16. Wejdzie do mojego łóżka.
Ona, natomiast, była zupełnie inna. Nie wiem dlaczego, ale od jakiegoś czasu, regularnie przychodziła właśnie do mnie. Niby tak, bez powodu, pogadać. Nigdy o to nie zabiegałem. Czasami nie miałem ochoty na takie spotkania, ale zwykle z uprzejmości, nie wypraszałem jej. No i tak gadaliśmy sobie o pogodzie, o filmach i muzyce.
W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że to ona bardziej lubi mnie niż ja ją. Byłem raczej obojętny wobec niej i raczej tolerowałem jej obecność, niż byłem w jakiś szczególny sposób zaangażowany. Jednak, po tych wszystkich latach i życiowym doświadczeniu, śmiało mogę powiedzieć, że miała nietypową intuicję. Tak jakby miała w głowie zamontowany jakiś kompas, barometr mojego samopoczucia. Zawsze wybierała takie momenty, kiedy nikogo u mnie nie było. Zwykle były to momenty, kiedy rzeczywiście potrzebowałem czyjejś obecności kiedy potrzebowałem z kimś po prostu pobyć i porozmawiać. Teraz, po latach trochę żałuję, że pozwoliłem jej odejść, że nie zwróciłem na nią większej uwagi.
Więc była tu, siedziała naprzeciwko mnie nie i kręciła się niecierpliwie. Czułem, że coś chodzi jej po głowie, nie mogłem jednak stwierdzić z całą pewnością, co mogło to być. Z drugiej jednak strony, miałem pełną świadomość, że rzeczywiście, jest bardzo zmarznięta. Nie udawała. Było to widać. Jej usta były sine. Powiem szczerze, że byłem w prawdziwej rozterce. Naprawdę nie wiedziałem, co mam zrobić.
Patrzyłem tylko, jak co chwilę, chucha w swoje dłonie pomimo, że w pokoju było około dwudziestu pięciu stopni. Drżała na całym ciele. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że jest wychłodzona. Zresztą, ja sam, w podobnej sytuacji, złapałem przeziębienie. Ją dzielił już tylko jeden mały krok od tego niebezpiecznego stanu.
W pewnym momencie, patrząc na mnie jak mały skopany pies, odezwała się:
-Wiesz co... czuję, że się rozpadam. Normalnie rozsypuję się na kawałeczki. Nie mogę się pozbierać. Boże, jak mi zimno! Słuchaj... tam... u ciebie... pod kołdrą jest cieplutko, co?
Spojrzałem jej w oczy. Szukałem jakiegoś drugiego dna w tej sytuacji, ale go nie zobaczyłem.
-Ano... cieplutko, - odpowiedzialnym, - jestem spocony.
Chciałem jeszcze coś powiedzieć, ale mi otworzyłem usta, dorzuciła:
-Wejdę do ciebie.
Dopiero teraz w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka. Nie, właściwie nie wiem co to było. Poczułem się bardzo dziwnie. Przed chwilą, może przed paroma minutami, zanim tu weszła wyobrażałem sobie różne, bardzo gorące, sytuacje. Mój kutas był naprężony do granic wytrzymałości i tylko czekał na odpowiednią okazję, kiedy będzie mógł pozbyć się całego nadmiaru spermy. A tutaj ona sama prowokuje coś, co może przynieść nieoczekiwane konsekwencje.
-He?! - wyrwało się z moich ust.
-Proszę, pozwól mi wejść do siebie. Ogrzeję się trochę i sobie pójdę.
Czułem, że robi mi się jeszcze bardziej gorąco, a moje ciało automatycznie zaczyna dygotać. Z jednej strony budził się we mnie potwór, agresor i erotoman, myślący tylko o seksie, z drugiej zaś poczułem w sobie obrońcę i opiekuna. Wszak rzeczywiście potrzebowała pomocy i trudno było jej tego odmówić.
-Dobrze, - powiedziałem.
Spojrzałem na nią zaskoczony, ale wygrała we mnie ta dobra część osobowości. Pierwszy raz w swoim życiu spotkałem się z podobną sytuacją. Pierwszy raz dziewczyna zaproponowała mi, że wejdzie do mojego łóżka. Nie byłoby może w tym nic takiego zdrożnego, gdybym tak bardzo nie był podniecony, gdyby moja fujara nie sterczała tak mocno.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz