2. Liczę na to, że mnie porządnie zerżniesz.
-Posłuchaj kowboju, - zaczęła zdecydowanym głosem, - liczę na to, że mnie porządnie zerżniesz. Mam nadzieję, że staniesz na wysokości zadania.
-Wiesz, jaki jestem napalony? - szepnąłem jej do ucha.
Nie patrzyła na mnie. Jej spojrzenie utkwione było w drugim końcu sali i wyrażało zdecydowanie. Chociaż mogło mi się tylko tak wydawać, ale to nie było takie istotne. Najważniejsze, że ja nie widziałem już odwrotu.
-Mam nadzieję, że bardzo, - powiedziała spokojnie.
Posuwałem się stopniowo do przodu. Krok po kroku byłem coraz dalej. Bawiłem się jaj piersiami. Przez cienki materiał czułem ich kształt i wielkość. Rozsunęła szerzej nogi, jeszcze bardziej wciskając się na mnie.
-Och kowboju, - westchnęła, - ty rzeczywiście jesteś podniecony.
Chwyciłem ją mocno i zmusiłem, by odwróciła się do mnie tyłem. Wsunąłem dłonie pod materiał i ująłem jej gołe cycki. Chciałem tylko jednego. Czułem, jak moje serce mocno wali.
-Jeszcze możesz się wycofać, - szepnąłem jej do ucha, choć tak naprawę miałem nadzieję, że tego nie zrobi. Wszystko było na właściwych torach, a ja nie chciałem niczego stracić.
-Och, zabijako ty jeden, - jęknęła z przejęciem.
Odebrałem to jako przyzwolenie.
-Jak masz na imię? - spytałem.
-Krystyna, - westchnęła.
Mocno docisnąłem ją do baru.
-Krysia… ładnie… Wiesz co Krysiu? - zacząłem.
Wyprostowała się, ocierając plecami o moją klatkę piersiową. Jej cycki były boskie, niepowtarzalne, wielkie, miękkie, a jednocześnie sprężyste. Obydwoje byliśmy już gotowi. Jedną ręką odpychała się od lady, a drugą ściskała moje udo. Napierałem swoim penisem na jej pośladki, drżałem. Zanosiło się na dobry seks.
-Co, kowboju? - spytała zalotnie.
-Jestem nagrzany, jak dziki ogier. Mam zamiar cię zerżnąć jak starą kurwę. Co ty na to?
Podejrzewałem, że nieco zbije ją to z tropu, ale nic takiego się nie stało.
-To dobrze. To bardzo dobrze, - odpowiedziała, a ja zrozumiałem, że jest jeszcze bardziej podniecona niż ja.
Prowokowałem dalej:
-Mogę być niebezpieczny.
Uśmiechnęła się gorąco.
-To też dobrze. Lubię to.
Musiała czuć mojego, grubego, twardego fiuta między swoimi pośladkami. Prawie w tej samej chwili jednym ruchem dłoni rozpięła pasek moich spodni.
-Wiesz, czego chcesz, dziewczyno, - skwitowałem z zadowoleniem.
Ująłem ją w talii, uniosłem i posadziłem na ladzie. Szybko rozsunąłem materiał jej sukienki na boki i wyłuskałem dwa duże balony. Wieńczyły je ogromne, ciemne brodawki i sterczące sztywne sutki.
-Oooooooch! - jęknąłem z podniecenia, kiedy je zobaczyłem.
No i stało się. Przekroczyliśmy barierę, zza której nie było już powrotu. Zresztą zdaje się, że o samego początku nikt nigdzie nie chciał wracać. Chociaż teraz stało się to znacznie trudniejsze. Od teraz bowiem moim zachowaniem kierował już tylko instynkt. Zdrowy rozsądek został wyrzucony gdzieś na zewnątrz.
-Posłuchaj kowboju, - zaczęła zdecydowanym głosem, - liczę na to, że mnie porządnie zerżniesz. Mam nadzieję, że staniesz na wysokości zadania.
Przeszedłem do realizacji zadania. Wszystko, co robiłem, lubiłem wykonywać dobrze. Chwyciłem jej cycki z dwóch stron i zagarnąłem do środka. Zbliżyłem się, wysunąłem swój duży, szorstki język i zacząłem nim pocierać ze wszystkich stron jej napęczniałe antenki.
-O tak, wyliż je… dokładnie… przystojniaku, - mówiła, a jej głos był już bardzo miękki i gorący.
Zamknąłem oczy, by móc się lepiej skupić na swoim zajęciu, jakie mi powierzyła. Czułem zapach jej aksamitnej, miękkiej skóry.
-Ooooch, ooooch… - dyszałem.
Majtała w powietrzu nogami, coraz bardziej zaciskając swoje kolana na moich bokach. Czułem, że dół jej sukienki podjeżdża coraz wyżej, by w końcu zatrzymać się w okolicach majteczek.
-Jesteś moja samico, jesteś moja, nie pozwolę ci już uciec, - szeptałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz