451. Podoba ci się u mnie?
Ubrania schły rozwieszone na pobliskich krzewach, powiewając radośnie na wietrze jak chorągiewki na kutrze rybackim. Materiał, który jeszcze niedawno kleił się do ciała, teraz zaczynał delikatnie sztywnieć pod wpływem słońca i ciepłego zefiru. Słońce grzało coraz mocniej, jakby chciało zatrzeć ślady po burzy.
Mimo że wciąż czułem wilgoć na plecach, powoli zaczynałem się nagrzewać. Leniwie wystawiłem twarz do słońca, pozwalając promieniom ogrzać zmęczone ciało. Mój penis, czując taką ilość przyjemnego ciepła, powoli zaczynał napełniać się krwią. Robił się coraz bardziej sztywny i coraz grubszy. Na całej jego powierzchni znów pojawiła się sieć fioletowych żył, a wielki, spiczasty kapelusz nabrał kształtów. Znów miałem ochotę na ostre bzykanie.
Ciocia leżała obok mnie, podparta na łokciach, z przymkniętymi powiekami. Jej twarz była spokojna, zrelaksowana, jakby zapomniała o całym świecie, a duże piersi swobodnie rozlały się na boki. Chropowate brodawki ściemniały, a sutki wypiętrzały się. Wygolona cipka między rozchylonymi udami nabrała turgoru, a różowo karminowe płatki śmiało wysuwały się ze środka, przyprawiając mnie o słodkie dreszcze na całym ciele.
Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, w której słychać było tylko szum wiatru i cichy szelest liści poruszanych ciepłym zefirem. Wiedzieliśmy, że powinniśmy już wracać, ale żadne z nas nie miało na to ochoty. Burza minęła bezpowrotnie, a teraz wszystko wydawało się tak piękne, ciepłe i spokojne, że oboje bez słów podjęliśmy decyzję – zostaniemy tu jeszcze chwilę.
– I co, Julian? Podoba ci się u mnie? – zapytała nagle ciocia. Przy okazji, jakby od niechcenia, przyjechała otwartą dłonią po nagrzanej cipeczce.
Wpatrzony w jej ruchy, w pierwszej chwili nie zareagowałem. Mimo że byliśmy sami, miałem dziwne wrażenie, że te słowa nie były skierowane do mnie. Brzmiały bardziej jak pytanie rzucone w przestrzeń, jakby chciała je zadać samej sobie. Dopiero po chwili spojrzałem na jej twarz i poczułem, jak palą mnie policzki.
Rumieniłem się, bo zdałem sobie sprawę, że ona śledzi moje spojrzenie. Znów toczyła się między nami ta dziwna gra. Poza tym, dlaczego pytała o to właśnie teraz, po tylu przygodach, które tu przeżyliśmy? Przecież musiała wiedzieć, jak bardzo mi się podobało. Zamiast jednak szukać odpowiedzi w myślach, postanowiłem odpowiedzieć szczerze.
– Och, ciociu, tak! Bardzo mi się podoba. Jestem zachwycony!
Starałem się, by moje słowa brzmiały wystarczająco entuzjastycznie, ale jednocześnie chciałem, by zawierały odpowiednią dawkę wdzięczności. Dziwnym zbiegiem okoliczności dokładnie w tej samej chwili mój kutas skończył powracanie do pełnego wzoru. Zesztywniał i bezceremonialnie uniósł się ponad brzuch, dumnie prezentując swoje kształty i wielkość.
Ciocia uśmiechnęła się z ciepłem, które zawsze rozbrajało każdą moją niepewność.
– No, to dobrze – mruknęła, jakby właśnie usłyszała najoczywistszą rzecz na świecie.
Słońce wciąż grzało, a ubrania na krzakach niemal doszczętnie wyschły. Mimo to nadal nie ruszaliśmy się z miejsca. Czułem, że ta chwila miała w sobie coś wyjątkowego. Jakby czas zwolnił, pozwalając nam nacieszyć się tym, co już nigdy nie wróci – zapachem parującej ziemi, ciepłym wiatrem i świadomością, że życie potrafi być piękne nawet po burzy.
Czułem, że znów zanosi się na burzę, tym razem inną w swoim charakterze. Napięcie między nami szybko rosło i wiedziałem, że w którymś momencie nie wytrzymamy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz