Szukaj na tym blogu

16 kwietnia 2022

Spotkanie po latach.

2. Liczę na to, że mnie porządnie zerżniesz. 


-Posłuchaj kowboju, - zaczęła zdecydowanym głosem, - liczę na to, że mnie porządnie zerżniesz. Mam nadzieję, że staniesz na wysokości zadania. 


-Wiesz, jaki jestem napalony? - szepnąłem jej do ucha. 

Nie patrzyła na mnie. Jej spojrzenie utkwione było w drugim końcu sali i wyrażało zdecydowanie. Chociaż mogło mi się tylko tak wydawać, ale to nie było takie istotne. Najważniejsze, że ja nie widziałem już odwrotu. 

-Mam nadzieję, że bardzo, - powiedziała spokojnie. 

Posuwałem się stopniowo do przodu. Krok po kroku byłem coraz dalej. Bawiłem się jaj piersiami. Przez cienki materiał czułem ich kształt i wielkość. Rozsunęła szerzej nogi, jeszcze bardziej wciskając się na mnie. 

-Och kowboju, - westchnęła, - ty rzeczywiście jesteś podniecony. 

Chwyciłem ją mocno i zmusiłem, by odwróciła się do mnie tyłem. Wsunąłem dłonie pod materiał i ująłem jej gołe cycki. Chciałem tylko jednego. Czułem, jak moje serce mocno wali. 

-Jeszcze możesz się wycofać, - szepnąłem jej do ucha, choć tak naprawę miałem nadzieję, że tego nie zrobi. Wszystko było na właściwych torach, a ja nie chciałem niczego stracić. 

-Och, zabijako ty jeden, - jęknęła z przejęciem.  

Odebrałem to jako przyzwolenie. 

-Jak masz na imię? - spytałem.

-Krystyna, - westchnęła.

Mocno docisnąłem ją do baru. 

-Krysia… ładnie… Wiesz co Krysiu? - zacząłem. 

Wyprostowała się, ocierając plecami o moją klatkę piersiową. Jej cycki były boskie, niepowtarzalne, wielkie, miękkie, a jednocześnie sprężyste. Obydwoje byliśmy już gotowi. Jedną ręką odpychała się od lady, a drugą ściskała moje udo. Napierałem swoim penisem na jej pośladki, drżałem. Zanosiło się na dobry seks. 

-Co, kowboju? - spytała zalotnie.

-Jestem nagrzany, jak dziki ogier. Mam zamiar cię zerżnąć jak starą kurwę. Co ty na to?

Podejrzewałem, że nieco zbije ją to z tropu, ale nic takiego się nie stało. 

-To dobrze. To bardzo dobrze, - odpowiedziała, a ja zrozumiałem, że jest jeszcze bardziej podniecona niż ja. 

Prowokowałem dalej:

-Mogę być niebezpieczny.

Uśmiechnęła się gorąco. 

-To też dobrze. Lubię to.

Musiała czuć mojego, grubego, twardego fiuta między swoimi pośladkami. Prawie w tej samej chwili jednym ruchem dłoni rozpięła pasek moich spodni.

-Wiesz, czego chcesz, dziewczyno, - skwitowałem z zadowoleniem. 

Ująłem ją w talii, uniosłem i posadziłem na ladzie. Szybko rozsunąłem materiał jej sukienki na boki i wyłuskałem dwa duże balony. Wieńczyły je ogromne, ciemne brodawki i sterczące sztywne sutki. 

-Oooooooch! - jęknąłem z podniecenia, kiedy je zobaczyłem. 

No i stało się. Przekroczyliśmy barierę, zza której nie było już powrotu. Zresztą zdaje się, że o samego początku nikt nigdzie nie chciał wracać. Chociaż teraz stało się to znacznie trudniejsze. Od teraz bowiem moim zachowaniem kierował już tylko instynkt. Zdrowy rozsądek został wyrzucony gdzieś na zewnątrz. 

-Posłuchaj kowboju, - zaczęła zdecydowanym głosem, - liczę na to, że mnie porządnie zerżniesz. Mam nadzieję, że staniesz na wysokości zadania. 

Przeszedłem do realizacji zadania. Wszystko, co robiłem, lubiłem wykonywać dobrze. Chwyciłem jej cycki z dwóch stron i zagarnąłem do środka. Zbliżyłem się, wysunąłem swój duży, szorstki język i zacząłem nim pocierać ze wszystkich stron jej napęczniałe antenki. 

-O tak, wyliż je… dokładnie… przystojniaku, - mówiła, a jej głos był już bardzo miękki i gorący. 

Zamknąłem oczy, by móc się lepiej skupić na swoim zajęciu, jakie mi powierzyła. Czułem zapach jej aksamitnej, miękkiej skóry.

-Ooooch, ooooch… - dyszałem. 

Majtała w powietrzu nogami, coraz bardziej zaciskając swoje kolana na moich bokach. Czułem, że dół jej sukienki podjeżdża coraz wyżej, by w końcu zatrzymać się w okolicach majteczek. 

-Jesteś moja samico, jesteś moja, nie pozwolę ci już uciec, - szeptałem.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...