30. Apogeum gorąca.
-We dwójkę mówisz… zbereźniku ty?!
-No co?!
-Ja ci dam, no co! A wygodne to spanie chociaż? - spytała po wszystkim, jak gdyby nigdy nic.
-No wiesz, to tapczan młodzieżowy. Niezbyt miękki, ale, jak na takie warunki, to luksus, - powiedziałem tak, jakbym chciał ją zachęcić, aby się położyła.
Wypowiadając te słowa, bardzo chciałem znaleźć się na tym malutkim tapczanie razem z nią. Niemal fizycznie, na skórze czułem jej bliskość. Mimowolnie wyobrażałem sobie jej dotyk. Nie wiedziałem jak, ale byłem pewny, że dzisiaj, że to właśnie dzisiaj, musi do tego dojść.
Nie miałem pojęcia, czy ona czuje tak samo, czy chociaż, w minimalnym stopniu, pragnie tego, co ja. Musiałem znać się na swoje przeczucia, intuicję oraz uzbroić się w cierpliwość. Dzień był bardzo długi i jeszcze dłuższa noc. No i my byliśmy tak blisko siebie.
Nastało południe. Zrobiło się bardzo, ale to bardzo gorąco. Promienie słońca wlewały się się do środka przez wielkie okna, tworząc atmosferę piekarnika. Przez godzinę kombinowaliśmy jak zakleić szyby, żeby w środku było choć troszeczkę cienia. Oczywiście, wszystko, co się dało otworzyć to otworzyliśmy, ale to tylko w niewielkim stopniu obniżyło temperaturę.
W końcu nie wytrzymałem i zdjąłem z siebie koszulę. Ania odrzuciła mnie swoim wzrokiem z zainteresowaniem i uśmiechnęła się tajemniczo.
-Co? - spytałem.
-Nic, - odpowiedziała.
-Jak nic, to nic, - mruknąłem i rozsiadłem się w fotelu, kładąc nogi na biurko.
Niby uważnie śledziła obrazy na monitorach, ale kątem oka, co chwilę zerkała w moją stronę. Bardzo mi się podobało, że, jednak, wzbudzałem w niej zainteresowanie seksualne.
Około godziny trzynastej nastąpiło apogeum gorąca. Wiatrak pracował na największych obrotach, a mimo to byłem mokry od potu.
W pewnym momencie Ania wstała ze swojego miejsca, wyciągnęła koszulę ze spodni i zaczęła nią wachlować, wprowadzając pod spód nieco powietrza.
-Zdejmij ją, - powiedziałem, - będzie ci chłodniej.
-Aha, tak, już, chciałbyś, nie twoje doczekanie, - warknęła przez zęby i uśmiechnęła się sztywno.
-Daj spokój, dziewczyno. Przecież cię nie zgwałcę. Na pewno nie teraz, jest biały dzień, - udawałem, że próbuję ją uspokoić, ale, tak naprawdę, drażniłem się.
Zaskoczyła mnie swoją odpowiedzią.
-Mówisz, że jeszcze nie teraz, że jeszcze za wcześnie. Poczekasz do nocy?
Uśmiechnąłem się i nic nie powiedziałem na tą zaczepkę. Postanowiła dokuczać mi dalej.
-No nie wiem, czy mam wziąć to za komplement, obietnicę, czy groźbę, - odezwała się po chwili.
-A jak byś chciała? - skwitowałem jej wypowiedź.
Teraz, to ona, zamilkła.
-Przestań, nic ci nie zrobię. Jestem spokojnym ochroniarzem, w poważnym wieku.
-Ta, akurat! - żachnęła się.
-Dobra, jak chcesz, - zakończyłem, wiedząc, że nie ma sensu drażnić jej więcej.
Ciągle ją obserwowałem. Teraz już bez większego skrępowania patrzyłem. Miałem satysfakcję, że się tak męczy, że nie posłuchała moich rad. Tak naprawdę, liczyłem na to, że się rozbierze do stanika.
Po kilku minutach siedzenia w tym upale, nie wytrzymała. Jeszcze raz podniosła się ze swojego miejsca i podwinęła koszulę pod same piersi odsłaniając w ten sposób swój ładny brzuch. Kąciki moich ust, mimowolnie, pojechały do góry.
-No co?! - warknęła, nieco skrępowana.
Za bardzo się nie wstydziła.
-No nic, - odpowiedziałem z takim samym niezmiennym uśmiechem.
Minęło kolejnych kilka minut. Widziałem, że jej twarz zaczyna błyszczeć od potu, a zapach stał się teraz dużo bardziej intensywny.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz