8. W dzikim transie miłości.
No i stało się to, co miało się stać. Byłem tak podniecony, że w żaden sposób nie mogłem powstrzymać nadciągającego gigantycznego orgazmu. Zacząłem trząść się dygotać jak w febrze.
Chyba to wyczuła. Zwolniła uścisk na moim wielkim zaganiaczu i odsunęła głowę, a ja, chwyciwszy go za trzon, zdołałem poruszyć tylko kilka razy.
Była niesamowita. Nawet nie otworzyła oczu, dokładnie wiedziała co się ze mną dzieje. Przykucnęła na betonie, kładąc dłonie na własnych udach i opuszczając twarz nieco poniżej mojego przyrodzenia. Po chwili szeroko otworzyła usta.
Moje nasienie spadło wprost na jej opuszczone powieki. Dopiero później trafiło do buzi. Jezu, jakież to było niesamowite! Ochlapałem jej nos, oczy, usta, policzki i brodę. Nasienie, obfitymi, grubymi kroplami, spadło także na jej dekolt i piersi.
Trząsłem się i dygotałem jak galaretka owocowa. Mój, czerwono fioletowy, kutas pokrył się siecią gęstych żył. Patrzyłem na nią i miałem świadomość, że oto spotkało mnie coś najwspanialszego w życiu.
Kiedy, po kilku minutach, powoli dochodziliśmy do siebie, wszystko zdawało się być zasnute delikatną mgłą. W zasadzie widziałem tylko najbliższe przedmioty: kawałek chodnika wokół nas. Widziałem ją w aureoli. Była jak anioł: cudowna, niewinna. To był najcudowniejszy haj, jakiego doznałem w życiu.
Chwyciła mnie za penisa, uniosła do góry swoją zalaną spermą twarz i uśmiechnęła się tak słodko, tak ciepło, że zapragnąłem wziąć ją w ramiona. Chciałem ją przytulić przycisnąć mocno do siebie i kochać się jeszcze i jeszcze, długo, długo bez końca.
-I jak Mam nadzieję, że ci się to podobało? - spytała tak, jakby właśnie dała mi urodzinowy prezent.
Drżałem, wciąż nie mogłem dojść do siebie.
-Dziewczyno, czy ty wiesz co właśnie zrobiłaś?! Boże, chodźmy gdzieś, schowajmy się… Słodka moja... Chcę się z tobą kochać rozumiesz? - wyrzuciłem to z siebie niemalże na jednym oddechu.
Ten dzień był wyjątkowy. Zupełnie się zapomniałem. Zapomniałem o tym, co robiłem wcześniej i co będę robił później. Liczyło się tylko to, że jestem z nią. Liczyła się tylko ta piękna śliczna osoba i seks z nią.
Nie wiem jakim cudem znaleźliśmy się w tym opuszczonym budynku, który mieliśmy za sobą. Zachowywaliśmy się jak para szalonych, napalonych nastolatków. To była willa. Duży, piękny, przestronny dom i na dodatek dobrze utrzymany. Było tu czysto. Najprawdopodobniej wcale nie był opuszczony. Bez cienia wątpliwości, ktoś tutaj regularnie sprzątał.
Nie mieliśmy czasu na szukanie sypialni, czy jakiegokolwiek innego, bardziej wygodnego miejsca. Byliśmy tak podnieceni, że chcieliśmy to zrobić już w tej chwili.
Po dostaniu się do środka, znaleźliśmy się w szerokim, przestronnym korytarzu wyłożonym marmurem. Gdzieś w jego perspektywie dostrzegłem salon z wygodnymi fotelami, ale mordęgą byłoby dla mnie tam iść, skoro miałem obok siebie szerokie parapety.
Usiadłem na jednym z nich, a ona bez zwłoki weszła na moje kolana i od razu nadziała się na mojego napęczniałego, grubego kutasa.
-Uuuuuuuuuaaaaaaach! - westchnęła, prężąc kręgosłup i wyginając się do tyłu.
Chwyciłem ją za pośladki i z całych sił pociągnąłem do siebie. Weszłam w nią do samego końca. Jej cipka była tak ciasna, tak gorąca, wilgotna, że od razu zakręciło mi się w głowie.
Całe jej ciało dygotało, szarpało, trzęsło się, a ja nie chciałem jej puścić. Do tej pory nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak bardzo jest podniecona i spragniona męskiego członka. Jej piersi rozgniatały się na mojej klatce piersiowej, a cipka zaczynała tańczyć w dzikim transie miłości.
Jeszcze raz powtórzę to z całą pewnością i z całą siłą. To co nas spotkało, było czymś bardzo wyjątkowym, wręcz trudnym do opisania. Wszystko było takie ulotne, romantyczne, delikatne, a jednocześnie tak bardzo przesiąknięte erotyzmem, seksem i dziką namiętnością. Było w tym mnóstwo żywiołowości i radości życia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz