439. Masz talent
Zaśmiałem się, chodź czułem, że rumieniec zalewa mi twarz. Mimo to rozpiąłem pasek i ściągnąłem spodenki, stając przed nią w kąpielówkach.
– A teraz bądź piratem! – krzyknęła, niemal podskakując z entuzjazmem.
Uniosłem rękę, jakbym trzymał lunetę, i zrobiłem poważną minę, wpatrując się w horyzont.
– Idealnie! A teraz badacz! – powiedziała, pstrykając kolejne zdjęcia.
Przykucnąłem, udając, że analizuję roślinność u podstawy drzewa.
– Julian, więcej pasji! – śmiała się. – No i na koniec… model z okładki!
Zaśmiałem się tak, że ledwo mogłem złapać oddech, ale wziąłem się w garść i stanąłem wyprostowany, jakbym rzeczywiście pozował do jakiegoś kolorowego magazynu. Ręce na biodrach, głowa lekko w bok, a spojrzenie… No cóż, próbowałem, żeby było "pociągające”.
Ciocia z trudem powstrzymywała śmiech, pstrykając kolejne zdjęcia.
– Masz talent, Julian – powiedziała w końcu, opuszczając aparat i patrząc na mnie z uśmiechem.
Śmialiśmy się do rozpuku. Czułem, że ten moment był absolutnie wyjątkowy. Na chwilę zapomnieliśmy o całym świecie – liczyliśmy się tylko my, ta wyspa i lato, które zdawało się trwać wiecznie.
W pewnym momencie zauważyłem coś, co ona musiała już od jakiegoś czasu widzieć, a czego ja do tej pory przez to całe zaaferowanie, nie dostrzegłem. Pod moimi dość cienkimi i obcisłymi kąpielówkami piętrzyło się prawdziwe żylaste monstrum, którego łeb próbował wyglądać spod gumki. Nie mogłem uwierzyć, że w tym stanie pozowałem do tych wszystkich zdjęć, a ona nie zareagowała w żaden widoczny sposób.
Gdy sesja zdjęciowa dobiegła końca, czułem się trochę skrępowany, ale przede wszystkim bardzo podniecony. Stałem w samych kąpielówkach, próbując ukryć swoje zażenowanie. Pod cienkim elastycznym materiałem który w tej chwili wydawał mi się prawie przezroczysty majaczyły wyraźne kształty mojego napęczniałego narzędzia. Nie bardzo wiedziałem jak poradzić sobie z tą dość nietypową sytuacją, ale ciocia, jak zwykle, miała swój sposób na rozładowanie napięcia.
– Wiesz co, Julian? – powiedziała, z błyskiem w oku. – Może teraz pobawimy się w berka? Co ty na to?
– Berka? – zapytałem, zaskoczony, ale jednocześnie rozbawiony.
Już sobie wyobrażałem, jak biegam, a mój twardy kutas wysuwa się, spod zbyt ciasnych, slipów i kołysze się na wszystkie strony.
– A czemu nie? – odparła z uśmiechem. – Po tej sesji trzeba się trochę rozruszać. No i skoro ty już jesteś gotowy do biegania po plaży, to ja się tylko przebiorę w strój kąpielowy.
Zanim zdążyłem coś powiedzieć, sięgnęła po torbę i ruszyła w stronę pobliskich krzewów. Doskonale wiedziałem, że pod tymi zwiewnymi ciuszkami nie ma na sobie kompletnie nic, że tam są już tylko jej wielkie cycki i goła, wydepilowana cipka.
– A ty tutaj grzecznie poczekaj – rzuciła przez ramię z figlarnym tonem. – I nie próbuj mnie podglądać, bo gorzko pożałujesz!
Zaśmiała się lekko, a ja tylko przewróciłem oczami, starając się ukryć zakłopotanie. Z drugiej strony zastanawiałem się, dlaczego akurat w tej chwili to powiedziała. Czyżby chciała mnie sprowokować? Być może to był jeszcze jeden sposób na stworzenie niezwykle gorącej atmosfery.
– Spokojnie, ciociu, twoja tajemnica jest bezpieczna – odpowiedziałem z udawaną powagą, próbując rozluźnić atmosferę, jednak w głębi duszy wiedziałem, że i tak to zrobię.
Zostałem sam na skraju plaży, czując delikatny powiew wiatru na skórze i zastanawiając się, jak to możliwe, że ciocia zawsze znajdowała sposób, żeby mnie rozbawić, zawstydzić i podniecić jednocześnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz