37. Mój pierwszy raz.
-Ale… przecież… ty ostatnio… - zacząłem niepewnie.
Przygwoździła mnie swoim wzrokiem. Niemal czułem, jak przebija mnie na wylot.
-Andrzej, proszę.
-Aha, - westchnąłem.
-Nie pytaj więcej.
Miałem wrażenie, że to jest mój pierwszy raz. Bardzo ostrożnie wyciągnąłem dłoń w kierunku jej brzucha. Na jej twarzy pojawił się ciepły uśmiech.
-Śmiało, nie krępuj się, - powiedziała.
Kiedy zakryłem pępek, westchnęła. Czas się zatrzymał. Niemal czułem, jak pojedyncze sekundy, ciągną się godzinami. Działa się magia.
-Boże… Aniu, to ty?
-Spodziewałeś się kogoś innego? - odezwała się ciepło.
-Jesteś taka gorąca… i drżysz.
Uśmiechnęła się jeszcze raz, jeszcze bardziej ujmująco. Prawie rozbierała mnie tym uśmiechem.
-Nie drżę.
-Drżysz.
-Nie.
-Przecież czuję.
Drżała i, na dodatek, jej oczy zrobiły się szkliste. Widziałem, jak stopniowo, sposób prawie niezauważalny, wypełniają się łzami.
Znałem już ją na tyle dobrze, żeby wiedzieć, co to oznacza. Zawsze tak się z nią działo, kiedy doświadczyła bardzo silnych emocji. Nie potrafiła nad tym odruchem zapanować.
Automatycznie zsunąłem się z krzesła. Stwierdziłem, że nie jest mi ono już potrzebne. Po prostu, upadłem na kolana. O dziwo, to, co się z nią działo, dodało mi odwagi. Wiedziałem, że dla niej, także, nie było to łatwe.
-To łóżko jest za wąskie, - odezwałem się, aby, choć trochę, rozluźnić atmosferę.
-Wiem, nie mieści dwóch osób naraz, - zgodziła się ze mną.
-Chyba, żeby bardzo się do siebie przysunąć, albo… - ciągnąłem.
-Co, albo? - zapytała z zainteresowaniem.
W jej policzkach znów pojawiły się te śliczne dołeczki. Spojrzałem jej w oczy i uśmiechnąłem się.
-Albo jedna leżałaby na drugiej, - zakończyłem drżącym głosem, w napięciu oczekując jej reakcji.
-No, w ten sposób, też to jest możliwe. Chcesz spróbować? - odpowiedziała.
Miałem wrażenie, że jeżeli teraz już do czegoś dojdzie, ta noc będzie, stanowczo, za krótka, by to wszystko zrealizować. Miałem tak wielkie marzenia i plany, że to wszystko rozsadzało mi głowę od środka.
Poprawiła koc, aby unieść się jeszcze wyżej. Najwidoczniej, cały czas, chciała mnie obserwować.
Burza na zewnątrz rozpętała się ponownie. Była jeszcze gwałtowniejsza niż wcześniej. O jakimkolwiek wyjściu na obchód nie było mowy. Lało tak, że świata nie było widać. Pioruny waliły jeden po drugim, przeszywając powietrze suchymi trzaskami, zrywającymi bębenki w uszach.
Wreszcie przejąłem inicjatywę. Teraz to ja zacząłem rozpinać jej roboczą koszulę. Przyznam, że robiłem to z, nieukrywaną, satysfakcją. Tak, wciąż odczuwałem niepewność i lęk nastolatka, a jednocześnie… no właśnie.
-Podobam ci się? - zapytała w pewnym momencie.
-Tak, - odpowiedziałem krótko.
-Chcesz się ze mną kochać? - zadała kolejne pytanie.
-Bardzo.
Uśmiechnęła się i położyła dłonie na mojej głowie. Cóż to był za dotyk! Miałem wrażenie, że jestem w niebie.
-Spokojnie, nie spiesz się, nie denerwuj, - instruowania, jak cierpliwa nauczycielka.
Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje.
Łup-łup, łup-łup, łup-łup… - słyszałem własne serce. Myślałem, że wyskoczy mi z klatki piersiowej.
Wreszcie dojechałem do samej góry. Z nieukrywanym zadowoleniem, tak jakbym dostał się na Mont Everest, przejechałem wzrokiem po jej nagim ciele.
Tak, tak… wiem, nie było nagie. Co prawda, koszula była rozpięta, ale wciąż znajdowała się na jej ramionach. Spodnie także, były kusząco rozsunięte, ale, czy była naga? Nie. Chociaż mnie, w tej chwili wydawało się, że nie miała na sobie już nic.
Teraz nastąpiła krótka chwila zastanowienia. Jaki krok wykonać w dalszej kolejności? Boże kochany! Nie pamiętam, kiedy zastanawiałem się nad takimi rzeczami.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz