Szukaj na tym blogu

10 kwietnia 2018

Relacje koleżeńskie.

26. Na końcu świata.

Osiedle położone było na końcu świata. Tuż obok płynęła Wisła, wszędzie pełno krzaków i zarośli, rano można było posłuchać śpiewu ptaków, a w księżycowe noce dziki podchodziły pod samo ogrodzenie. Jednym słowem, wrony tam zawracały. Niemniej, muszę przyznać, że dojazd był bardzo dobry. Pamiętam, że kiedyś zamiast na obchód, chodziłem nad wodę, popatrzeć jak odpływa prom na drugą stronę rzeki.  
Co jeszcze było w tym miejscu takiego fajnego? A no to, że budka ochrony znajdowała się, dokładnie, po drugiej stronie osiedla. Haha… w najdalszym jego końcu. Kto, chociaż raz był ochroniarzem, wie o czym piszę. Nie było możliwości, żeby ktoś nieopatrznie przeszedł koło naszych okien i zajrzał co robimy. Po prostu było to na tyle daleko, że musiał pójść tam celowo, a to już było widać.
Dwa lata wcześniej, kiedy tutaj pracowałem, siedzieliśmy po dwóch na zmianie z tej racji, że był do obsługi szlaban. Jednak, nie stało się jak kołek, pod gołym niebem.
Na tym osiedlu, wkroczyliśmy już w dwudziesty pierwszy wiek. Zamontowany mieliśmy interkom. Tak, tak, to duże udogodnienie. Każdy wjazd gościa mieliśmy anonsować, łącząc się z lokatorem. Dlatego, jedna osoba, cały czas, musiała siedzieć przed monitorami i kontrolować ruch kołowy.
Drugi pracownik chodził na obchody oraz wykonywał wszelkiego rodzaju interwencje. Zmienialiśmy się co parę godzin, w zależności od potrzeby i sytuacji.
Kiedy pracowałem w tym miejscu, zatrudniony byłem przez inną firmę. Jak się okazało, zarząd zmieniał ochronę już dwukrotnie.
Tego poranka, podjechałem pod bramę, tak pewnie, jakbym nigdy nie przestał tu pracować. Nic się nie zmieniło. Te same dziko rosnące akacje, ta sama, zniszczona, sucha trawa, ci sami ludzie pozostawiający śmieci gdzie popadnie. Nawet gówniarze, których ganiałem za nocne krzyki pod oknami, bez najmniejszego problemu mnie rozpoznali. Stali pod filarami, wąchając coś w wielkiej torbie i rechotali jak głupki, a kiedy mnie zobaczyli, ukłonili się grzecznie.
Kod znałem na pamięć. O dziwo, działał. Panel był zaklejony plastrem, nawet nie chciało im się go zdemontować. Mieli to zrobić jeszcze za moich czasów. To osiedle, zawsze, było jakieś takie, dziwne.
Szlaban uniósł się do góry. Wjechałem. Wszystko było tak, jak dawniej. Nawet moje miejsce pod budką było wolne.
Zaparkowałem i uradowany, pewny siebie, raptownie otworzyłem drzwi. Wszedłem do środka.
Moje zdziwienie było gigantyczne. Zgadnijcie, kto siedział na fotelu przed monitorami? Nie wierzyłem własnym oczom.
-Ania?! Boże, Ania, co ty tutaj robisz?!
Popatrzyła na mnie i uśmiechnęła się tak, jak dawniej.
-No widzisz, wrobili mnie. Wcale nie miałam tutaj ochoty przychodzić, ale obiecali, że dostanę jakąś premię ekstra.
-Hahaha... myślisz, że w naszej firmie mają pieniądze do rozdania?!
Speszona, spuściła wzrok. Pracowała krócej niż ja.
-No wiem, - przyznała mi rację.
-Kit ci dziewczyno wcisnęli, - powiedziałem, wnosząc swoje rzeczy do środka.
-A ty, jakim cudem, tutaj się znalazłeś? - spytała po chwili.
-No pewnie takim samym jak ty. Nie uwierzysz, jak ci powiem, że ja już tutaj kiedyś pracowałem.
-Poważnie?! Nie rób sobie jaj.
-O, nawet lodówka jest ta sama. No poważnie. Jakieś dwa lata temu, zakończyłem współpracę z firmą, która mnie tutaj zatrudniała, - mówiłem, rozglądając się po pomieszczeniu.
Jej oczach pojawił się błysk zaciekawienia.
-I jak tutaj jest? Powiedz mi, bo zupełnie się w tym nie orientuję. Coś mi tutaj jakiś człowiek tłumaczył, ale i tak niewiele załapałam. Wiesz, jak to cholerstwo obsługiwać? - powiedziała wskazując na interkom.



Sexy Ecchi Girls Anime Gallery 1860

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...