6. Przy pomocy mojego smyczka.
Teraz uniosła swoje kolana do góry i jeszcze bardziej wypięła muszelkę w moją stronę. W ten sposób mogłem lepiej i dokładniej ją penetrować.
Czas jakby się zatrzymał, akcja sunęła swoim, tylko sobie znanym, tempem. Odkrywałem jej wnętrze, jej gorące, ciasne, wszechogarniające wnętrze, które tak dobrze robiło mojemu kutasowi. Raz za razem wchodziłem i wychodziłem, wchodziłem i wychodziłem, coraz bardziej zdecydowanie, coraz bardziej agresywnie, jednak wciąż byłem dość delikatny, tak, aby nie wyrządzić jej zbytniej krzywdy. Była przecież moją perełką.
Jeszcze raz jęknęła. Był to jęk drżący, przejmujący, głęboki, a jednak tak bardzo cichy, ledwie słyszalny i dla mnie zrozumiały, tak bardzo wyrazisty.
Przyspieszyłem. Wchodziłem i wychodziłem, wchodziłem i wychodziłem, coraz szybciej, coraz szybciej, jak lokomotywa. Nie mogłem oderwać wzroku od jej cudownej cipeczki. Do tyłu do przodu, do tyłu, do przodu, raz, dwa, raz, dwa, raz, dwa...
Boże cóż to była za rozkosz! Mój penis już prawie strzelał w nią gorącym, gęstym nasieniem. Byłem coraz bliżej i ona też już prawie dochodziła. Jeszcze raz podniosłem swoją głowę i spojrzałem na jej piersi. Ona także się nieco podniosła i patrzyła na mnie, a raczej na to co z nią wyczyniam. Co chwilę z jej gardła wydobywały się ciche odgłosy:
-Oooch, ooooch, oooch…
Patrzyła na mnie, układając swoje ramiona na obojczykach. Patrzyła tak, jakby mnie błagała, jakby mnie błagała, abym ją bardziej i mocniej posiadł, bym ją szybciej doprowadził na sam szczyt, bym zabrał ją już w tej chwili do raju.
Po chwili bawiła się już swoimi wspaniałymi, niepowtarzalnymi piersiami. Opadła na posłanie, pochyliła głowę na bok i patrzyła już, jakby trochę bardziej wyluzowana. Bezustannie co kilka sekund z jej gardła wydobywały się ciche stęknięcia i pojękiwania. Słyszałem też swój własny ciężki oddech. Miałem wrażenie, że moje serce wyskoczy mi z klatki piersiowej. Byłem na skraju wyczerpania, tak bardzo zmęczony, tak bardzo podniecony, ale jednak tak bardzo szczęśliwy.
Moje głębokie ciężkie oddechy mieszały się z jej cichym słodkim pojękiwaniem. Delikatnie uniosłem wyżej jej sukienkę, a pod spodem ujrzałem cudowną kolorową różę. To był tatuaż. Czerwona róża z zielonymi listkami, łodyżka ułożona ukośnie wzdłuż pachwiny. Ten widok całkowicie rozłożył mnie na łopatki i jeszcze bardziej się podnieciłem.
Nie przerywając akcji muskałem ją samymi czubkami palców tak, jakby to miejsce było święte, jakbym patrzył na cudowną ikonę. Każdy ruch przychodził mi z coraz większym trudem, czułem jak po moich plecach spływają fale zimna i gorąca.
Byłem cały spięty. Wchodziłem i wychodziłem, wchodziłem i wychodziłem... do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu... patrzyłem, jak mój kutas porusza się w jej ciasnej cipeczce. Jej odgłosy, jęki i westchnienia stawały się coraz głośniejsze, coraz słodsze i coraz bardziej przejmujące.
Patrzyłem na jej ciasną cipeczkę. Patrzyłem na to, co robię i miałem wrażenie, że już dłużej nie wytrzymam. Każda sekunda była dla mnie wiecznością. Jej pojękiwania stały się niczym galareta, drżące, szarpiące całym ciałem.
Masowałem jej wisienkę i poruszałem się w jej wnętrzu: do przodu, do tyłu, do przodu, do tyłu… Czas jakby się zatrzymał, film jakby powtarzał tą samą klatkę... do przodu, do tyłu, do przodu, do tyłu... słodko, miękko, upojnie.
Ona wiedziała, że nie może zrobić nic innego, jak tylko poddać się czarowi, tej cudownej akcji, tej fali, dać ponieść się jej tam, gdzie tylko chcę ją zanieść.
Bez przerwy, ciągle to samo... moje płynne szybkie ruchy, przeplatane jej pojękiwaniami i westchnieniami oraz moje głębokie oddechy. To wszystko łączyło się w jedną, upojną, wielką całość, w jeden cudowny akt, koncert grany na jej młodym, wspaniałym ciele przy pomocy mojego smyczka.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz