Szukaj na tym blogu

18 kwietnia 2018

Relacje koleżeńskie.,

34. Była naga.

Miałem to, co chciałem. Myła się. Tak, jak mogłem przypuszczać, była naga. Stała w środku niewielkiej wanienki i, gąbką, delikatnie, myliła swoje ciało. Starała się to robić bardzo ostrożnie, żeby nie pochlapać zbyt dużo podłogi.
Drżałem na całym ciele, podglądając moją koleżankę przez okno.  Czułem się, jak gówniarz, jak nastolatek, ale to było niesamowite. Wszystko było takie piękne, właśnie przez to, że było zakazane, nielegalne, że robiłem to po kryjomu. Po prostu kradłem ten widok.
Patrzyłem na jej niewielkie, ale jędrne piersi, na jej, dość szerokie, biodra i pośladki. Patrzyłem na malutki, jak u nastolatki, trójkącik czarnych włosów między nogami.
Na koniec deser. U dołu, poniżej zamkniętej cipeczki, ujrzałem wystające różowe płatki. Wyglądały, jak kawałki naleśników. Miałem ochotę włożyć dłoń w spodnie i zwalić sobie konia.
Na szczęście, powstrzymałem się. Nie mogłem tego zrobić, ponieważ byłem w terenie otwartym. Z tyłu, wałem wiślanym, co jakiś czas spacerowali ludzie. Pozostało mi tylko patrzeć. Boże cóż to był za widok!
Tak naprawdę, nie zdawałem sobie sprawy, że tym zachowaniem, robię sobie krzywdę. Tak. Dotarło do mnie to dopiero później. Kiedy ochłonąłem, kiedy ona zaczęła się delikatnie wycierać i, w końcu, się ubrała, uświadomiłem sobie, że teraz będzie mi jeszcze trudniej wrócić do normalności. Zastanawiałem się, jak mam wrócić do do przerwanej pracy. Wydawało mi się to jeszcze bardziej trudne i męczące.
Nie miałem jednak wyboru. Wyraźnie dała mi do zrozumienia, że pewnej granicy nie przekracza. Musiałem to zaakceptować, czy mi się to podobało, czy nie.
Kiedy zobaczyłem, że znów usiadła na swoim miejscu, pokonałem ogrodzenie w drugim kierunku i, tą samą ścieżką, wróciłem za budynki mieszkalne. Starałem się udawać, że nic nie widziałem, że byłem tylko na obchodzie, że nic nie uległo zmianie. Wszedłem wprost do budki.
-Szybko wróciłeś, - powiedziała.
-Tak. Gorąco dzisiaj jakoś. Tak w ogóle, tam jeszcze ciężej wytrzymać, - odpowiedziałem drżąc.
Niby się ubrała, ja także założyłem na siebie koszulę, po osiedlu, rzeczywiście, zaczęło kręcić się więcej ludzi, niby wszystko wróciło do normy, niby było takie samo, ale jednak, nic już nie było takie samo. Każde spojrzenie, każdy gest, zarówno mój i jej, miał już inny wymiar. To było trudne.
Najlepsze było to, kiedy w pewnym momencie, ni stąd, ni zowąd, spojrzała na mnie. Zawiesiła wzrok na mojej twarzy. Patrzyła w moje oczy, jakby chciała wyczytać w nich moje zamiary. Nie krępowała się i trwało to długo, zbyt długo, jak na przelotne spojrzenie.
Nie dowiedziałem się, co miało to znaczyć. Zresztą mogłem się domyślać, ale wersji tłumaczenia tego gestu było kilka.
W końcu, ten długi cudowny, a jednocześnie koszmarny, dzień zaczął chylić się ku zachodowi. Było duszno. Zanosiło się na burzę. Od zachodu zaczęły nadciągać ciemne chmury, które raz po raz rozjaśniane były błyskawicami. Lekki wiatr, który się zerwał, niósł ze sobą wilgoć, zapach morskiej bryzy i świeżość. Tego, tak bardzo, było nam potrzeba.
Zgodnie ustaliliśmy, że pierwszy zdrzemnę się ja, a później ona. Kiedy, o dwudziestej, rozłożyłem tapczan, burza rozpętała się już na dobre. Dobrze, że zawsze lubiłem taką pogodę i zupełnie mi to nie przeszkadzało. Wsłuchując się w odgłosy grzmotów, wiatru i deszczu, zapadłem w głęboki, dający siłę, sen. Wiedziałem, że moja koleżanka siedzi w drugim pomieszczeniu i uważnie obserwuje teren. Wiedziałem, że patrzy, czy ktoś się nie zbliża, dbając o to, bym się wyspał.

Hot Anime Bod ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...