2. Dziewczyna.
Nie wiem jak inni ale, dla mnie było to dosyć krępujące. Przynajmniej na samym początku. Musiałem zdobyć się na dość duży wysiłek, aby pozbyć się pierwszego, dosyć silnego, skrępowania. No niestety, trzeba było rozebrać się do bielizny, do tak zwanych gaci. Wszystko to w pomieszczeniu ogólnodostępnym, gdzie bardzo często byli postronni ludzie. Ludzie niezbyt dobrze wychowani i czasami wścibscy, robiący różne śmieszne kawały.
Oczywiście, przy prysznicach, w zasięgu ręki, były wieszaki, na których można było powiesić ubranie, jednak nie robiło się tego zbyt często. No chyba, że ktoś chciał zamoczyć własne spodnie. Dlatego ja, jak i większość moich kolegów, robiliśmy w ten sposób, że ciuchy zostawiliśmy na parapecie i w samych slipach wchodziliśmy poza murek. Ręcznik można było zarzucić na ściance działowej, bądź powiesić na tym czymś co miało pracować za wieszak.
Oczywiście zdarzało się dużo różnych żartów. Czasami ktoś komuś zwędził właśnie taki ręcznik. Innym razem przez murek ktoś wlał garnek lodowatej wody prosto na głowę.
No cóż, tak to bywało. Jednak, na szczęście, były to sporadyczne przypadki. Na co dzień zwykle mieszkańcy wzajemnie się szanowali i nie przeszkadzali sobie nawzajem. Czym innym jest fakt, że porę kąpieli wybierało się o takiej godzinie, podczas której niewielu lokatorów przebywało w tym pomieszczeniu. Nie oznacza to, że nie było innych problemów z tym związanych. Czasami zdarzały się kolejki.
Tego dnia, kiedy się tutaj pojawiłem, było jeszcze dosyć wcześnie. Powód takiego stanu rzeczy był prosty. Do pracy chodziłem na piątą rano i kończyłem w trzynastej. W tych godzinach w hotelu przebywało jeszcze bardzo mało ludzi. Byłem pewny, że bez problemu skorzystam z kąpieli.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy wszedłszy do środka, dotarło do mnie, że łazienka jest już przez kogoś okupowana. Z moich obliczeń wynikało, że o tej godzinie, nie powinno być tutaj nikogo. Żeby nie było, że popełniłem jakąś gafę, sam przed chwilą sprawdzałem. O ile mnie pamięć mnie myliła, pięć minut wcześniej łazienka była kompletnie pusta.
“Hm… no trudno”, - pomyślałem.
Przecież natryski były dwa. Jeden po prawej, drugi po lewej stronie. Bez problemu mogły się kąpać dwie osoby jednocześnie. Nie jeden raz gadałem sobie podczas kąpieli z jakimś kolesiem o różnych pierdołach, o tak zwanej dupie Marynie.
Byłem grzecznym, dobrze wychowanym, chłopcem. No może nie do końca, ale zawsze starałem się trzymać fason. W pierwszym momencie postanowiłem wejść pod ten drugi natrysk. Chociaż, przyznam szczerze, że jakoś specjalnie nie byłem tym zachwycony. Wiedziałem, że po tej stronie słuchawka jest rozwalona. Trzeba było używać gołego wężyka. Chociaż jest drugi powód, dla którego nie chciałem nigdy włazić pod prysznic od drzwi. Chodzi o to, że, co bardziej wścibski kolega mógł zerknąć sobie za przepierzenie. Nie żeby się do mnie dobierać. Nic z tych rzeczy. Tu chodziło raczej o bardzo głupie i sprośne żarty.
Trudno. Jeżeli nie mogłem skorzystać z natrysku przy oknie, nie było nad czym płakać. Trzeba było brać to co jest. W tym czasie, kiedy kombinowałem, w którym miejscu rzucić ciuchy, dotarło do mnie, że coś jest nie tak. Niby wszystko w porządku, ale jednak coś się nie zgadzało.
Z odgłosów dobiegających z tamtej strony, oczywiście oprócz plusku wody, mogłem wywnioskować, że… no tak… na sto procent, była tam dziewczyna. Speszyłem się i… co najgorsze, chociaż może nie takie złe… podnieciłem się.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz