1. Trzymam cię za cycki.
-Trzymam cię za cycki. Nie znam cię. Wiesz, co to oznacza? - zadałem prawie że retoryczne pytanie.
Dzień był upalny, duszny a ja czułem, że przydarzy się coś niezwykłego. Takie mrowienie pod skórą, które zwiastuje nadciągającą burzę. Niby chciałem się czegoś napić, ale czy na pewno. Jakaś mieścina położona na końcu świata i samotna, podrzędna knajpa. Wszystko jak z filmów Hitchcocka.
Weszła za bar i położyła mi rękę na ramieniu.
-No, przystojniaku, zabawimy się? - odezwała się kokieteryjnie.
Nie wiedziałem, o co jej chodziło, ale nie mogłem odmówić tak pięknej dziewczynie. Miała czarne, bujne włosy, brązowe oczy i niewielki pieprzyk w lewym kąciku ust. Ten pieprzyk, przez krótką chwilę, wydał mi się jakiś znajomy.
-Jasne, jeśli kobieta prosi, - odpowiedziałem ciepło.
Miała na sobie długą, ukośnie ściętą sukienkę w kolorze błękitnego nieba. Przód jej kreacji stanowiło duże rozcięcie w kształcie, stopniowo zwężającego się, dekoltu, sięgającego pępka, połączone jedynie wąziutkimi paseczkami.
-To dobrze, lubię zdecydowanych mężczyzn.
Jej suknia nie miała też pleców. Piersi zakryte były trójkątnymi płatami materiału. Były duże, opadające lekko do dołu i, z pewnością, nie było na nich biustonosza. Wystawały zarówno z prawej, jak i z lewej, strony. Ta sukienka miała na celu uwodzenie takich, jak ja, napalonych, niewyżytych, młodych facetów.
-Pierwszy raz tutaj cię widzę. Przyjezdna?
Przechyliła się do tyłu i oparła drugą ręką o kontuar. Moja lewa dłoń podtrzymywała jej plecy, a prawa już wędrowała do miejsca pomiędzy jej cyckami.
-Tak. Przyjezdna. Chociaż kiedyś, tutaj mieszkałam, - wyjaśniała tajemniczo.
Kciukiem, delikatnie muskałem niebieski pasek materiału, a pozostałymi palcami dotykałem jej wąskiej tali. Jako że było gorąco, obydwoje byliśmy już bez butów. Patrzyła na moją dłoń, która, za moment, miała wedrzeć się pod jej ubranie i uśmiechała się.
-Czy ty wiesz, co za chwilę się stanie? - spytałem, patrząc jej w oczy.
-Wiem i wcale mi to nie przeszkadza, - odpowiedziała spokojnie.
Od pierwszej sekundy, kiedy ją ujrzałem, bardzo mnie podniecała, chciałem wziąć ją w ramiona. Już wyobrażałem sobie, co kryje pod spodem ten niebieski materiał. Opadła plecami na wysoki kontuar i przechyliła się do tyłu. Ująłem ją za piersi i zacząłem uciskać. Jej oddech momentalnie przyspieszył. Patrzyła na moje dłonie gotowa pozwolić mi na wszystko.
-Niebezpiecznie jest zaczepiać nieznajomych facetów. Nie boisz się?
Spojrzała na mnie uważnie.
-Nie. Uwielbiam ryzyko. To daje dreszczyk emocji, który bardzo mnie nakręca, - odezwała się z dużą pewnością siebie.
-Trzymam cię za cycki. Nie znam cię. Wiesz, co to oznacza? - zadałem prawie że retoryczne pytanie.
-Wiem. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę i liczę na to, że posuniesz się jeszcze dalej, kowboju.
Była bardzo, ale to bardzo bezpośrednia i zanosiło się na ostrą zabawę. Rozpięła swoje palce na moich biodrach. Jej kolano powoli zaczęło wjeżdżać pomiędzy moje uda. “No zaczyna się”, - pomyślałem. Czułem, że penis w moich spodniach szybko nabiera odpowiednich rozmiarów. Pod swoimi dłońmi czułem jej miękkie gorące ciało i szybki nerwowy oddech. Chciałem ją przelecieć tu i teraz, bardzo gwałtownie. Wziąć ją - o tak, nie zważając na nic i niczym się nie przejmując.
-Ty, rzeczywiście, się nie boisz, - rzuciłem prowokacyjnie. - Jesteś taka miękka…
Jej wzrok wyrażał wyczekiwanie.
-Nie przerywaj, mów dalej.
Odwróciła się bokiem a ja, stopniowo, zaczynałem się na nią wdzierać, zmuszając, by położyła się na ladzie. Miałem jej uda między swoimi nogami, kolanem wciskała się w moje krocze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz