9. Legła na plecach.
Helenka była tak bardzo podniecona, tak bardzo mocno wtuliła się w moje ramiona, z taką siłą, że zabolało. Odchyliłem się do tyłu, opierając o szybę, a ona napierała na mnie swoim ciałem.
Trzymałem ją za pośladki i przyciskałem do siebie. Zębami zagryzała skórę na moim obojczyku. Tak bardzo drżała. Czułem bicie jej serca, słyszałem szybki oddech.
Powoli, centymetr po centymetrze próbowała unieść swoje biodra do góry. Cały czas walczyła z moimi ramionami, które nie pozwoliły oddalić się jej zbyt mocno. W ten sposób wykonywaliśmy delikatne ruchy do góry i do dołu.
-Matko święta, Kuba zwariuję, Kuba... och Kuba... och, och dochodzę! - jęczała do mojego ucha.
Byłem, szczęśliwy, naprawdę bardzo szczęśliwy. Miałem w swoich ramionach cudowną, wspaniałą dziewczynę, tak bardzo podnieconą i tak bardzo spragnioną seksu.
Po jakimś czasie, kiedy jej orgazm powoli dobiegł do końca, zeszła ze mnie i stanęła między moimi nogami. Prawą dłonią chwyciła mnie za szyję i tak mocno przyciągnęła do siebie, że prawie zetknęliśmy się czołami. Lewą dłonią chwyciła za mojego twardego zaganiacza i mocno ścisnęła, nie pozwalając mi się teraz spuścić. Trzęsłem się, dygotałem, ale stopniowo poskutkowało. Największe napięcie stopniowo mijało.
-Och, mówiłam, że będzie ci dobrze, - powiedziała, patrząc w moje oczy.
-Jezu Helenka! Jesteś niesamowita, - odpowiedziałem, uśmiechając się.
Byłem bardzo podniecony, mój penis pulsował, falował i domagał się całkowitego spełnienia. Chciałem jeszcze, chciałem kochać się jeszcze z nią tutaj, teraz.
Zsunąłem się z parapetu, chwyciłem jej delikatną drobną postać i odwróciłem do siebie tyłem. Tak chciałem ją wziąć. Poddała się moim zabiegom bez najmniejszego oporu. Jak lunatyk, jak narkoman robiłem to, co powinienem w tej chwili był zrobić.
Powoli, bez pośpiechu, ale zdecydowanie ustawiałem ją w odpowiedniej pozycji. Tak, żeby było mi wygodnie spenetrować jej ciasną szparkę. W ostatniej chwili próbowała się odwrócić chwycić mnie za szyję. Nie wiedziałem, czy chce mnie pocałować, czy też coś powiedzieć.
W końcu, trzymając ją za brzuch i pośladek zmusiłem, aby odwróciła się do okna przodem i oparła o parapet. Była taka drobna, tak delikatnie seksowna i podniecająca, jak nimfa, jak samoistny afrodyzjak.
Była już w odpowiedniej pozycji, pochylona do przodu i wsparta łokciami o blat. Rozstawiła przy tym szeroko swoje zgrabne nogi a ja usadowiłem się między nimi. Chwyciłem ją za pośladki i wszedłem kutasem między jej uda. Och, cóż to było za niebiańskie uczucie!
Bez problemu trafiłem tam, gdzie trzeba. Mój chuj był bardzo sztywny i twardy. Opleciony siecią fioletowych żył, niczym sękaty korzeń, wdzierał się w jej wilgotne, gorące wnętrze bez najmniejszych oporów. Byłem zaskoczony, bo przecież już raz już się spuściłem. Napęczniały banan, wygięty łukowato do góry, szedł poprzez jej trzewia jak kret. Moja słodka kochanka odwróciła lekko głowę i próbowała obserwować poczynania wielkiego penetratora.
Ten dzień miał być dłuższy i obfitować w bardziej przejmujące doznania. Kiedy ją zobaczyłem, do głowy by mi nie przyszło, że to wszystko skończy się w ten sposób. Ta dziewczyna była pełna energii, kipiała gorącem, niczym wulkan.
Teraz nic już nie stało na przeszkodzie, by puścić wodze fantazji i bez reszty oddać się naszym uniesieniom miłosnym. Coraz bardziej pewni siebie napawaliśmy się sobą nawzajem, oddawaliśmy się sobie w coraz głębszych i bardziej obfitych doznaniach erotycznych.
Tak jak przypuszczałem, w końcu znaleźliśmy się jednak w tym wielkim przestronnym salonie. Na jego środku znajdowała się wygodna sofa. Przykryta była jasną miękką narzutą. Kiedy dotarłem do tego miejsca z moją cudowną, młodą kochanką, ułożyłem ją na miękkim, wygodnym posłaniu. Legła na plecach i od razu szeroko rozstawiła swoje uda, zapraszając mnie do środka.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz