, to co się stało, wcale nie było romantyczne. Ja sam ledwo trzymałem się na nogach. Byłem przerażonyl ale też i, w jakiś niezwykły sposób, tym wszystkim zachwycony. 

– Chyba już po wszystkim… — powiedziała cicho, spoglądając w stronę jeziora, które uspokajało się tak szybko, jak wcześniej wpadło w gniew.

Przytaknąłem, próbując złapać oddech. Powietrze było ciężkie, pachniało mokrą ziemią i ozonem. Wokół nas panowała dziwna cisza, jakby świat wstrzymał oddech po burzy.

– Poszła bokiem. Nic ci się nie stało, Julian? Jesteś taki drżący, – zaniepokoiła się, próbując jednocześnie się uśmiechnąć. 

Jej głos wciąż lekko drżał.

Odwróciłem wzrok od niej i spojrzałem na nasze rzeczy, które leżały porozrzucane po piasku. Były przemoczone do suchej nitki. Masz koszyk przewrócił się, a resztki jedzenia były teraz tylko papką. Ubrania, które udało nam się zebrać w pośpiechu, również nadawały się tylko do wyżymania.

– No cóż, to chyba koniec pikniku, – rzuciłem z wymuszonym śmiechem.

Ciocia spojrzała na mnie i pokręciła głową. Wciąż wydawała mi się taka atrakcyjna, że nie mogłem zapanować nad reakcjami własnego organizmu. Był lekko uniesiony i dość gruby, co, bez wątpienia, musiała zauważyć.

– Ale co to za przygoda! — powiedziała z zaskakującym entuzjazmem. – Będziemy to wspominać latami, zobaczysz.

– Pod warunkiem, że nie skończymy z zapaleniem płuc, – mruknąłem, ale jej optymizm był zaraźliwy.

– Mam nadzieję, że jednak nie. Chodź, trzeba posprzątać ten bałagan, bo nawałnica może wrócić.

Kiedy zbieraliśmy resztki rzeczy, poczułem, jak napięcie powoli opuszcza moje ciało. Kiedy się pochylała, obserwowałem ją ukradkiem i mimo chłodu, który jeszcze odczuwałem, doświadczałem coraz większego podniecenia. Patrzyłem na jej wielkie, krągłe pośladki, spomiędzy których wyłania się soczysta cipka dojrzałej kobiety.

– Zawsze mówiłam, że życie bez odrobiny szaleństwa jest nudne, – rzuciła wesoło, prostując się i stając do mnie przodem. 

Kiedy spojrzałem na jej wielkie cycki, chropowate brodawki i sztywne, grube sutki, powiedziałem z uśmiechem;

– A ja chyba zaczynam ci wierzyć.

Szliśmy brzegiem, mokrzy, zmęczeni, ale jakoś dziwnie szczęśliwi. Burza zostawiła po sobie nie tylko zniszczenie, ale i uczucie triumfu. Przetrwaliśmy ją razem, a teraz nic nie wydawało się już tak straszne. Poza tym nasze doświadczenia erotyczne zdobyte na tej wyspie, także pozostawiły po sobie niezatarty ślad. 

Kiedy burza w końcu na dobre ucichła, a słońce nieśmiało wychyliło się zza ciężkich, rozproszonych chmur, ogarnęła nas dziwna ulga. Powietrze wciąż było ciężkie i przesycone zapachem mokrego piasku, lasu oraz wody, ale robiło się coraz jaśniej, coraz cieplej. Właściwie to nie — robiło się wręcz gorąco. Ku naszemu zdziwieniu, jakby natura chciała zamazać ślady swojej gwałtowności, słońce zaczęło grzać tak mocno, że trudno było uwierzyć, iż chwilę temu walczyliśmy z żywiołem.

– Chyba jednak nie zamarzniemy, – rzuciła ciocia, z ulgą ocierając wodę z twarzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...