Szukaj na tym blogu

17 kwietnia 2022

Spotkanie po latach.

3. Jesteś we mnie.


-Och, kowboju, jesteś we mnie! Och, wypełniasz mnie! Och, tak mi dobrze, tak cudownie! - jęczała półprzytomnie. 


Przyssałem się do jej cycka i zacząłem ciągnąć go, jak opętany. Jakby to była jedyna rzecz, jakiej do tej pory pragnąłem. 

-Ach kowboju, jak ty dobrze to robisz. O tak, tak ciągnij go, ciągnij, proszę… och!

Szarpnęła dół mojej koszulki i z zaczęła zdzierać ją z mojego ciała. Kolanami dotykała mojego, nagiego brzucha. Była gorąca, drżała. Ssałem jej pierś, powoli tracąc poczucie rzeczywistości. 

-Mmmmmm, mmmmm… - mruczałem jak kot. 

Każdy kolejny krok był coraz bardziej gorący i podniecający. Chciałem rżnąć się jak dzikie zwierzę. 

-No to co, teraz to zrobimy, och?! - westchnęła.

Nie było, na co czekać. Mój kutas był już gotowy i potrzebował porządnego ruchanka. Usiadła ze stopami na barze a ja, szybko ściągnąłem z jej tyłka białe, koronkowe majteczki. Szeroko rozsunęła kolana, bez skrępowania pokazując mi wygoloną, ciasną cipeczkę. 

-Bez nich zdecydowanie będzie ci wygodniej, prawda? - szepnąłem.

-Och tak, zdejmij mi je, - wyrzuciła z siebie.

Jej skośnie ścięta sukienka zadarta była już na sam brzuch. Powoli uwalniałem jej figi: najpierw z jednej, później z drugiej nogi. 

-Za chwilę zajmę się resztą, - uśmiechnąłem się.

Obydwie jej duże piersi były już na górze. 

-Moja pizdeczka wysyła rozpaczliwe S.O.S., natychmiast potrzebuje pomocy w postaci twardego, grubego chuja, - powiedziała, a ja doskonale wiedziałem co mam robić.

-Już, już, spokojnie, - mruczałem, szamocząc się z jej, drobno utkanymi, cieniutkimi figami. 

Byłem rozebrany do połowy, moje opalone ciało buchało gorącem i podnieceniem. Musiała to czuć. 

-Taki dziki, napalony samiec w moim barze nie trafia się zbyt często, - powiedziała bardziej do siebie, niż do mnie, - nie wypuszczę cię stąd, dopóki nie zerżniesz mnie tak, że nie będę mogła chodzić. 

-Och, że co? - stęknąłem, jakbym potrzebował dalszych wyjaśnień. Nie odpowiedziała. 

Kiedy pozbyłem się już jej majtek, opadłem twarzą w jej krocze, wprost w rozgrzaną, wilgotną, ciasną szparkę. To było słodsze od plastra miodu. 

-Ooooooch kowboju, jesteś taki gorący! - jęknęła, - Twój język doprowadza mnie do obłędu. 

Ja także byłem zadowolony. Płatki jej róży były drobniutkie, delikatne, mokre i gorące, wprost stworzone do częstego i dokładnego lizania. 

-Dziewczyno, ale jesteś rozpalona, - westchnąłem i rozchyliłem jej cipkę palcami 

-Yyyyyyych, tak, właśnie tak! Liż mnie! - syczała, jak żmija.  

Grzywką ocierałem się o jej ogromne cycki, czułem jej rozpalony, słodki zapach i byłem coraz bardziej podniecony. Wszystko we mnie drżało, gotowało się jak woda w garnku. 

-Masz zajebistą pipkę, panienko. Nigdy wcześniej takiej nie widziałem. Nigdy takiej nie lizałem. 

Opadła do tyłu opierając się na łokciach. Pozbyłem się spodni i slipów za jednym zamachem. Nie były mi teraz potrzebne. Nie przejmowałam się, ze ktoś może wejść. W ogóle o tym nie myślałem. Mój kutas wyskoczył, jakby miał w sobie jakąś sprężynę. Wlazłem na niski stołek, uniosłem jej nogę pionowo do góry i położyłem na swoim ramieniu. Przyciągnąłem jej ciało na krawędź baru i jednym pewnym pchnięciem, wszedłem w jej ciasną szparkę. To był kosmos. 

-Och, kowboju, jesteś we mnie! Och, wypełniasz mnie! Och, tak mi dobrze, tak cudownie! - jęczała półprzytomnie. 

Zacząłem poruszać biodrami. Mój kutas płynnie pracował w jej norce. Wchodziłem i wychodziłem, wchodziłem i wychodziłem… przenikało mnie gorąco i słodycz. Byłem w niebie. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...